HISTORIA


 

Spis treści

1. Skrócona historia Łukty
2. Kształtowanie się nazw miejscowości w gminie Łukta
3. Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”
4. Dwaj sławni niemieccy piloci z Gminy Łukta - Helmut Kalkstein i Reinhard Kolllak
5. Od łowców reniferów do Estów i Prusów
6. Obyczaje i życie codzienne Prusów
7. Obrzędy i wierzenia Prusów
8. Misje i krucjaty władców polskich na ziemiach pruskich
9. Ujarzmienie Prusów przez Krzyżaków
10. Najważniejsze daty z okresu zasiedlania parafii i komornictwa Łukta
11. Ględy
12. Wielcy Mistrzowie Zakonu i skromny kościół w Łukcie

13. Akty nadania ziemi przez Zakon Krzyżacki w parafii i komornictwie Łukta na przykładzie przywileju lokacyjnego Grazym.
14. Status materialny i społeczny ludności zamieszkującej komornictwo Łukta w okresie istnienia Prus Krzyżackich i Książęcych
15. Strzałkowo (niemiecka nazwa Hinzbruch). Radzieccy spadochroniarze w lasach taborskich.
16.Florczaki. Historia wsi na tle przemian administracyjnych i religijnych w państwie krzyżackim, Prusach Książęcych oraz na Warmii i Mazurach.
17.Kotkowo, Zawroty i majątek Białka
18.Przemiany religijne i narodowościowe na terenie dawnej parafii i ko-mornictwa Łukta od czasów najdawniejszych do pierwszych lat po drugiej wojnie światowej. 500-lecie Reformacji.

1. Skrócona historia Łukty do góry

Herb Łukty przedstawia 5 pałek wodnych wychodzących z wody. Herb jest mocno związany z historią i położeniem miejscowości i gminy. Nazwa pochodzi bowiem od staropruskiego słowa “Lucte”, oznaczającego sitowie. Początkowo w herbie znajdowała się ta właśnie roślina. W 1939 roku zastąpiona została pałkami wodnymi, które symbolizują 5 dróg wiodących do Łukty.

Łukta powstała w 1340 roku. Zasadźcą wsi był Prus Jone. W 1352 roku miejscowość Łukta otrzymała przywilej lokacyjny, a już w 1414 roku została zniszczona przez wojska polskie, w wyniku czego spłonęły 4 karczmy, młyn i 12 gospodarstw.

W 1448 roku Łukta liczyła 20 włók, a majątek – 6. W tym okresie Łuktę zamieszkiwało 10 chłopów, 12 zagrodników, 23 pszczelarzy, piekarz i rzeźnik. Funkcjonował także tartak. Jednak w czasie wojny trzynastoletniej wieś uległa ponownemu spustoszeniu. W 1454 roku stacjonowali w Łukcie zaciężni czescy w służbie krzyżackiej.

Sto lat później w Łukcie znajdowały się dwie karczmy, młyn, a oprócz chłopów, pracowali kowal i garncarz. Pod koniec XVI wieku działały już 4 karczmy, szkoła oraz cegielnia. W 1587 roku Łukta posiadała 20 włók (z czego cztery były własnością kościoła). W 1630 roku spłonęły tartak i młyn. Od 1706 roku w Łukcie odbywały się stałe targi końskie.

W latach 1709 – 1710 na dżumę zmarła znaczna część mieszkańców.

W 1714 roku uprawiano 17 włók, a 18 leżało odłogiem, postawiono nowy młyn i tartak. W 1783 roku Łukta stanowiła wieś królewską liczącą 33 domy. W latach 1806 – 1807 Łukta została spustoszona przez kwaterujące tam wojsko francuskie. W 1820 roku mieszkało 212 osób, w 1939 roku- 780. Po 1945 roku Łukta została wsią gminną, liczącą w 1978 roku 733 mieszkańców.

Obecny kształt gmina otrzymała w 1990 roku po wprowadzeniu ustawy o samorządzie gminnym. Od tego samego roku Wójtem Gminy Łukta był Jan Leonowicz. W gminie zaczęto realizować liczne inwestycje z zakresu infrastruktury komunalnej, technicznej, społecznej, oświaty, sportu i zdrowia. Od 2014 r. Wójtem Gminy Łukta jest Robert Malinowski.

Na stan z 31 grudnia 2011 roku gminę Łukta zamieszkiwało (na stałe) 4505 mieszkańców. W samej Łukcie mieszka obecnie 1190 osób.

Na początku XV wieku został wzniesiony przez Krzyżaków kościół w Łukcie, budowę którego wsparli finansowo Wielcy Mistrzowie Zakonu: Konrad von Jungingen oraz Ulrich von Jungingen. Po 1525 roku przeszedł on w posiadanie ewangelików. W 1807 roku kościół został zniszczony przez wojska francuskie, potem był odbudowywany i restaurowany w latach 1878 – 1879.

Po wojnie, w 1945 roku, przejęty został na nowo przez katolików i był sukcesywnie remontowany. W 1958 roku sprowadzono do kościoła w Łukcie replikę obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. W 1971 roku parafię objął ks. Romuald Szczeciński. W roku 1986 miało miejsce ważne wydarzenie. Parafię nawiedził bowiem obraz Matki Boskiej Częstochowskiej. W 1989 roku parafię przejął ks. Kazimierz Dubowski, a 2012 roku ks. Jerzy Malewicki.

 

2. Kształtowanie się nazw miejscowości w gminie Łukta. do góry

Jeśli przyjrzymy się dokładniej nazwom miejscowości w naszej gminie, to dojdziemy do wniosku, że wiele z nich ma pruski i niemiecki rodowód. Sama Łukta nazywała się Locken, a kilka wieków wcześniej Lukte, albo Lucten. W języku pokonanych przez Krzyżaków Prusów słowo „luktis” oznaczało trzcinę. Nazwę Lukte nosiła także rzeka Łukcianka. Jej brzegi porośnięte były rośliną błotną, której nazwa w bardzo podobnym do pruskiego języku litewskim brzmi „lukstas”. Kwiaty tej rośliny zwane pałkami wodnymi tworzą brunatne kolby. Zostały one umieszczone w herbie wsi w 1939 roku. Pierwszy herb przyznał Łukcie urząd heraldyczny w Berlinie sto lat wcześniej. 5 pałek wodnych nie oznacza bynajmniej, że główny ośrodek naszej gminy jest odcięty od świata mokradłami; wręcz przeciwnie – ich liczba mówi, że pięć dróg prowadzi do nas ze wschodu i z zachodu, z północy i z południa.

Rodowód nazw wielu innych miejscowości jest również bardzo ciekawy – dwie z nich wywodzą się od nazw plemion pruskich. Ględy nosiły niemiecką nazwę Gallinden od nazwy plemienia Galindów, które jako jedno z pierwszych zostało wyniszczone w wojnach z sąsiadami. Z kolei niemiecką nazwę Zajączkowa – Sassendorf należy przetłumaczyć jako „Wieś Sasinów”. Późniejszą nazwą tej wsi było Hasenberg – Zajęcze Wzgórze (Hase – zając, Berg – wzgórze). Słowo „Sasin” w języku pruskim oznacza członka plemienia Sasinów oraz zająca. Nazwy te pojawiły się na naszym terenie, ponieważ gmina znajduje się na pogranicznych terenach czterech niezależnych terytoriów zamieszkałych ongiś przez plemiona Pomezan, Pogezan, Galindów i Sasinów. Gdy na podbitych terenach Krzyżacy tworzyli kolejne diecezje, Łukta znalazła się na obrzeżach Diecezji Pomezańskiej.

Kilka nazw wywodzi się od imion zasadźców pruskich, którym Krzyżacy nadali ziemię. Byli to ci Prusowie, którzy przyjęli wiarę chrześcijańską poprzez chrzest. Taką wsią są Ramoty. Jej nazwa wywodzi się od imienia jednego z trzech braci, którzy otrzymali ziemię w 1340 roku. Wieś nazywała się kolejno Ramot, Rammut, Rambten i Ramten. Niemiecka nazwa Dungen (obecnie Dąg) wywodzi się od pruskiego imienia Turngen. Jej współczesna nazwa kojarzy się z pruskim słowem „dangus” oznaczającym niebo albo suchy teren otoczony mokradłami. Z kolei nazwa Plichta pochodzi od nazwiska majstra pracującego w miejscowej smolarni. Nazywał się on Greger Plicht.

Molza nosiła kolejno nazwy Molsen, Mulsen i Moldsen, które wywodzą się od pruskiego słowa „molis” oznaczającym glinę. Państwo Karin i Lothar Jedamscy opowiadali mi o szczątkach wyrobów garncarskich i szklanych znajdowanych podczas orki na należących do nich polach położonych poniżej wiejskiej drogi naprzeciwko ich domu.

Wiele obecnych nazw wywodzi się od nazw niemieckich: Mostkowo to dawne Bruckendorf (Brucke – most, dorf – wieś), Tabórz to dawne Taberbruck, Kojdy to Kojden, Komorowo to Kammersdorf (Kammerant – komornictwo), Trokajny to Trukajnen, Lusajny to Luzeinen, Pelnik to Pulfnick, Sobno to Sooben, Wynki to Wonicken, Worliny to dawne Worleinen. Nazwa Kozia Góra pochodzi od niemieckiego Ziegenberg (Ziege – koza, Berg – wzgórze), Kotkowo od Katzendorf (Katze – kot), Nowe Ramoty od Neu Ramten (neu – nowy), Chudy Dwór od Magergut (mager – chudy, Gut – majątek). Dragolice to niemieckie Draglitz. Florczaki nazywały się przed wojną Eckersdorf, a po wojnie nosiły nazwę Ekardowo (Eck to róg lub narożnik). Była to jedyna wieś w naszej obecnej gminie, w której pierwszymi zasadźcami nie byli Prusowie, ale rodowici Niemcy.

Po drugiej wojnie światowej najwięcej polskich osadników przybyło z Mazowsza, z powiatu Maków Mazowiecki i z okolic Mławy. Powodowani tęsknotą zmienili oni nazwy niemieckie na takie, które występowały na opuszczonych przez nich terenach: Dungen na Długokąty, Kammersdorf na Kuźniewo, Kojden na Kulany, Luzeinen na Modrzewinę, Plichten na Popłowek, Sooben na Sokołówek, Sporken na Szparki, Taberbruck na Taborze, Trukeinen na Zaboty, Wonicken na Włuski i Worleinen na Dobrosielice.

Obowiązujące obecnie nazwy zaproponowała powołana po wojnie Komisja Ustalania Nazw Miejscowych. Podjęła się ona wielkiego zadania dobrania odpowiednich nazw dla całych tak zwanych Ziem Odzyskanych. Przewodniczył jej Mikołaj Rudnicki, profesor Uniwersytetu Poznańskiego, wybitny językoznawca ogólny. 26 lutego 1948 roku Gminna Rada Narodowa w Łukcie zaakceptowała nazwy zaproponowane przez komisję. Dzięki temu nazwy te nawiązują do bogatej i dramatycznej historii terenów, na których mieszkamy. Jest to bardzo ważne dziedzictwo historyczne.

Jan Dąbrowski

3. Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” do góry

Zakończenie Drugiej Wojny Światowej w Europie ogłoszono w maju 1945 roku. O ile większość narodów naszego kontynentu przyjęło ten fakt z ogromną radością, to wielu patriotów polskich nie mogło pogodzić się z faktem, że dysponujący potężną, wielomilionową armią Związek Radziecki zagarnął na wschodzie niemal połowę terytorium przedwojennej Polski. Zaproponowano nam nowe granice na zachodzie, północy i południowym zachodzie. Co do trwałości nowych granic nie można było w tamtym czasie mieć całkowitej pewności. Aby zapewnić przestrzeń życiową dla repatriantów z Kresów Wschodnich oraz przybyszów ze zrujnowanych doszczętnie polskich miast i wsi należało najpierw wysiedlić do Niemiec ponad 16 milionów mieszkańców przyznanych nam ziem, które nazwano dość kontrowersyjnie „Ziemiami Odzyskanymi”. Na uznanie przez rząd polski narzuconych przez Stalina granic naciskali przywódcy zachodni. W rozmowie ze Stanisławem Mikołajczykiem Winston Churchill powiedział: „Znajdujecie się na granicy unicestwienia. Jeśli nie przyjmiecie tej granicy, na zawsze pogrzebiecie swoje szanse. Rosjanie zmiotą wasz kraj z powierzchni ziemi i zniszczą wasz naród”.

W całym kraju rozgorzała ostra walka polityczna; po jednej stronie stanął tzw. Blok Demokratyczny składający się z Polskiej Partii Robotniczej (PPR), Polskiej Partii Socjalistycznej (PPS), Stronnictwa Ludowego (SL) i Stronnictwa Demokratycznego (SD) a po drugiej Polskie Stronnictwo Ludowe (PSL) Stanisława Mikołajczyka. Najpierw sfałszowano wyniki referendum „3 razy tak” z 11 maja 1946 roku, a potem wyniki wyborów z 19 stycznia 1947 roku. W wyborach tych wzięło udział 89,9% uprawnionych do głosowania, ale władze uznały, że tylko 39,3% było ważnych. Prawdziwym zwolennikom Polski niepodległej popierającym PSL przypadło tylko 10,3% głosów uznanych za ważne, tzw. Blok Demokratyczny uzyskał 80,1% poparcia, reszta przypadła partii PSL Nowe Wyzwolenie, Partii Pracy i prorządowym organizacjom katolickim. Założone w Warszawie 2 września 1945 roku Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość (W i N) domagające się, by Armia Czerwona i NKWD (radziecki urząd bezpieczeństwa) opuściły obszar Polski, poinformowało o fałszerstwach Radę Bezpieczeństwa ONZ. Reakcją była frustracja demokratycznych krajów zachodnich i nic ponadto.

Na terror wprowadzony w naszym kraju przez radzieckie służby bezpieczeństwa wspierane przez UB odpowiedziały podziemne formacje patriotów polskich. W ruchu oporu walczyło około 200 tysięcy ludzi. Około 20 tysięcy z nich zginęło. Opór stawiały przede wszystkim podziemne organizacje takie jak Narodowe Siły Zbrojne (NSZ) operujące przede wszystkim w rejonie Gór Świętokrzyskich, wspomniane już W i N i Ruch Oporu Armii Krajowej (ROAK). (Przypomnieć należy, że utworzona w 1942 roku Armia Krajowa była największą w Europie podziemną formacją zbrojną walcząca z hitlerowcami. W roku 1944 liczyła ona aż 380 tysięcy żołnierzy.) Aż trudno uwierzyć, że ostatni żołnierz „leśny” Związku Walki Zbrojnej-AK a potem W i N Józef Franczak, pseudonim „laluś”, zginął w walce dopiero w październiku 1963 roku.

8 listopada 2014 roku Szkoła Podstawowa i Gimnazjum w Łukcie otrzymały zaszczytne imię Żołnierzy Niezłomnych. Wybór imienia był wyjątkowo trafny, ponieważ żołnierze niezłomni, wyklęci przez komunistów, w roku 1946 przeprowadzali operacje zbrojne między innymi na terenie lasów Taborskich, z których duża część znajduje się na terenie naszej gminy. Ich dowódcą był major Zygmunt Szendzielarz, noszący pseudonim „Łupaszko”. Do swoich żołnierzy mówił: „… wypowiedzieliśmy walkę na śmierć i życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich mordują najlepszych Polaków domagających się wolności i sprawiedliwości… nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają wyrodni synowie naszej Ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich. Walczymy za świętą sprawę, za wolną, niezależną, sprawiedliwą i prawdziwie demokratyczną Polskę…” Często powtarzał, że „wojna Zachodu z Sowietami jest nieunikniona”, co było złudną nadzieją.( W drugiej połowie 1945 roku Stany Zjednoczone potrzebowały radzieckiego wsparcia w wojnie z Japonią, ponadto Zachód był wdzięczny Armii Czerwonej za ogromny wkład w pokonanie hitlerowskich Niemiec i ich sojuszników. Tragedia Polaków, których przodkowie żyli od wieków na Kresach Wschodnich była dla Zachodu sprawą drugorzędną).

O walce żołnierzy majora Szendzielarza z władzami komunistycznymi na terenie naszej gminy można dowiedzieć się z dziennika czwartego szwadronu V Brygady AK spisanego przez dowódcę tego szwadronu ppor. Henryka Wieliczkę, ps. „Lufa” oraz z relacji naocznych świadków tamtych wydarzeń. Niektórzy z nich jeszcze żyją – są to emerytowani leśnicy i inni starsi mieszkańcy wsi Dąg, Plichty, Wynek i Taborza.

Gdy 8 czerwca 1946 po rozbrojeniu posterunku milicji w Miłomłynie żołnierze „Łupaszki” wycofali się do pobliskich lasów, do oddziału dołączyła 17 – letnia sanitariuszka Danka Siedzikowna ps. „Inka” zatrudniona pod zmienionym nazwiskiem jako kancelistka w leśnictwie Miłomłyn. Wpadła w ręce UB w Gdańsku, potem była tam więziona i torturowana. 28 sierpnia 1946 roku została w gdańskim więzieniu rozstrzelana. Wolała zginąć niż zdradzić towarzyszy walki. 2 marca zaprezentowano w TVP 1 poruszający spektakl o tej bohaterskiej dziewczynie. Dopiero niedawno zidentyfikowano miejsce jej pochówku na cmentarzu garnizonowym w Gdańsku.

Latem 1946 r. akowcy wielokrotnie pojawiali się w Dągu, gdzie znaleźli wsparcie u miejscowej ludności, kwaterowali w leśniczówce Śmieszny Kąt (wówczas Pupki), w leśniczówce Adlersbude (po wojnie Perkunicha, obecnie Orlik) oraz w leśniczówce Niedźwiady w Taborzu. Byli bardzo mobilni i niemal codziennie zmieniali miejsce pobytu. Dlatego też w tamtym okresie nigdy nie zostali złapani. Zainteresowanych tymi wydarzeniami odsyłam do dwóch moich książek: „Siedem wieków Łukty” i „Dąg, 630-lecie wsi” (współautorstwo Bożena Pawełczyk), które można wypożyczyć w Bibliotece Gminnej.

Jan Dąbrowski

 

     

 

4. Dwaj sławni niemieccy piloci z Gminy Łukta - Helmut Kalkstein i Reinhard Kolllak do góry

Obydwaj spędzili dzieciństwo i wczesną młodość w naszej gminie, pierwszy w Mostkowie (Brückendorf), a drugi w Dągu (Dungen).  Helmut urodził się w roku 1912, a dziesięć lat później jego rodzice Karl i Lydia przenieśli się z synami do Mostkowa, gdzie jego dziadek, miejscowy nauczyciel, Adam Rettkowski przeszedł na emeryturę. W pracy w szkole zastąpił go zięć Karl, ojciec Helmuta. Po ukończeniu miejscowej szkoły, kontynuuje naukę w Morągu. Tam też zdobywa umiejętności żeglarskie na żaglowcu „Deutschland”. Główną jego pasją jest jednak lotnictwo. Z kolei Reinhard urodził się 28 marca 1915 roku we Frygnowie. Jego rodzice Albert i Maria (z domu Barrabasz) osiedlili się w Dągu przed 1918 rokiem i zamieszkali w drewnianym, obecnie nieistniejącym domu naprzeciwko miejscowej szkoły. Tutaj do 1928 roku przyszło na świat siedmioro młodszego rodzeństwa Reinharda. Czy  piloci się znali osobiście? Niewykluczone. W zawodach samolotowych zorganizowanych w ramach olimpiady z 1936 roku na 180 uczestników Helmut zajął trzecie miejsce i stał się sławny w całych Niemczech. Można przypuszczać, że światowy sukces nieco starszego kolegi wywodzącego się z tej samej gminy zainspirował Reinharda do wstąpienia do Luftwaffe.

Lata dwudzieste i trzydzieste XX wieku były okresem gwałtownego rozwoju lotnictwa – powstają pierwsze pasażerskie linie lotnicze (7 lipca 1929 roku w USA zaczyna funkcjonować linia TAT – Transcontinental Air Transport), piloci biją rekordy wysokości i długości lotu, przemierzają powietrzne przestrzenie nad oceanami, biegunami ziemskimi itd. 4 lipca 1929 roku sterowiec „Graf Zeppelin” kończy lot dookoła świata po 20 dniach i 4 godzinach. 30 października tegoż roku odbywa się pierwszy lot samolotu napędzanego silnikiem rakietowym konstrukcji Fritza von Opla. W wyścigu konstruktorów i pilotów z sukcesami uczestniczyli Polacy. Największy rozgłos zdobyli Franciszek Żwirko i Stanisław Wigura – w 1929 odbyli lot dookoła Europy w samolocie RWD, posiadali rekordy wysokości samolotów turystycznych, w roku 1932, w sierpniu na samolocie RWD - 6 zwyciężyli w zawodach lotniczych w Berlinie.

Klemm Kl 35Konstruktor lekkich szkoleniowych samolotów Hans Klemm chciał wprowadzić do szerszego użytku samolot „Klemm Kl 35”. Jego pierwsza wersja była nieudana – piloci oblatywacze mieli trudności z podniesieniem maszyny w powietrze. Szef organizowanego potajemnie od roku 1933 w oparciu o kadry cywilnych aeroklubów i wbrew Traktatowi Wersalskiemu niemieckiego lotnictwa wojskowego, Hermann Goering, miał powiedzieć, że „papierowe samoloty”  Klemma nie są Luftwaffe potrzebne. (Luftwaffe zostało powołane do życia 9 marca 1935 roku). Doświadczony konstruktor nie poddawał się i zaprojektował nowy model o tej samej nazwie. Pewnego ranka 1935 roku Helmut Kalkstein, będący głównym oblatywaczem firmy Klemm – Werke  w Boblinen, wyprowadził lekką maszynę w górę i brawurowo wykonał wszystkie najtrudniejsze akrobacje. Błyszczący, wysmukły samolot świetnie się spisywał, a z powodu nisko umieszczonych skrzydeł pilot miał zapewniony bardzo dobry przegląd sytuacji. Skrzydła i korpus były w całości wykonane z drewna i pokryte sklejką (stąd nazwa „papierowy samolot”). Jego zalety w pełni docenił generał Ernst Udet, as lotniczy z czasów Pierwszej Wojny Światowej. Dzięki jego rekomendacji Luftwaffe zakupiło bardzo duże ilości tych maszyn. Były one eksportowane również do innych krajów (między innymi do Szwecji) jako samoloty szkoleniowe.

Wyczyny sportowe Helmuta miały ciąg dalszy: rok po olimpiadzie z 1936 roku w zawodach lotniczych „Niderlandy” zajmuje drugie miejsce, niedługo później zdobywa się na brawurowy wyczyn – przelot między filarami mostu w Kolonii. W roku 1938 ustanawia 5 rekordów świata, między innymi rekord wysokości lotu, 8350 m. W tym samym roku zostaje nagrodzony medalem Louis’a Bleriot’a. (Louis Bleriot, 1872 – 1936, pionier lotnictwa, w roku 1909 przeleciał jako pierwszy nad kanałem La Manche samolotem własnej konstrukcji. Organizator francuskiego przemysłu lotniczego.)

Helmul Kalkstein - as sportu lotniczegoNadszedł lipiec 1939 roku. Feralnego dnia Helmut ma za sobą oblatywanie kilku maszyn. Jest zmęczony. Z hali wyciągają nowy typ produkcji amerykańskiej – ma nim wkrótce lecieć do Stanów. Latał tym samolotem kilka razy, ale jeszcze raz chce coś sprawdzić, jeszcze raz wzbija się w powietrze. Podczas wykonywania któregoś z kolei korkociągu słyszy eksplozję; kątem oka zauważa brak jednego skrzydła. Próbuje otworzyć dach kabiny i wyskoczyć. Strumień powietrza wciska go w głąb; uderza potylicą w obudowę – obrażenia okazują się śmiertelne.

Zgodnie z jego życzeniem (każdy pilot musiał wcześniej coś takiego napisać) urnę z jego prochami przewieziono 5 sierpnia 1939 roku do Mostkowa, które zawsze uważał za swój Heimat – małą ojczyznę. Gdzieś tu musi być pochowana.

Rodzina Kollaków mieszkała w Dągu do 1929 roku. Nauczyciel miejscowej szkoły Ernst Eissing uznał po latach Reinharda Kollaka za swojego najzdolniejszego ucznia. Zważywszy na osiągnięcia przyszłego pilota, w opinii tej musiało być ziarno prawdy. Mając niespełna 18 lat Reinhard postanowił zostać zawodowym żołnierzem i jako ochotnik  wstąpił w  1933 r. do Reichswehry w Olsztynie  (do batalionu uzupełniającego). 21 maja 1935 roku Reichswehrę rozwiązano i utworzono Wehrmacht. Reinhard został wówczas przeniesiony do Luftwaffe i skierowany na kurs pilotażu. Jest niemal pewne, że pierwsze loty odbywał na samolotach typu „Klemm Kl 35”, z których kilka przetestował wcześniej Helmut Kalkstein. Po kilku latach został przeszkolony na pilota samolotu myśliwskiego. Ten drugi kurs ukończył wiosną 1940 roku. Najpierw został wcielony do I ZG1 (Zerstorergeschwader 1 – Bojowy Szwadron 1), a w październiku tego samego roku przeniesiono go do szwadronu 1/NJG 1 (Nachtjagdgeschwader 1 – Nocny Myśliwski Szwadron 1).  Jako pilot myśliwskiego Messerschmitta uczestniczył w nocnych pojedynkach powietrznych w bitwie o Francję, bitwie o Anglię i przy obronie terytorium Niemiec przed bombardowaniami przez lotnictwo Aliantów, głównie przez RAF (Royal Air Forces –Królewskie Siły Powietrzne). Pierwsze zwycięstwo odniósł, gdy jako Feldwebel (sierżant) szwadronu I/NJG, 17 czerwca 1941 roku zestrzelił dwusilnikowy nocny bombowiec A.W. 38 Whitley wyprodukowany przez firmę Armstrong Whitworth Aircraft. Dziesiąte zwycięstwo odniósł zestrzeliwując pierwszy brytyjski ciężki czterosilnikowy bombowiec Short Stirling nocą 24/25 sierpnia 1942 roku. Ogółem odbył 250 lotów nocnych, podczas których zestrzelił 49 samolotów koalicji walczącej z hitlerowskimi Niemcami. Był to najlepszy wynik wśród pilotów podoficerów – zakończył wojnę w stopniu Oberfeldwebla (starszego sierżanta). Dla porównania dodam, że major Heinz Wolfang Schnaufer miał 121 nocnych zestrzeleń. Radiotelegrafistą pokładowym Reinharda Kollaka był Hans Herman służący w Luftwaffe od 1938 roku do końca wojny.

Reinhard KollakReinhard Kollak został wyróżniony licznymi odznaczeniami bojowymi, między innymi Żelaznym Krzyżem (1939), Niemieckim Krzyżem w Złocie (12.04.1943). Jako Oberfeldwebel został uhonorowany za brawurę i niespotykaną odwagę Rycerskim Krzyżem Żelaznego Krzyża (20.03.1945). Nie mogąc się odnaleźć po wojnie w życiu cywilnym, w roku 1956 wstąpił do Bundeswehry. Podczas ostatnich lat swojej służby pracował w Ministerstwie Obrony Republiki Federalnej Niemiec. Na emeryturę przeszedł w roku 1967 w stopniu Hauptfeldwebla (starszego sierżanta sztabowego). Zmarł 6 lutego 1980 roku w Bonn-Bad Godesberg. Jego wojskowy pogrzeb odbył się z pełnymi honorami.

Od kilku lat odwiedzają mnie co roku potomkowie Liesbeth Kollak, siostry Reinharda. Najczęściej przyjeżdża jej wnuk Olaf Welke z żoną Angeliką. Spytałem ich, czy są dumni ze sławnego członka swojej rodziny. Okazuje się, że ich stosunek do niego jest ambiwalentny – nie wiedzą, czy mają się nim szczycić, czy za niego wstydzić, podobnie jak jego córka, która się go wyrzekła, stwierdzając, że był nazistą. Czy my, mieszkańcy gminy Łukta, powinniśmy zatem o nim zapomnieć?

 Jan Dąbrowski

 

5. Od łowców reniferów do Estów i Prusów do góry

Pojawienie się pierwszych ludzi na naszych terenach

Obozowisko łowców reniferówNajstarsze ślady pozostawione przez człowieka na terenie naszej gminy pochodzą z późnego paleolitu, czyli z okresu schyłkowego starszej epoki kamiennej (lata 12000 – 8000 p.n.e.). W wyniku ocieplania się klimatu lądolód ustępował na północ, a na odsłoniętych terenach pojawiała się tundra. Na obszarach obecnej Polski pojawiły się mamuty, nosorożce włochate, niedźwiedzie i żyjące w dużych stadach renifery, z którymi podążali ludzie. Relikty w postaci charakterystycznych narzędzi z krzemienia znaleziono w Mostkowie w miejscu założonego na krótko obozowiska łowców reniferów. Łowcy ci należeli do tzw. „kultury świderskiej” (od miejscowości Świdry Wielkie pod Warszawą). W Mostkowie znaleziono także ślady po ludności kultury chojnickiej. Byli to myśliwi i rybacy prowadzący półkoczowniczy tryb życia. W muzeum w Ostródzie znajduje się kamienny toporek o łódkowatym kształcie pochodzący z Łukty. Jest to relikt po ludziach należących do kultury ceramiki sznurowej – sznur zaciskany na naczyniach glinianych przed wypalaniem pozostawiał charakterystyczny ślad. W kulturze tej rozpowszechniła się hodowla koni, co skutkowało większą mobilnością ludności.

W środkowym okresie epoki brązu (1300-1100 r. p.n.e.) na terenie Łużyc, Śląska i Wielkopolski ukształtowała się potężna kultura łużycka, która rozprzestrzeniła się na Pomorze i na dużą część Pojezierza Mazurskiego. W młodszym okresie epoki brązu – od X do VII wieku przed naszą erą – nasiliło się na naszym terenie osadnictwo ludności z Pomorza, Ziemi Chełmińskiej i Mazowsza oraz umocniła się warmińsko-mazurska grupa kultury łużyckiej. Rozpowszechnił się ciałopalny obrządek pogrzebowy. Słońce i ogień uważano za siły niszczące, ale także odradzające. Kremacja miała uwolnić duszę zmarłego i przygotować ją do wejścia w następne życie. (Ślady po cmentarzyskach z tego okresu znaleziono w Mostkowie i Worlinach.) Ludność kultury łużyckiej zakładała duże osady, do 3 ha powierzchni, na brzegach jezior lub rzek, nierzadko umacniane fosą i drewnianą palisadą. Przykryte czterospadowym dachem i wylepione od wewnątrz gliną domy składały się z przedsionka z paleniskiem i jamami do przechowywania żywności oraz z pomieszczenia mieszkalnego. Wejście umieszczano przy krawędzi frontowej ściany skierowanej na południowy wschód. Hodowano bydło, owce, kozy i świnie oraz uprawiano żyto i pszenicę. Relikty osady z tamtych czasów odkryto w Mostkowie.

Epoka żelaza na naszym terenie rozpoczęła dwa wieki później niż w środkowej Europie, około 550 r. p.n.e. i trwała do I wieku p.n.e. Mimo wejścia do użytku żelaza, podstawowymi surowcami do wyrobu narzędzi i broni nadal pozostały drewno, kość, poroże i brąz. Ludność w tym czasie rozpadła się na małe grupy, rody połączone więzami krwi. Zakładały one niewielkie osiedla obronne na izolowanych wzgórzach o dużych walorach obronnych, na naturalnych wyspach, lub, co ciekawe, na sztucznych wysepkach zbudowanych w płytkich zatokach jezior. Pnie drzew układano w formie rusztu na balach wbitych w dno jeziora. Grunt stabilizowano, wrzucając między bale tysiące kamieni. Ludność z tego okresu pozostawiła po sobie charakterystyczne kurhany zachodniobałtyjskie. Skremowane szczątki zmarłych umieszczano w popielnicach o kulistych dnach i ustawiano na kamiennej posadzce. Całość przykrywano kamienno – ziemnymi nasypami i otaczano magicznymi kamiennymi kręgami, które miały oddzielać dusze zmarłych od świata żywych. Kurhany takie znaleziono w Kojdach i Mostkowie. Relikty z tej epoki znajdują się także na jednej z wysp na jeziorze Isąg.

Wczesne średniowiecze. Estowie i Prusowie

Ludzie lasu, grzybiarze, niektórzy spacerowicze zapewne dotarli do miejsc, które przed wiekami ukształtowali w celach obronnych pradawni mieszkańcy tych ziem. Nie ma tych miejsc wiele, ponieważ od wieków tereny naszej gminy pokrywały bezkresne knieje i puszcze, nieużytki i bagna. Najciekawszym z nich są pozostałości po grodzisku pruskim umiejscowionym na wzniesieniu opływanym przez strumień wypływający z jeziora Bubrinek, 0,5 km na południowy wschód od wsi Grazymy. Grodzisko jest datowane na wczesne średniowiecze (XI – XIII wiek n.e.). Z obecnego ukształtowania terenu wynika, że otoczone było fosą.

Drugim takim miejscem jest domniemane grodzisko pruskie położone w głębi lasów Taborskich pomiędzy jeziorami Dreńskim Dużym i Dreńskiem Małym. Od wschodu i zachodu zabezpieczały jego mieszkańców jeziora, od północy naturalny kolisty wał morenowy, a od południa wał obronny utworzony przez ludzi.

W Worlinach zachowały się ślady po osadzie nieumocnionej.

U zarania wczesnego średniowiecza (początek VI w. n.e.) ludy germańskie i słowiańskie przemieszczały się po całej Europie. Na uboczu rozwijała się cywilizacja Estów, protoplastów późniejszych Prusów. W VIII wieku spośród Estów wyodrębniły się plemiona Natangów, Nadrowi, Pogezan, Pomezan, Sambów i Warmów objętych ogólną nazwą Prusów. (W IX wieku w „Geografie Bawarskim” użyto w stosunku do tych plemion nazwy „Buruzzi”.) Już w średniowieczu Prusami nazywano także Sasinów i Galindów.

W IX wieku Estów, czy też Prusów, odwiedził wysłannik króla Anglii Alfreda Wielkiego (lata panowania 872-899) żeglarz Wulfstan, który dopłynął do miasta Truso założonego przez Skandynawów i znajdującego się niedaleko współczesnego Elbląga. W złożonej królowi relacji „Opis rejsu z Haede do Truso” napisał między innymi: „Kraj Estów jest bardzo duży i jest tam dużo miast, a w każdym mieście jest król. A jest tam dużo miodu i rybitwy. A król i najmożniejsi piją kobyle mleko, ubodzy zaś i niewolni piją miód. Jest tam między nimi dużo wojen.”

Żyjący na uboczu Prusowie mogli rozwijać się harmonijnie i bez wrogich ingerencji z zewnątrz, jednak tylko do czasu, gdy zwróciła na nich uwagę chrześcijańska Europa. Aż do IX wieku znajdowali się na tym samym poziomie rozwoju materialnego i społecznego jak ich słowiańscy sąsiedzi, bardzo wolno przechodząc od wspólnoty rodowej do pierwszych form państwowości feudalnej. Tej państwowości nie zdążyli jednak utworzyć – wzrost zamożności doprowadził jedynie do powstania arystokracji rodowej reprezentowanej przez kapłanów, wodzów i starszyznę. Biedniejsi wolni Prusowie stanowili tzw. pospólstwo. W osadach i zagrodach pruskich żyli także pojmani podczas walk niewolnicy; były to głównie kobiety i dzieci, gdyż mężczyzn w wojnach zabijano. Z bogatych rodów wywodziło się rycerstwo pruskie zwane vitingo; chłopcy byli przyuczani do rzemiosła wojennego od siódmego roku życia. Podział terytorialny był taki, że duże plemię zajmowało „dużą ziemię”, na którą składały się „małe ziemie” zwane „pulka” i kontrolowane przez poszczególne rody. Na niższych poziomach pozostawała wieś („lauks”) i pojedyncza zagroda – „buttan”. Obecny obszar naszej gminy znajdował się na pograniczu trzech dużych ziem: Pomezanii, Pogezanii i Sasinii. Dokument krzyżackiego mistrza krajowego Ludwika von Queden z 1250 roku rozróżnia na terenie Pomezanii („dużej ziemi”) następujące małe ziemie („pulka”): Alyem, Berka, Komor, Loypicz, Lynguar, Posolua, Pobuz, Prezla, Rudencz i Resia. Na zasadzie luźnej federacji tworzyły one Pomezanię.

Kapłan pruski zwany wajdelotąŻycie codzienne skupiało się w granicach lauksu i pulka. Ważne decyzje podejmowano na wiecach zwanych „wayada”, w których brali udział wszyscy wolni Prusowie. Zwoływał ich „krive” – najwyższy kapłan – za pośrednictwem posłańca wyposażonego w „krivulec” – zakrzywioną i rzeźbioną laskę kapłana, na której odmierzano także upływający czas w oparciu o zmieniające się cyklicznie fazy księżyca. Wiec Wayada pełnił między innymi rolę trybunału sądowego, a jego postanowienia były ostateczne. Złamanie ich pociągało za sobą represje do wyłączenia ze społeczności, sprzedania w niewolę i kary śmierci włącznie.

Do konfliktów i wojen dochodziło na tle łamania prawa strzegącego terytorialnej wspólnoty rodzin. Cechowało je zadośćuczynienie, zemsta, nieuchronność kary, dziedziczenie ziemi tylko w ramach rodu. W „Kronice Ziemi Pruskiej” Piotr z Dusburga pisze: „Jeśli zostanie u nich popełnione zabójstwo, wówczas nie może dojść do żadnego pojednania, chyba że najpierw rodzice zamordowanego zabiją zabójcę lub jego krewnego…”.

 

6. Obyczaje i życie codzienne Prusów do góry

Podstawową jednostką społeczności pruskiej była patriarchalna rodzina z ojcem jako jej głową i właścicielem całego majątku, niewolników stanowiących czeladź oraz żon, które Prusowie kupowali. Należeli do niej również nieżonaci synowie, niezamężne córki, samotni krewni i rodzice ojca. W przypadku jego śmierci, majątek dziedziczył najstarszy syn wraz z obowiązkiem utrzymywania niesamodzielnych członków rodziny. Gdy któryś z synów kupił sobie żonę, wówczas zakładał własną rodzinę. Na ziemi niczyjej lub na kawałku przekazanej mu ojcowizny budował zagrodę – buttan.

Zagrodę otaczał mur z polnych kamieni, wystarczająco wysoki, aby zapewnić ochronę przed dzikimi zwierzętami. Przez drewniane wrota wchodziło się na podwórze, gdzie na środku stał dom z podpiwniczoną sienią. Posadzka była wyłożona kamieniami i wylepiona gliną. Brakowało okien. Dym z otwartego paleniska z kamieni umieszczonego centralnie uchodził przez otwór w szczycie domu. Z sieni można było przejść do innych pomieszczeń – łaźni, izby dla czeladzi, obory i stajni. Wzdłuż ścian zabudowań stawiano snopy zboża, a w pewnym oddaleniu od nich stogi z sianem i suchymi liśćmi. W obejściu znajdowały się ziemianki i jamy do przechowywania żywności obłożonej lodem.

Podstawą gospodarki Prusów była hodowla zwierząt, uprawa roli oraz rzemiosło: „każda rodzina miała własne stada bydła, trzody, koni, owiec i kóz, które były wypasane wspólnie na łąkach, pastwiskach i polanach międzyleśnych należących do całego lauksu” (Ł. Okulicz-Kozaryn,  „Dzieje Prusów”; lauks - pruska wieś). Prusowie słynęli z hodowli koni. Im większe stado i bardziej rącze konie, tym większy był prestiż właściciela, gdyż zwierzęta te wykorzystywano w walce, w wyścigach przynoszących sławę zwycięzcy, no i oczywiście w transporcie. Przy uprawie roli do sochy i radła zaprzęgano krowy i woły. Zboża uprawiano w systemie trójpolowym, każda trzecia część pola na zmianę w kolejnym roku ugorowała, w drugim roku wysiewano na niej oziminy, a w trzecim roku zboża jare. Owies (wyse) stanowił paszę dla koni, z jęczmienia (mayse) wytwarzano alkohol, a z  pszenicy (dagaydis) oraz z prosa (meltan) wypiekano placki i różne smakołyki. Z warzyw znana była rzepa. Przeciętna powierzchnia uprawna zwana 1 radłem wynosiła około 17 hektarów (według pewnych źródeł – około 10 ha). W pozyskiwaniu żywności mniejszą rolę odgrywało myślistwo i rybołówstwo. Trzeba dodać, że Prusowie chętnie zajmowali się bartnictwem, a sfermentowany miód był ich ulubionym alkoholem do czasu, gdy w wiekach późniejszych został wyparty przez piwo. Najbardziej cenionym napojem, szczególnie wśród pruskiej arystokracji, było sfermentowane kobyle mleko. „Do picia używają zwykłej wody i napoju z miodu, czyli miodu pitnego oraz mleka klaczy, tego mleka nigdy nie piją, dopóki wpierwej nie zostanie ono poświęcone. Innych napojów w dawnych czasach nie znali…” (Piotr z Dusburga, „Kronika ziemi pruskiej”).

Ważną rolę odgrywało rzemiosło – szczególnie, ciesielstwo, kołodziejstwo, garncarstwo i kowalstwo – oraz handel. Konie pruskie znajdowały nabywców na Pomorzu; zaś znaleziska monet arabskich – dirhemów, między innymi przy drodze z Gulbia do Szwarcenowa, w pobliżu grodziska pruskiego – dokonane w listopadzie 2009 roku przez znanego mi  archeologa amatora Henryka Oleksiuka  ze Stowarzyszenia Badaczy Historii „Ilavia”, świadczą, że Prusowie handlowali nawet z odległymi krajami Bliskiego Wschodu. O bogactwie ich kultury materialnej, już w okresie wczesnego średniowiecza, świadczą groby ciałopalne i szkieletowe odnalezione w Dylewie i Pietrzwałdzie. W grobach tych znaleziono ozdoby z brązu i srebra z ornamentami o motywach roślinnych i zwierzęcych. Fakt, że obok ludzi często grzebano konie, i to żywe, świadczy, jak wielkim szacunkiem cieszyło się to zwierzę wśród Prusów.

W domach kobiety zajmowały się tkactwem i szyciem ubrań: „Odzienie nosili proste (suknie, spodnie, koszule) szyte z płótna lub wełen tkanych w domu. Chodzili boso z w łapciach plecionych z łyka. W razie zimna zarzucali na siebie płaszcze i szuby ze skór i futer.” (Ł. Okulicz-Kozaryn)

Prowadzili surowy tryb życia, nie uznając miękkiej pościeli i wyszukanych potraw – spożywali ryby, piekli mięso, z którego robili kiełbasy (laitian), a z suszonego mięsa gotowali zupy (tuse). Opanowali sztukę warzenia piwa z jęczmienia i owsa. W ciekawy sposób wypiekali placki: „Chłopstwo koło ognia siedzą, który bardzo wielki uczynią, niewiasty lepak im przynoszą – placki nie upieczone. A oni wziąwszy po placku ciskają je sobie przez płomień jeden ku drugiemu tak długo, aż się upieką. Potem jedzą i piją, hucząc w trąby długie przez całą noc. Rano ostatki tej kolacji wynoszą na rozstaje dróg i placek a to ziemią zasypią, aby ich pies albo inny zwierz tego nie doszedł.” (M. Murinius, „Kronika mistrzów pruskich”).

Tak bywało przy ognisku; na co dzień podawano posiłki na talerzach i misach – w bogatszych domach były one niekiedy wykonane z brązu, natomiast kubki i łyżki najczęściej z drewna. Piwo pili z kubków z drewna, brązu lub mosiądzu. Lepsze trunki należało pić z rogów dzikich turów lub z rogów bydlęcych, oczyszczonych i wypolerowanych, okutych srebrem lub brązem dla ozdoby i przytroczonych do pasa. Potrawy gotowali w naczyniach ceramicznych. (H. Plis, „Pomezanie”) Byli bardzo gościnni: „…a jeżeli przybędą goście, podejmą ich najlepszym, czym tylko mogą. A nie ma w domu ani napoju, ani jedzenia, którego by niebawem chętnie i uprzejmie nie udzielali. Im się zdaje, że uprzejmie nie przyjęli i o dobro gości nie dbali, jeżeli ich nie upoili aż do wymiotów.” (A. Mierzyński, „Źródła do mitologii litewskiej…”)

Bardzo dbali o higienę i codziennie korzystali z łaźni, zarówno mężczyźni, kobiety i dzieci. Ich znachorzy bardzo dobrze znali zioła i anatomię człowieka. Cyrulicy wspomagani przez łaziebnych leczyli ich w łaźni w przypadku przeziębień, złamań i ran, puszczali krew, stawiali bańki etc.

7. Obrzędy i wierzenia Prusów do góry

Jako niezależny lud Prusowie zniknęli z areny dziejów z powodu niemożności zjednoczenia się, wzajemnych sporów, umiłowania wolności, a także –a może przede wszystkim – z powodu przywiązania do swoich pogańskich wierzeń, które nie mogły ostać się na krańcach wrogo nastawionej do pogan chrześcijańskiej Europy. Pokonani zostali w wojnach religijnych, dlatego warto poznać, choćby pobieżnie, ich wierzenia i obrzędy.

Czcili w pierwszym rzędzie Matkę Ziemię, otaczającą ich przyrodę oraz święty ogień. Oddawali też cześć innym bóstwom w świętym gaju (Sanagais), nad którym górował wiecznie zielony dąb, z pnia którego wyrastały trzy skręcone konary. Do wysokości około 3,5 m był on okrywany białym płótnem, za które mogli wchodzić tylko kapłani. W kominku przed dębem palił się wieczny ogień podtrzymywany przez kapłanów – wajdelotów, którzy odpowiadali zań życiem. Święty ogień jednoczył Prusów w gaju na zgromadzeniach, a po śmierci podczas ciałopalenia oczyszczał, umożliwiając duszom zjednoczenie z duszami zmarłych przodków lub innych krewnych. (W domach przechowywano czaszki niewinnych krewnych, na przykład dzieci.) Patrząc na dąb od strony świętego ognia, po jego prawej stronie można było ujrzeć najważniejszy posąg Perkunusa, boga ognia, grzmotów i błyskawic („percunus” to w pruskim języku „grzmot”), po lewej posąg Potrimposa w kształcie węża z mosiężnej blachy – boga rzek, źródeł i pomyślności, a w trzecim rogu, przed dębem i przed ogniem, posąg Patollo – bóstwa zmarłych. Jednym z najważniejszych bóstw było Kurko władające żywiołami i zapewnianiające pomyślność w polu i w walce. Zawołanie do niego było umieszczane na sztandarach bojowych. Oddawano mu trzecią część łupów, a po żniwach, podczas święta „metele”, ostatni snop zboża. Jak ważne było to bóstwo, świadczy podpisany w roku 1249 w Dzierzgoniu (pruskie Sigune, krzyżacki Christburg) przez zwycięskich Krzyżaków i pokonanych Prusów, w którym Prusowie zobowiązali się między innymi, że nie będą składali ofiar bałwanowi „Curche” – Kurko i innym bożkom. Bóstwem polowań był pies Żwirun. Amulety ochronne wykonywano z kości dzików, którym również oddawano cześć.

Prusowie byli zabobonni – napotkanie węża, bociana, dzięcioła lub żurawia było znakiem dobrym; wilka lub zająca – złym. Na podstawie niskich lotów jaskółek przewidywano deszcz. Z wyglądu trzewi ptaków i innych zwierząt wróżono pomyślność lub niepomyślność przedsięwzięcia. Najważniejszą rolę w tych wróżbach odgrywali kapłani wajdeloci umiejący czytać mapę nieba, objaśniać zjawiska przyrody i wyznaczać pory roku w oparciu o „słoneczny zegar i kalendarz astronomiczny”. Ów zegar był balem wbitym w ziemię z otworem wywierconym u wierzchołka. Gdy cień bala był najdłuższy i przechodząca przez otwór wiązka światła słonecznego padała najdalej od bala, oznaczało, to przesilenie zimowe, gdy najbliżej – przesilenie letnie.

Wiosną, gdy odradzała się przyroda (obecnie byłby to kwiecień) obchodzono święto Pergrubi oznaczające początek lata (dagis) trwającego do połowy obecnego października, gdy z kolei ucztowano z powodu święta „ziemiennika”, oznaczającego wejście w okres zimowy. Ucztowano po zgromadzeniu zapasów siana i drewna oraz po wielkim uboju zwierząt – na zimę (semo) zostawiano ilość umożliwiającą transport, ewentualne prace polowe i odtworzenie stada wiosną.  Przy ważnych okazjach, jak powroty z udanych wypraw wojennych, urządzano „snike” – uczty i zabawy połączone z błogosławieństwem od bóstw przekazywanym za pośrednictwem kapłanów.

Największą zagadką, jaką po sobie zostawili, są tzw. „baby pruskie”, posągi z piaskowca o wysokości do półtora metra, których najwięcej znaleziono w okolicach Iławy i Bartoszyc. Widać wyraźnie, że przedstawiają one wojowników trzymających w prawej ręce róg zwierzęcy służący do picia. Przy lewej ręce mają przytroczony do pasa miecz przypominający miecze Wikingów.  Mieczów „wikińskich” używali Prusowie od IX do XI wieku, co umożliwiło datowanie tych posągów. Baby* – figury kamienne o znaczeniu kultowym znajdowano w dużych ilościach na grobach na stepach środkowoazjatyckich i nadczarnomorskich. Przedstawiały one kobiety lub mężczyzn trzymających w złożonych rękach kubek. Podobieństwo bab pruskich do tych figur zapewne nie jest przypadkowe. Zachęcam do podjęcia prób wyjaśnienia tej zagadki.

*Baba po arabsku oznacza ojca.

8. Misje i krucjaty władców polskich na ziemiach pruskich do góry

Pierwszym historycznym władcą Polski był Mieszko I, syn Siemomysła. Jego przodkowie stworzyli silną organizację państwową między Odrą i Wisłą ze stolicą w Gnieźnie. W roku 965 pojął za żonę czeską księżniczkę Dobrawę, a już w roku następnym przyjął chrzest wraz z całym dworem. Miejsce i data chrztu nie są dokładnie znane. Przyjmuje się, że ochrzcił go biskup misyjny Jordan towarzyszący  czeskiej księżniczce. Stało się to prawdopodobnie podczas Wielkanocy w Ostrowie Lednickim. Jego pierworodny syn książę Bolesław Chrobry, podjął pokojową misję szerzenia chrześcijaństwa wśród Prusów za pośrednictwem św. Wojciecha, byłego biskupa Pragi. Za namową księcia biskup Wojciech wyruszył łodzią na misję do Prusów ze swoim bratem Radzimem Gaudentym  i prezbitrem Benedyktem Boguszem w towarzystwie 30 wojów, najpierw zatrzymując się w Gdańsku, gdzie w Wielką Sobotę ochrzcił licznych mieszkańców grodu założonego przez Mieszka I : „Tu, gdy miłosierny Bóg błogosławił jego przybyciu, gromady ludu przyjmowały chrzest.” - (Vita I) Trzej misjonarze wraz załogą opuścili Gdańsk i popłynęli morzem w kierunku Pregoły: „…po niewielu dniach żeglugi docierają na fali morskiej do ziemi Prusów nie znających Boga. Żeglarze zaś śpiesznie wysadzają na ląd święte brzemię i pod osłoną nocy bezpiecznie uciekają z powrotem.” - (Vita II), [Vita I, Vita II – Żywoty Świętego Wojciecha] Pozostawieni samym sobie na kawałku ziemi mającym kształt wyspy trzej misjonarze wkrótce popadli w kłopoty…”do pogan doszła lotna wieść, że mają gości z obcych stron, nieznanym wyglądzie i niesłychanych obyczajach.”… „Najpierw znienacka przybywa w małej łodzi garstka ludzi, wyskakują na ląd, mamroczą nie wiadomo co po barbarzyńsku, zioną strasznym gniewem i szukają przybyszów…Przystąpił do niego jeden najgorszy z nich ze złymi słowy; wysoko wzniósł muskularne ramiona i drągiem, którym popychał łódź, z całej siły uderzył między łopatki biskupa pogrążonego w rozważaniach spraw niebieskich. Jeśli nie odejdziecie – rzekł – zaraz poniesiecie śmierć, dręczeni wpierw okrutnymi katuszami, umierając wielorakim sposobem” – (Vita II). Misjonarze jednak nie odeszli; przeszli na drugą stronę rzeki, pojawili się na targu i na wiecu Wayada; wszędzie przyjmowani wrogo. „W końcu, gdy wszyscy spali, nadbiegli wściekli poganie, rzucili się na nich i z wielką gwałtownością skrępowali wszystkich (…) z rozwścieczonej zgrai wyskoczył zapalczywy Sicco i z całych sił, wywijając ogromnym oszczepem, przebił na wskroś jego serce…Następnie zbiegli się wszyscy i wielokrotnie raniąc nasycali swój gniew.” –( Vita I). Tak więc święty mąż skonał  przebity włócznią. Przez to, że nie uciekał, ocalił swoich towarzyszy. Jego odciętą głowę Prusowie wbili na pal. Stało się to 23 kwietnia 997 w święto odradzającej się przyrody zwane Pergrubi. Prusowie uznali, że zakłócenie tego święta przez dziwnego przybysza było świętokradztwem.  Według legendy za wydanie ciała męczennika Bolesław Chrobry ofiarował  tyle złota, ile ono ważyło. Spory dotyczące miejsca śmierci św. Wojciecha toczą się do tej pory. Polscy pielgrzymi chcący oddać cześć patronowi Polski udają się do miejscowości Święty Gaj (niem. Heiligenwalde) leżącej w gminie Rychliki, w powiecie elbląskim. 

Śmierć św. Wojciecha zniweczyła dobrosąsiedzkie stosunki między Prusami i księstwem Polan. W roku 1008 Bolesław Chrobry zorganizował wielką wyprawę wojenną i podbił Pomezanię. Wyprawiał się tam również w latach 1013 i 1015, aby umocnić swoje panowanie.

Za czasów Kazimierza Odnowiciela (lata panowania 1034 i 1040 – 1058) ,który w swoim państwie musiał uśmierzyć nie tylko pogański bunt przeciw Kościołowi, ale także odzyskać oderwane od Polski Mazowsze i Pomorze, Pomezania usamodzielniła się. Antychrześcijańskie powstanie wybuchło w Polsce w roku 1034. Gdyby w roku 1939 cesarz niemiecki Henryk III nie przysłał z odsieczą 500 ciężkozbrojnych rycerzy, mogłoby ono zatrzymać proces chrystianizacji. Wojny z Pomezanami toczył także syn Kazimierza, Bolesław Śmiały, który w roku 1075 założył biskupstwo w Płocku mające ułatwić chrystianizację Prusów.

W XI wieku chrześcijańska Europa uznała świętą wojnę – krucjatę przeciwko muzułmanom i poganom nie tylko za wojnę sprawiedliwą, ale także za obowiązek religijny. Zaczęło się od apelu papieża Aleksandra II skierowanego do chrześcijańskich narodów Europy o udzielenie pomocy Hiszpanom w ich wojnie wyzwoleńczej (tzw. rekonkwiście) przeciwko saracenom, jak nazywano muzułmanów panujących na przeważającej części półwyspu Iberyjskiego od 732 roku. „Bóg tak chce!” – takim okrzykiem na synodzie w Clermont 27 listopada 1095 roku zachęcał do walki europejskich rycerzy papież Urban II. Obiecywał im za to odpuszczenie wszystkich, nawet śmiertelnych grzechów, a w życiu doczesnym bogactwo i sławę. Wybrano trzy kierunki natarcia – muzułmańską część Hiszpanii, Ziemię Świętą z Jerozolimą jako głównym celem krucjat (łącznie zorganizowano ich siedem) oraz krainy pogańskie na północno – wschodnich obrzeżach Europy. Uczestników krucjat zwano krzyżowcami – od krzyża za który walczyli. Pierwsza krucjata do Ziemi Świętej (1096 – 1099) zakończyła się sukcesem krzyżowców. Zdobyli oni Palestynę i założyli Królestwo Jerozolimy.


Rycerze polscy, z rzadka przyłączający się do krucjat podążających do Hiszpanii lub Palestyny, chętnie uczestniczyli w zbrojnych wyprawach krzyżowych przeciwko najbliższym sąsiadom: Pomorzanom, Słowianom Połabskim, Jaćwingom, Prusom, a przed chrztem Litwy – także przeciwko pogańskim mieszkańcom tego kraju. Dwie zbrojne wyprawy przeciwko Prusom z plemienia Sasinów zamieszkującym ziemię ostródzką zorganizował Bolesław Krzywousty wiosną 1108 roku i zimą na przełomie lat 1112/1113, gdy lód skuł jeziora i bagna. Wojska księcia spaliły wsie i umocnione osady nobilów, wzięły licznych jeńców i łupy. W roku 1166 z wyprawą na Prusy wyruszył syn Krzywoustego Bolesław Kędzierzawy w towarzystwie dwóch braci Henryka i Mieczysława. Niestety wyprawa zakończyła się całkowitą klęską: „Wszystek wtedy kwiat rycerstwa polskiego zmiotła mściwa barbarzyńców ręka. Dwaj książęta – Bolesław i Mieczysław osobnym przewodzący oddziałom, którzy zdołali przecież ujść cało, widząc większą część wojska zniesioną, z żalu po stracie brata swego – Henryka i poległych towarzysz broni, wrócili do Polski ze szczątkami niedobitków okaleczałych i obdartych.” – (J. Długosz). Przyczyną krwawej porażki była zdrada. Punktem zbornym wojsk polskich było Chełmno (dawniej Chołmien). W wieku XI Piastowie założyli tu gród obronny wyznaczający północną granicę ich państwa. Po opuszczeniu punktu zbornego i przeprawieniu się w Słupskim Młynie przez rzekę Osę hufce polskie dotarły na teren Pomezanii i uformowały się w kolumnę bojową. Na przedzie podążały hufce sandomierskie pod wodzą księcia Henryka Sandomierskiego, za nimi małopolskie i mazowieckie dowodzone przez Bolesława IV Kędzierzawego, a na  końcu wielkopolskie. Po minięciu okolic obecnych Kisielic, zamiast podążać traktem na otwartym terenie w kierunku dzisiejszego Starego Miasta i Dzierzgonia, wojsko zostało skierowane przez zdradzieckich zwiadowców na wąską drogę między rzeką i jeziorem w okolicach dzisiejszego Jędrychowa i Laseczna. Pruskie pospolite ruszenie uzbrojone w siekiery, topory, maczugi i drągi zaatakowało od strony Pruskiego Lasu i odcięło hufce sandomierskie od pozostałych. Zmasowany atak łuczników i rycerstwa pruskiego na pozostałe hufce dopełnił reszty – walka zakończyła się całkowitą klęską armii polskiej. Henryk Sandomierski dostał się do niewoli, a później prawdopodobnie został spalony wraz ze swoim koniem jako dziękczynna ofiara złożona bóstwu Kurko. (Henryk Plis, „Historie i uroda obszaru Kanału Elbląskiego”).

Śmierć swojego brata pomścił Kazimierz Sprawiedliwy, najmłodszy syn Bolesława Krzywoustego władający dzielnicą sandomierską, wkraczając w 1192 roku do Pomezanii. Kontrolę nad południową Pomezanią przejęli wojewodowie mazowieccy.

Kościół katolicki nie zrezygnował z pokojowego nawracania Prusów. Od roku 1204 misję chrystianizacyjną prowadził zakon cystersów z Łękna, na czele którego stał opat Gotfryd. Udał się on do Rzymu i w rozmowie z papieżem Innocentym III dnia 23 października 1206 przekonywał, że pokojowe nawracanie Prusów na chrześcijaństwo jest możliwe. Po jego śmierci  w roku 1209  z powodu załamania nerwowego spowodowanego intrygami na czele misji stanął Chrystian, późniejszy biskup Prus z nadania papieża. Do utrwalenia swojego dzieła zagrożonego buntami pogan cystersi powołali zakon rycerzy zwanych Dobrzyńcami. W roku 1215 Chrystian udał się do Rzymu na czwarty Sobór Laterański w towarzystwie dwóch wodzów pruskich Surwabuna i Warpody, którzy wywołali prawdziwą sensację w chrześcijańskiej Europie. Ochrzcił ich sam papież, który ponadto udzielił biskupowi Chrystianowi prawo rzucania klątwy na każdego, kto zaatakowałby ziemie już ochrzczonych Prusów.

Wielkie daniny nałożone na neofitów pruskich spowodowały w Pomezanii głód. Wajdeloci pruscy przekonali swoich ziomków, że jest to zemsta ich dawnych bogów za porzucenie wiary. Zbuntowani Prusowie zabili neofitów, zniszczyli kościoły, najechali Ziemię Chełmińską i Mazowsze, złupili Płock, dotarli nawet do Małopolski (H. Plis). Książęta polscy postanowili więc ich podbić i nawrócić na katolicyzm za wszelką cenę. Uzyskali u papieża Honoriusza III dyspensę od udziału w wyprawie do Ziemi Świętej, zobowiązując się do prowadzenia krucjat przeciwko Prusom w przeciągu 3 lat w porozumieniu z biskupem Prus, Chrystianem.

Pierwszą polską krucjatę mającą uśmierzyć bunt Prusów lub doprowadzić do pokoju z nimi zorganizował metropolita Gniezna, arcybiskup Henryk Kietlicz w roku 1218, oddając ją pod dowództwo Leszka Białego. Ten, postrzegany przez historyków jako poczciwiec i sybaryta gustujący w dobrym winie i miodzie pitnym, a nade wszystko w piwie, zaproponował Stolicy Apostolskiej, aby zamiast wojny urządzić na północnym pograniczu targi i przy okazji wymiany dóbr szerzyć chrześcijańską wiarę (B. Sałuda, „Łowy władców polskich”). Papież na projekt przystał, ale zabronił sprzedaży soli, broni i wyrobów z żelaza, których Prusowie potrzebowali najbardziej. Na miejscu, w rejonie Solnik, gdzie dotarła wyprawa, nie doszło do porozumienia i z pokojowego handlu nic nie wyszło.

Prusowie najeżdżali Polskę w latach 1220 i 1221. W odpowiedzi książę krakowski, Leszek Biały, wyprawił się na Prusy w roku 1222 ( w wyprawie tej po raz pierwszy uczestniczyli Krzyżacy) i w roku 1223. W tej drugiej, wielkiej krucjacie wzięli udział książęta: śląski – Henryk Brodaty, mazowiecki – Konrad, gdański – Świętopełk, pomorski – Warcisław, a także biskupi: krakowski – Iwo, poznański – Paweł, włocławski – Michał i pruski – Chrystian. Odzyskano Ziemię Chełmińską, a oprócz pojmania licznych jeńców, założono system grodów obronnych nad rzeką Osą. Już w następnym roku pod naporem wojowników pruskich system obronny upadł i Prusowie ponownie zajęli Ziemię Chełmińską.

Na końcu muszę dodać, że Jan Paweł II w 1995 roku, wspominając postać św. Katarzyny Sieneńskiej, potępił wyprawy krzyżowe, w tym zmuszanie do chrztu. Jego długa modlitwa przy relikwiach św. Wojciecha w Gnieźnie w czerwcu w 1997 roku świadczy, jak bardzo cenił krótką posługę duszpasterską tego świętego w Gdańsku i na Prusach. Ogłoszenie św. Katarzyny Sieneńskiej patronką Europy 1 października 1999 roku oznacza, że „nasz” Wielki Papież uznawał za usprawiedliwione szerzenie wiary jedynie bez użycia przemocy. Otwartym jednak pozostaje pytanie, czy chrześcijaństwo by przetrwało i rozwinęło się jako wielka religia w konfrontacji z wojującym islamem i pogaństwem bez pomocy organizacyjnej Stolicy Apostolskiej w czasach Średniowiecza.

9. Ujarzmienie Prusów przez Krzyżaków do góry

Podczas trzeciej krucjaty do Ziemi Świętej (1189 – 1192), w której uczestniczyły siły cesarza Niemiec Fryderyka Barbarossy, króla Francji Filipa II Augusta i króla Anglii Ryszarda Lwie Serce, zakończonej zdobyciem Akki i podpisaniem ugody z sułtanem Egiptu Saladynem, największym przywódcą wojskowym muzułmanów, mieszczanie z Lubeki i Bremy założyli w 1190 roku pod murami oblężonej Akki bractwo obsługujące niemiecki szpital. W roku 1198 bractwo przekształciło się w Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie zwany Zakonem Krzyżackim. Jego siedzibą była Akka. (Określenie „w Jerozolimie” należy interpretować jako „w Królestwie Jerozolimy”). Czwarty Wielki Mistrz Zakonu Krzyżackiego, Hermann von Salza, w latach 1209 – 1229 rezydujący w Akce, a później przez dziesięć lat w twierdzy krzyżowców Montfort w Górnej Galilei, zdawał sobie sprawę, że zdobycze Zakonu na terenie Palestyny mogą być nietrwałe i dlatego postanowił stworzyć niezależne państwo zakonne w Europie. Osłabiona rozbiciem dzielnicowym Polska nie była w stanie podporządkować sobie Prusów i narzucić im nowej wiary. Dlatego też Konrad Mazowiecki, za namową Henryka Brodatego, zimą 1225/26 zwrócił się do Krzyżaków z prośbą o pomoc. Zaproszenie przyszło do Zakonu w momencie, gdy usiłował on utworzyć w Europie bazę terytorialną i gdy pozostawał w konflikcie z królem Węgier Andrzejem II. Sprowadzeni do ochrony pogranicza siedmiogrodzkiego Krzyżacy chcieli uwolnić się od zależności lennej od króla i przejść pod lenno papieskie. Gdy w roku 1225 król ich wygnał, poparł go episkopat Węgier. Aby nie mogło się to powtórzyć, w tajemnicy przed księciem mazowieckim Hermann von Salza, pozostający w bardzo dobrych relacjach z cesarzem Fryderykiem II Hohenstaufem, wyjednał u niego w marcu 1226 roku przywilej nadający mistrzom Zakonu na terenie Prus uprawnienia Książąt Rzeszy. Tym samym nadane im lub zdobyte przez nich tereny mogły pozostać w ich autonomicznym i suwerennym władaniu. Był to pierwszy krok do utworzenia państwa zakonnego.

Po podpisaniu porozumienia zawartego przez Konrada Mazowieckiego i Hermanna von Salza na ziemię Księcia przybyło trzech Krzyżaków – Konrad von Landsberg, Filip z Halle i trzeci nieznany z imienia – każdy z drużyną dziesięciu giermków i pomocników. Władca Mazowsza oddał im we władanie mały gród na lewym brzegu Wisły na terenie obecnego Torunia. Przybysze nadali mu nazwę Vogelsang (Ptasi Śpiew). Grodu bronił wał ziemny i drewniana palisada. Po drugiej stronie Wisły Krzyżacy utworzyli warownię i strażnicę w konarach gigantycznego dębu. Następny oddział Krzyżaków dowodzony przez Hermanna von Balka liczył siedmiu rycerzy i siedemdziesięciu giermków oraz ludzi z obsługi, wśród których byli między innymi majstrowie budowlani. W roku 1231 Krzyżacy zbudowali warownię w Toruniu. W tym samym roku została ogłoszona krucjata przeciwko Prusom. Z całej Europy, w tym z Polski, nadciągali rycerze. Pierwsza krzyżacka krucjata przeciwko Prusom wyruszyła 1232 roku. Krzyżacy odbili z rąk Prusów Chełmno (niem. Kulm) utracone na rzecz Prusów w roku 1224, a wiosną 1233 roku założyli Marienwerder (Kwidzyn). Po przybyciu z Niemiec krzyżowców pod dowództwem burgrabiego Magdeburga, Burcharda, zaatakowali bez powodzenia Pomezanię.

W obliczu tej porażki zaczęli zabiegać we Wrocławiu o pomoc książąt polskich. O wsparcie największej krucjaty przeciwko Prusom apelował papież Grzegorz IV. Wezwania te spotkały się z szerokim odzewem nie tylko w Polsce, ale także w całej katolickiej Europie. W krucjacie, która wyruszyła na Prusów zimą 1233/34 roku, wzięły udział hufce wszystkich polskich książąt dzielnicowych oraz wojska księcia gdańskiego Świętopełka, pomorskiego – Sambora, zastępy rycerzy zakonnych, a także ponownie rycerze burgrabiego Burcharda. Do krwawego, decydującego starcia doszło w pobliżu pruskich wsi Mortens i Sampol niedaleko Kwidzyna. Zacięta bitwa toczyła się ze zmiennym szczęściem od rana do wieczora. Kronikarz Piotr z Dusburga napisał, że zginęło w niej około 5 tysięcy Prusów i 4 tysiące wykrwawionych, ale zwycięskich krzyżowców. Kto nie wyrzekł się pogańskiej wiary, był ścinany mieczem. Polskim książętom i całej Polsce krucjata ta nie przyniosła żadnych korzyści. Umożliwiła ona Krzyżakom utworzenie własnego państwa na ziemiach pruskich. 3 sierpnia 1234 roku papież Grzegorz IV przejął specjalną bullą Ziemię Chełmińską i podbite terytorium Prusów „pod prawo i na własność Stolicy Apostolskiej”. Zakon Krzyżacki otrzymał te ziemie w lenno i został zobowiązany do płacenia podatku – tzw. „świętopietrza” - na rzecz Stolicy Apostolskiej.

W swoich podbojach Krzyżacy przemieszczali się w kierunku Bałtyku prawym brzegiem Wisły i wzdłuż Nogatu. Bali się zapuszczać w głąb nieznanego im lądu. Ich następnym łupem stała się Pogezania, której nazwa w języku pruskim oznacza „kraj zarośli”. (Pomezania to „kraina pod lasami”). Po jej opanowaniu założyli w 1237 roku gród Elbing (Elbląg). Następnie, posuwając się wzdłuż Zalewu Wiślanego, zaatakowali północną część „ziemi czerwonej” czyli Warmii, nadając jej niemiecką nazwę Ermland – Ziemia Warmów. Na zdobytych terenach niemal natychmiast przystępowali do wznoszenia twierdz i zamków, najpierw drewnianych, a następnie murowanych, utrwalając tym samym swoje panowanie. Aby móc wkroczyć w głąb lądu, wzmocnili swoje siły, ściągając krzyżowców z Niemiec. Poruszając się ciągle wzdłuż Zalewu dotarli do nadbrzeżnego grodu obronnego Warmów, Honede, od roku 1239 noszącego nazwę Bałga (obecnie Wiesiołoje, obwód Kaliningradzki). Nazwa strategicznie położonego grodu pochodzi od słowa „bałga” oznaczającego głębinę – jest to głębina przecinająca Mierzeję Wiślaną łącząca Zalew Wiślany z Bałtykiem. Po umocnieniu się w Bałdze Krzyżacy zaatakowali Naatangię („krainę o spływających wodach”), kierując się po raz pierwszy w głąb ziem Prusów. Tutaj w roku 1240 zbudowali w Bartoszycach (niem. Bartenstein) pierwszy zamek w głębi lądu. W tymże roku zbudowali na terenie Natangii świątynię chrześcijańską. W podboju tego terenu u boku Krzyżaków uczestniczyli krzyżowcy z Niemiec, między innymi 700 rycerzy pod wodzą Ottona z Brunszwiku.

W roku 1242 legat papieski Wilhelm z Modeny zaproponował podział podbitych terenów na cztery diecezje: chełmińską, pomezańską, warmińską i sambijską. Granice tych diecezji zostały określone bullą papieża Innocentego IV „Hiis Gvae per dilectos” z 29 lipca 1943 roku. Podziałowi temu przeciwstawiał się bezskutecznie dotychczasowy biskup pruski, Chrystian, walczący aż do swojej śmierci w 1245 roku o jedność diecezjalną całych Prus. Reforma terytorialna diecezji umożliwiła Krzyżakom podporządkowanie sobie struktur kościelnych – każdy z biskupów musiał należeć do Zakonu. Pierwszym zwierzchnikiem Kościoła w diecezji pomezańskiej w latach 1247 – 1269 był biskup Ernst.

W roku 1242 wybuchło na terenie Pomezanii pierwsze powstanie pruskie. Oddziały księcia gdańskiego Świętopełka zatrwożonego wzrostem potęgi Krzyżaków oraz wojska Prusów zaatakowały Ziemię Chełmińską, przy wsparciu biskupa Chrystiana. Po stronie Krzyżaków walczyli rycerze z Mazowsza, którzy zawarli z Krzyżakami umowę o oszczędzaniu dzieci pruskich do lat 12. Po wieloletnich zmaganiach 7 lutego 1249 roku obie strony podpisały w Dzierzgoniu (wówczas Christburg) traktat, na mocy którego Pomezanie otrzymali szereg przywilejów, a ich rycerstwo zostało w prawach zrównane z rycerstwem krzyżackim. Pomezanie w całości przeszli na wiarę katolicką i zobowiązali się odbudować zniszczone podczas powstania kościoły. Byli pierwszym plemieniem pruskim w całości nawróconym na katolicyzm.

W podbój ziem nadbałtyckich angażowali się również władcy Czech. W roku 1255 król Czech, Przemysław II Ottokar, wspierany przez krzyżowców z Moraw, Austrii i Brandenburgii, zorganizował krucjatę przeciwko plemieniu Sambów, których zmusił do wybudowania na miejscu pruskiej twierdzy Tvangste, leżącej przy ujściu Pregoły, nowego grodu nazwanego na jego cześć Królewcem (dzisiaj Kaliningrad).

Po raz drugi Prusowie podjęli wyzwoleńczą walkę w roku 1260. Natangami dowodził bohater narodowy współczesnej Litwy, Herkus (Henryk) Monte, oddziałami Warmów – ich plemienny wódz Glappo, wojownikami Sambów – Robert Glande, Pogezanami Auttuma i Bartami – Diwan Klekine. W latach czterdziestych XIII wieku Herkus, wraz z grupą zakładników wywodzących się ze znakomitych rodzin, tzw. „nobiles” został wywieziony do Lubeki i tam publicznie ochrzczony imieniem Henryk. Później pobierał nauki w szkole przy katedrze w Magdeburgu i uczył się rycerskiego rzemiosła. Po kilku latach wraz z innymi Natangami został pasowany na rycerza w magdeburskiej katedrze przed obliczem arcybiskupa. Ślubował wierność Kościołowi i przysiągł, że będzie przestrzegał reguł postępowania rycerskiego i żył nienagannie wobec Boga i ludzi. Po mszy świętej stoczył walkę na nagie miecze z kilkoma uczestnikami ceremonii. Na wieść o zawarciu pokoju w Dzierzgoniu powrócił do swoich ziomków. Nieprawości i zbrodnie Krzyżaków popełniane nawet wobec nawróconych na wiarę katolicką Prusów (neofitów) wywoływały u niego bunt i rozgoryczenie. Jedna z tych zbrodni przelała czarę goryczy; wójt krzyżacki Wolrad Morabilis (Wspaniały) urzędujący na zamku Lenceberg nad Zalewem Wiślanym zaprosił dziewiętnastu znakomitych Natangów na ucztę połączoną z ustalaniem decyzji dotyczących rozwiązywania kwestii spornych. W pewnym momencie gospodarz opuścił zgromadzenie, zablokował drzwi i polecił podłożyć ogień. Zaproszeni goście spłonęli żywcem.

Widząc nieuchronność starcia zbrojnego z Prusami, władze zakonne zawarły 15 czerwca 1260 roku sojusz z księciem Mazowsza, Siemowitem. Herkus Monte szukał sprzymierzeńców pośród zaprzyjaźnionych rycerzy zakonnych. Dwaj z nich, Henryk i Gerard, obiecali wydać swoje grody w ręce Prusów.

Latem 1260 roku Natangowie, Bartowie i Warmowie przygotowywali się do długotrwałych walk - trwały wiece i narady wojenne, wybierano dowódców i gromadzono broń. Nobiles mieli walczyć konno w kolczugach, pozostali pieszo. Kroniki donoszą, że Prusowie zgromadzili doskonałe, jak na tamte czasy, uzbrojenie – Monte pod kolczugę wkładał skórzany kaftan (miecz i hełm przywiózł z Magdeburga), posiadał metalowe rękawice i nogawice z drucianej plecionki. Wielu zakładało Brunie – kurtki ze skóry pokryte płytkami metalowymi , najbiedniejsi tylko kaftany ze skóry żubra, łosia, niedźwiedzia lub wilka. Przed ciosami osłaniali się pawężami – trójkątnymi lub prostokątnymi drewnianymi tarczami, atakowali sulicami – krótkimi włóczniami z żelaznym ostrzem, nacierali toporami na długich styliskach, strzelali z łuków i miotali kamienie za pomocą proc, w bliskich zwarciach posługiwali się nożami i drewnianymi pałkami zakończonymi metalowymi gałkami lub obuchami.

Krzyżacy, wspomagani przez krzyżowców z Niemiec, duńskiej Estonii i oddziały wystawiane przez biskupów finlandzkich, rozpoczęli intensywne zabiegi u papieża o skierowanie na Prusy i ziemie Bałtów krucjaty przygotowywanej wcześniej przeciwko Tatarom. Herkus Monte postanowił te działania uprzedzić i zaatakować. Prusowie podeszli pod zamki w Kreuzburgu (obecnie Sławskoje w Obwodzie Kaliningradzkim) oraz Bartoszycach (Bartenstein) i zaskoczyli obrońców. Bracia zakonni Henryk i Gerard poddali Herkusowi kilka grodów, za co później zostali oślepieni i spaleni na stosie w Elblągu.

Początek powstania przyniósł Prusom wiele sukcesów militarnych. Próbowali oni także, poprzez zabiegi dyplomatyczne, usprawiedliwić przed papieżem konieczność obrony swojego ludu przed uciskiem Krzyżaków. Nie przyniosło to żadnych rezultatów. W początkach 1261 roku papież Aleksander IV ogłosił szereg bulli wspierających Krzyżaków w ich walce przeciwko Prusom. Zobowiązał do tego Czechy, Morawy, Polskę i Pomorze; odpust dla krzyżowców biorących udział w krucjatach ha Prusy i Inflanty miał być taki sam jak dla tych, którzy walczyli z saracenami na Ziemi Świętej. Jeśli zaś chodzi o nawróconych Prusów, to mogli oni otrzymać nadanie ziemi, tylko pod warunkiem odmowy uczestnictwa w powstaniu. Zniechęceni nieustępliwością Rzymu, Prusowie porzucili wiarę chrześcijańską.

W wyniku starań franciszkanów i dominikanów z polecenia papieża popłynęła do Królewca flota z armią krzyżowców pochodzących głównie z Westfali i okolic Magdeburga. Wybudowali oni wzdłuż brzegów Zalewu Wiślanego, często wykorzystując pruskie osady – lauksy, ufortyfikowane obozy, z których wyruszali na rejzy, aby palić, niszczyć, grabić wszystko, co miało jakąś wartość i porywać jeńców. „Musimy polować na pogan…” – śpiewali. Dysponujący ograniczonymi siłami Herkus Monte zaatakował podczas ich nieobecności słabo broniony na czas rejzy lauks Pokarvis (Pokarben), zdobywając go po krótkiej walce. Powracający z wyprawy krzyżowcy wpadli w pułapkę – większość z nich zginęła, pozostali dostali się do niewoli.

Sukcesy Montego pociągnęły do walki inne plemiona: wkrótce Warmowie zdobyli Braniewo. W roku 1262 załoga krzyżacka porzuciła zamek w Reszlu, po czterech latach oblężenia Bartoszyc poddała się walcząca po stronie Krzyżaków drużyna Prusa Miligedo. Wspierający Montego Jaćwingowie docierali pod wodzą Skomanda aż na Ziemię Chełmińską. Natangowie, Warmowie i Sambowie zaatakowali Królewiec, ale mimo zastosowania machin oblężniczych nie zdołali go zdobyć. Po tym niepowodzeniu wódz Natangów w roku 1263 poprowadził swoje oddziały aż na Ziemię Chełmińską, niszcząc po drodze krzyżackie grody, grody, zamki i świątynie. W drodze powrotnej, spodziewając się pogoni, ustawił siedem linii zasieków, co mu pozwoliło pokonać oddziały Mistrza Krajowego Helmericha, którego zabił w bezpośrednim pojedynku.

Gdy po stronie Prusów stanął książę pomorski Mściwoj II i gdy Prusom i Pomorzanom udawało się niszczyć statki dostarczające żywność do portów w Elblągu, Bałdze i Królewcu, wówczas Zakon wsparli książęta polscy mający obawy, że Ziemia Chełmińska znowu wpadnie w ręce pogan. W roku 1265 papież Klemens IV znowu ogłosił krucjatę przeciwko Prusom . Na jego wezwanie odpowiedziała niemal cała chrześcijańska Europa.

Powstanie słabło – w 1271 zginął wódz Bartów Diwan, w roku 1273 Herkus Monte został pochwycony w obławie zorganizowanej przez komtura Dzierzgonia Schomburga von Hermanna i rycerza Goldbacha von Helwiga. Powieszono go na gałęzi dębu w lesie stabławskim, a pierś przebito mieczem, co miało go pohańbić na zawsze. Tak się jednak nie stało – Litwini, wywodzący swoją tradycję narodową od pogańskich przodków postawili mu pomnik w Kłajpedzie. Stał się on bohaterem wielu utworów literackich.

Trzecie, nieudana powstanie Prusów trwało w latach 1276 – 1283. Po jego upadku większość Pogezan uszła na Litwę, a Sudowie i Bartowie udali się w okolice Grodna.

W roku 1280 Krzyżacy zaczęli wznosić w Malborku ogromny zamek – klasztor. Sprowadzili rzemieślników z zachodniej Europy i zapędzili do budowy miejscową ludność. Z chwilą przeniesienia się w 1239 roku z Wenecji do Malborka Wielkiego Mistrza Zakonu, Zygfryda von Feuchtwagena powstało państwo zakonne w Prusach. Mistrzowie Krajowi w dalszym ciągu rezydowali w Elblągu.

10. Najważniejsze daty z okresu zasiedlania parafii i komornictwa Łukta do góry

Cywilizacja chrześcijańska dotarła na teren parafii i komornictwa Łukta w czternastym wieku. Nadeszła z północy od strony Elbląga (Elbing), który był pierwszym krzyżackim grodem założonym w strategicznym miejscu w pobliżu Zalewu Wiślanego.

Dwa statki margrabiego Miśni, Henryka Wspaniałego, „Pillgrim” (Pielgrzym) i „Friedland” (Ziemia Pokoju) z krzyżowcami z Lubeki na pokładzie spłynęły wiosną 1237 roku Wisłą i Nogatem, aby opanować strategiczne tereny Wysoczyzny Elbląskiej. W tym samym roku Krzyżacy i krzyżowcy zbudowali tutaj zamek, a później, 10 kwietnia 1246 roku Elbląg otrzymał przywilej lokacyjny na prawie lubeckim. Podczas pertraktacji miasto było reprezentowane prze sołtysa Gotfryda, notariusza Waltera i sześciu rajców. W tym samym roku na zamku zaczęli urzędować Mistrzowie Krajowi Zakonu. Pierwszym z nich był Dietrich von Runingen (1246 – 1259). Została powołana do życia jednostka administracyjna zwana komturią (lub komturstwem) ciągnąca się zwężającym się klinem opartym na północy o Mierzeję Wiślaną do granicy z Mazowszem. Jej wschodnią granicę od strony Warmii stanowiła rzeka Pasłęka (Passarge); południowo zachodnia granica oddzielała ją od komturii dzierzgońskiej (Komturei Christburg). Na terenie komturii Elbląg znalazło się bardzo duże komornictwo Łukta położone pomiędzy komornictwem Morąg (Mohrungen) na północy i komornictwem Olsztynek (Hohenstein) na południu – od wsi Zajączkowo, Ględy i Zawroty (na północy) do Podlejek, Tomaryn i Śródki (na południu). Równie wielka w czasach panowania Krzyżaków była parafia Łukta (parafia filialna w Łęgutach powstała dopiero w 1589 roku).

Zasiedlenie wspomnianego obszaru nie było łatwe, ponieważ, jak pisze Ernst Hartmann w monografii parafii Łukta, jej teren pozostawał do początków XIV wieku „nieprzystępną dziczą”. Osadnicy, którymi byli prawie wyłącznie rodowici, nawróceni na chrześcijaństwo Prusowie (jedyną niemiecką wsią były Florczaki), musieli karczować lasy i chaszcze, odwadniać bagna i przysposabiać do upraw i hodowli pola, łąki i pastwiska. Mimo tych trudności powstawały kolejne wsie. Oto ich lista w porządku chronologicznym (w komentarzach podany jest rok założenia wsi lub rok dotyczący najdawniejszych wydarzeń z nią związanych, opisanych w rocznikach historycznych lub w innych dokumentach, a także zamieszczone są dawne nazwy poszczególnych miejscowości): Florczaki (Eckersdorf, akt lokacyjny tej niemieckiej wsi założonej na prawie chełmińskim został nadany przez komtura elbląskiego Zygfryda Sittena i pochodzi z okresu 1332 - 1343), Ramoty (Wieś została założona na prawie chełmińskim w roku 1340, gdy trzej bracia, wolni Prusowie Ramot, Tulne i Preways otrzymali 20 włók ziemi [włóka chełmińska = 17,3389 ha] z 10 latami wolnymi od podatku; pierwotna nazwa: 1374 Ramothen, późniejsze 1419 Ramod, 1471 Rantten, 1541 Ramuth, 1875 Alt Ramten). Pozostałe wsie na terenie komornictwa Łukta za wyjątkiem osady Eissing Muhle były lokowane na prawie pruskim. Ten Kodeks Praw – Jura Pruthenorum został zredagowany w roku 1341 przez Prusa Saula, syna Milutina. Saul był kapelanem Wielkiego Mistrza Zakonu Dytryka von Altenburga. Ukończył uniwersytet w Bolonii i posiadał tytuł magistra praw. Nowy kodeks praw przyśpieszył kolonizację niezasiedlonych terenów. Po kilku latach przerwy zaczęły powstawać kolejne, niemal wyłącznie pruskie wsie: Maronie (1347, Dytherich, Dietrichwalde, Magergut czyli Chudy Dwór – ziemię nadał Prusom Wielki Mistrz Zakonu, Heinrich Dusemer), Ględy (W roku 1348 sześciu wolnych Prusów - Bandule, Glabune, Narune, Noke, Sentey i Swayprote otrzymało w lesie Snagais – Święty Gaj 25 włók ziemi z 8 latami wolnymi od podatku. Gallinden), Kojdy (1348, Prusom noszącym imiona Telneke, Dywols, Pansede i Sankete Zakon nadał 11 włók ziemi z 8 latami wolnizny. Dawna nazwa: Koiden), Zajączkowo (1348, dawne nazwy wsi: Hasenberg, Sassendorf, Falkenstein), Dragolice (1349, Dwaj bracia pruscy Nicolaus i Hans Oppyn otrzymali tutaj aż 30 huf ziemi na 10 lat wolnych od podatku. Wielkość nadanego majątku i nadane im na chrzcie imiona niemieckie świadczą o ich wielkich zasługach dla Zakonu. Dawne nazwy tej wsi to Oppin czyli „potok”, następnie Draglitz), Łukta (1352, Według Georga Gerrulisa pierwotna nazwa miejscowości Lucte wywodzi się od nazwy miejscowej rzeki, której brzegi były porośnięte sitowiem – pruskie „luktis”. Dwaj bracia pruscy Jone i Girman otrzymali 5 włók ziemi. Jej późniejsza nazwa to Locken; Kammerampt Lukthyn – komornictwo Łukta - pojawia się w kronikach w 1425 roku), Grazymy (W 1352 roku Wieki Mistrz Zakonu Krzyżackiego Winrich von Knipprode nadał czterem braciom pruskim o imionach Grasim, Clauke, Jacop i Peter 11 włók ziemi z 6 latami wolnizny; pierwotna nazwa wsi to Grasim, w roku 1575 Grasenis, w 1945 Grasnitz), Łęguty (1352; jej pierwotna nazwa to Langen Gute, późniejsza Langgut, w 1589 powstała tutaj parafia filialna Łukty), Sobno (1352; jej pierwotna nazwa Sobin wywodzi się od imienia pruskiego zasadźcy, późniejsza - Sooben), Tomaryny (1352, Wielki Mistrz Ulrich von Knipprode nadał Prusowi o imieniu Tungemyr 15 włók ziemi z obowiązkiem świadczenia trzech służb pruskich rocznie dla Zakonu. Komorowo (1354, Kammersdorf; Nazwa prawdopodobnie pochodzi od niemieckiego Kammeramt – komornictwo. Komornik odpowiadający za gospodarkę w komornictwie Łukta mógł mieć tutaj dobra ziemskie), Worliny (1354; Czterej wolni Prusowie otrzymali tutaj 16 włók ziemi. Byli oni zwolnieni od płacenia dziesięciny i szarwarku, ale musieli w razie wojny wystawić 4 ludzi do służby konnej. Pierwotna nazwa Warnlin, w 1945 roku Worleinen), Swojki (1364, Swoiken), Dąg (1382; Trzej bracia pruscy Waysete, Pomene i Wigel otrzymali ziemię, za którą musieli płacić 30 marek czynszu rocznie. Według Ernsta Hartmanna niemiecka nazwa miejscowości wywodziła się od pruskiego imienia Turngen, przekształcając się kolejno w Tungerin, Tungen i ostatecznie w Dungen. Po pewnym czasie wyodrębniła się druga, nieco oddalona część wsi o nazwie Dąg - Smolarnia), Mostkowo (1384; W tym właśnie roku dwóch braci z Łukty dostało wieś w posiadanie. Jej pruska nazwa nie jest znana. Bruckendorf), Pelnik (1402 – 1408, Pulfnick), Kotkowo (1402 – 1408, Katzendorf), Zawroty (1402 – 1408, Schwenkendorf), Biesal (Biesselen, w 1416 roku pojawiła się wzmianka, że wieś została zniszczona podczas wojny z Polską w latach w roku 1414), Molza (1448, w tym właśnie roku pojawia się wzmianka, że pruska wieś Molsen została całkowicie zniszczona po bitwie pod Grunwaldem w 1410 roku), Lusajny (1443, Luzeinen), Spórka (1443, Sporken), Kozia Góra (1440 – 1448; W roku 1448 nosiła podwójną nazwę Czegenberg, Dickendorf. Gospodarowali tutaj na 18 hakenach, czyli 6 włókach trzej Prusowie o imionach Tirsone, Girdaw i Aycke. W 1945 roku Ziegenberg), Podlejki (wieś znajduje się w wykazie wsi komornictwa Łukta z 1448 roku, Podleiken), Wynki (znajdują się w wykazie wsi z 1448 roku, Wonicken), Młyn Isąg (ta wieś założona na prawie chełmińskim znajduje się w wykazie komornictwa Łukta z 1448 roku, Eissing Muhle, obenie nie istnieje), Tabórz (1532, Taberbruck), Śródka (w roku 1554 właścicielem wsi był Anthonius Borck, Mittelgut), Plichta (1769, powstała na bazie wsi Dąg – Smolarnia), Pupki, leśniczówka Śmieszny Kąt (1720, Pupken), Strzałkowo (1784, Hinzbruch, wieś powstała jako nowa siedziba właściciela Dragolic, 1820 Hinzbruch Wald, 1947 Strzałkowo), Nowe Ramoty (1783, Pierwotna nazwa Brakseinswalde wywodzi się od właściciela dóbr Fabiana, Abrahama von Braxein, 1946 Ramoty Nowe), Markuszewo (1783, w roku 1790 Markuschewen, w 1820 Markuschofen Wald), Orlik (1794, w tym właśnie roku wzmianka o wsi pojawiła się w księgach podatkowych, Adlersbude), Niedźwiady, Sarni Dół (1820 Barenwinkel Wald, 1875 Barenwinkel, 1947 Baerenwinkel lub Niedźwiadek, 1967 Sarni Dół), Gucin – nazwa wsi wywodzi się od niemieckiego Gut – dobra ziemskie, majątek. Rok założenia osady nie jest znany.

Kilka miejscowości: Eissingmuhle, Mertinsdorf i Micheldorf obecnie nie istnieje.

W roku 1448 w bardzo dużym komornictwie Łukta czynszu nie musieli płacić jedynie właściciele dóbr lennych, do których należały: Biesal, Dąg, Dragolice, Młyn Isąg, Ględy, Grazymy, Ramoty, Wynki i Worliny. Otrzymali zapewnienie, że ich ziemia będzie wolna, jeśli chodzi o dziedziczenie i że „zstępni” (ale tylko potomkowie płci męskiej) zachowają ją „na wieczność”. Za zgodą Zakonu mogli swoją ziemię sprzedać. Status „wolnych” został przyznany tym Prusom, którzy nie brali udziału w powstaniach wyzwoleńczych. Jedna z najwcześniej założonych na naszych terenach pruskich wsi, Ramoty, otrzymała przywileje chełmińskie wraz z sądownictwem małym i dużym.

W tym samym 1448 roku pruskimi wsiami pańszczyźnianymi – folwarkami Zakonu - były: Komorowo, Łukta, Mostkowo, Mertindorf i Micheldorf (te dwie wsie obecnie nie istnieją), Środka, Molza, Podlejki, Pelnik, Zawroty, Sobno, Spórka, Kozia Góra, Zajączkowo i Gubity. Pruscy chłopi zamieszkujący wymienione wsie byli zobowiązani do nieograniczonej pańszczyzny, a ci z nich, którzy posiadali zaprzęgi - do pańszczyzny sprzężajnej.

Florczaki stanowiły jedyną wieś z ludnością niemiecką lokowaną na prawie chełmińskim; zapewniało ono zasadźcom większe nadania ziemi a ich zstępnym prawo dziedziczenia zarówno potomkom męskim jak i żeńskim.

Opracowując tekst o zasiedlaniu parafii i komornictwa Łukta korzystałem z następujących opracowań książkowych: 1. Ernst Hartmann, „Das Kirchspiel Locken, Kr. Osterode i. Ostpr.” (Parafia Łukta, powiat Ostróda, Prusy Wschodnie), Marburg (Lahn), 1967, 2. Maria Biolik, „Toponimia byłego powiatu ostródzkiego. Nazwy miejscowe”, Wydawnictwo Gdańskie, 1992, 3. Gerullis. G. „Die altenpreussischen Personennamen” (Staropruskie nazwy osobowe), Berlin 1922.

Nie znalazłem jednak odpowiedzi na pytanie, kiedy dokładnie została założona parafia Łukta. Wypowiada się na ten temat Marian Biskup w rozdziale „Parafie w państwie krzyżackim” swojej książki „Państwo zakonu krzyżackiego w Prusach”, red. Nowak Z. H., Toruń, 2000: „Także w części komornictwa elbląskiego podlegającej diecezji pomezańskiej znajdowały się dwa komornictwa pruskie (Morąg i Łukta), z których szczególnie to drugie cechował duży odsetek pruskich wsi. W Łukcie, pod zamkiem komornictwa, znajdowała się parafia przypominająca – także pod względem liczby należącej do niej osad (26) tego typu parafie sambijskie. Była to jedyna parafia dla Prusów na obszarze obu komornictw (na ogólną liczbę 11 parafii), co siłą rzeczy zmuszało ich do korzystania z kościołów we wsiach niemieckich.”

Autor ten, powołując się na Petera Germerhausena*, pisze także, że parafia w Łukcie powstała przed końcem XIII wieku. Ze względu na fakt, ze Diecezję Pomezańską utworzono już w 1243 roku oraz to, że w 1280 roku komtur elbląski postanowił zbudować zamek na miejscu pruskiej osady Morina (dzisiejszy Morąg), nie można tej hipotezy całkowicie zanegować. Zanim powstał kościół w samej Łukcie, jej pruscy mieszkańcy mogli jeździć na msze na przykład do niemieckiej osady w Morągu. Prusowie udawali się na msze do innych wsi niechętnie, w nielicznych grupach - i to pod karą chłosty lub grzywny. Na początku Krzyżacy założyli w Łukcie folwark. Mógł on powstać dużo wcześniej od nadania ziemi dwóm Prusom w 1352 roku. Legenda głosi, że drewniany kościół Świętej Katarzyny został zbudowany w Łukcie już pod koniec XIII wieku. Są to jednak tylko domniemania. Najbardziej przekonuje mnie opinia Ernsta Hartmanna, że parafia i komornictwo w Łukcie powstały w latach 1360 – 1380, gdy ilość już założonych osad była wystarczająco duża. Krzyżacy lokowali swoje miasta i najważniejsze, centralnie położone wsie, tzw. „Lischke”, w miejscach dawnych pruskich osad, oraz tam, gdzie odbywały się pruskie targi - na przecięciu pradawnych traktów. Nic dziwnego zatem, że Łukta stała się siedzibą komornictwa i parafii. *Peter Germerhausen, „Sidlungsentwicklung der preussischen Amter Holland, Liebstadt Und Mohrungen vom 13 bis Zum 17 Jahrhundert” (Zasiedlanie pruskiego Pasłęka, Miłakowa i Morąga od 13 do końca 17 wieku), Marburg an der Lahn, 1969.

Trzeba także rozstrzygnąć kwestię, czy Łukta została założona przez Zakon w roku 1340, czy, jak twierdzi Ernst Hartmann w monografii parafii Łukta, w roku 1352. Przewodnk historyczny: „Dehio**- Handbuch der Kunstdenkmaler, West- Und Ostpreussen, Die ehemaligen Provinzen West- Und Ostpreussen (Deutschordensland Preussen) mit Butower Und Lauenburger Land”, (Dehio – Podręcznik pomników sztuki Prus Zachodnich i Wschodnich , dawnych prowincji Prus Zachodnich i Wschodnich [Prus Zakonu Niemieckiego] z regionami Bytowa i Lauenburga), opracowany przez Michaela Antoniego, Munchen, Berlin, 1993, zawiera na stronie 371 informację, że Łukta postała w roku 1340. Tę samą datę można znaleźć w kilku innych opracowaniach niemieckich. **Georg Dehio (1850 – 1932), historyk sztuki, profesor w Królewcu i Strasburgu. Jego podręcznik „Handbuch der deutschen Kunstdenkmaler” zapoczątkował serię przewodników historycznych jego imienia.

Niemieccy autorzy bogato ilustrowanej strony internetowej: Ilgenhoh bis Neuhain, Kreisgemeinschaft Osterode, Ostpreussen, powołując się na Ernsta Hartmanna, twierdzą jednak, że Zakon założył Łuktę w 1352 roku. Zachęcam czytelników naszej gazety do podjęcia prób znalezienia odpowiedzi na pytania postawione w powyższym artykule.

11. Ględy do góry

Wieś została założona przez sześciu wolnych Prusów na niezasiedlonym terenie w lesie Sanagais (Święty Gaj) w 1348 roku. Składało się na nią 25 włók ziemi wolnej od podatku przez 8 lat – czterej bracia dostali po 5 włók, a dwaj po 2,5 włóki. Ci wolni Prusowie to: Bandule, Glabune, Narune, Noke, Sentey i Swayprote. Jej niemiecka nazwa Gallinden pochodzi od pruskiego plemienia Galindów i nazwy pruskiej prowincji - Galindia. W języku pruskim oznacza ona „kres, kąt, koniec”.

Przegrana wojna Zakonu Krzyżackiego z Polską w latach 1409 – 1411 zniszczyła wioskę doszczętnie; wszystkie zagrody spłonęły. Przez następne sto lat nie wspomina się o niej w ogóle.

Wiadomo, że około roku 1450 pszczelarz Wawrzyniec posiadający jedenaście starych i pięć nowych barci przybył do lasów koło Ględ. Dostarczał on miód na potrzeby Zakonu. Podporządkowani mu byli bartnicy z okolicy.

W roku 1525 ostatni Wielki Mistrz Zakonu, książę Albrecht Hohenzollern, złożył królowi polskiemu hołd i rok później przekształcił państwo zakonne w dziedziczne księstwo, znosząc komturie. Pozycję komtura zajął starosta książęcy mający pieczę nad policją, sądownictwem pierwszego stopnia i administracją. Zajmował się sprawami kościoła i szkolnictwa, a także ściągał podatki.

Wojny i zaraza pustoszyły wieś wielokrotnie; na początku XVI wieku nikt w niej nie mieszkał . Na krótko przed 1543 rokiem opustoszałą ziemię wziął w dzierżawę Kaspar z Mostkowa i płacił za to rocznie 15 korców owsa. Plony nie odpowiadały jednak jego oczekiwaniom, więc z tej dzierżawy zrezygnował.

W roku 1590 Ględy podlegały pod urząd w Morągu. Urząd ten zadecydował, że 40 włók ziemi można przekazać do zasiedlenia nowym osadnikom na prawach „wolnej pruskiej wsi”. W tym samym roku 4 wolnych podlegających pod urząd w Olsztynku zgłosiło gotowość przejęcia i zasiedlenia opustoszałych Ględ. Było tam dość dużo ziemi nadającej się pod uprawę, ale mało lasów i dobrych pastwisk. Tereny leśne były podmokłe i nawet po wykarczowaniu nie udawało się ich przekształcić na dobre łąki. Jesienią pojawiały się tam dziki i świnie.

Po upływie okresu wolnizny nowi osadnicy mieli płacić rocznie za każdą włókę po 30 marek podatku, ponadto mieli wpłacić 400 marek zaliczki, zanim się wybudują. Każdy z nich musiał wnieść 15 szylingów tymczasowej wpłaty oraz dostarczać zboże, a także świadczyć uzgodniony z urzędem szarwark (roboty publiczne). Zamiast 10 lat wolnizny, o które się ubiegali, otrzymali zgodę na 8 lat. (Ernst Hartmann „Das Kirchspiel Locken, Kr. Osterode, i. Ostpreussen”)

W następnym roku zwrócili się z pisemną prośbą do urzędu Księcia Elektora. 400 marek zaliczki, zgodnie z umową, uiścili, ale dokumentu kupna nie uzyskali. Narzekali, że ich nowe posiadłości to jałowa ziemia, że za mało mają pastwisk i że z tego powodu „muszą nędznie gospodarzyć”.

Po 8 latach wolni mieli świadczyć na rzecz urzędu zwyczajowy szarwark i trzy służby z koniem. Chcieli poprzestać na jednej służbie, twierdząc że są niezamożni. Z powodu tych kontrowersji, urząd w Morągu odmówił wręczenia im dokumentu kupna. Po interwencji w urzędzie Jego Książęcej Mości zapewniono ich o możliwości dalszych rokowań. Późniejsze archiwalne zapiski wskazują, że ostatecznie zobowiązani zostali do trzech służb.

W roku 1599 w Ględach mieszkało sześciu wolnych: John Kinder, Lehmann, Mathes Puttke, Michell Poll, Thomas Morassky i Merten Wargull. W tymże roku, krótko po upływie 8 lat wolnizny, wpłacili oni do urzędu 240 marek, zamiast wymaganych 800. Pozostało im więc 560 marek długu.

Na początku 1601 roku geometra państwowy Hermann Runge zmierzył ziemię uprawną we wsi . Okazało się, że znalazł tam tylko 24 włóki, o jedną mniej niż w roku 1348, gdy powstały Ględy. Ponadto 2,5 włóki przywłaszczył sobie bezprawnie Fabian von der Balz z Koziej Góry. Gdy oburzeni mieszkańcy wsi za brakujące 14 włók zapłacić nie chcieli, urząd w Morągu postanowił ziemię w Ględach porozdzielać inaczej.

W roku 1606 dwaj mieszkańcy wsi złamali prawo. Friedrich Lehmann spowodował, że pewna panna o złej reputacji zaszła z nim w ciążę, za co musiał zapłacić 10 marek kary. Inny osobnik, który zachowywał się agresywnie, został wydalony ze wsi na zawsze.

W roku 1624 emocje związane z brakującymi 14 włókami oraz ze służbami konnymi odżyły. Wilhelm von der Olschnitz poinformował elektora, że przed przeszło stu laty, po śmierci właścicieli gospodarstw, Ględy opustoszały, a dokumenty podpisane w 1348 roku wygasły i utraciły ważność. Na wyznaczone im w dokumencie z 1592 roku trzy służby konne mieszkańcy wsi nie chcieli się zgodzić i w zamian proponowali dwie. W imieniu wszystkich mieszkańców pisał do urzędu Hans Rogal, który zakupił ziemię w Ględach. Kierownik urzędu wyjaśnił mu, że obowiązują takie same zasady jak za czasów Zakonu, a wtedy, według pruskiego prawa, obowiązywało odpracowanie nawet pięciu służb. Zagroził także, że w przypadku dalszych sprzeciwów, mieszkańcy wsi zostaną ukarani.

Podczas pierwszej wojny szwedzko – polskiej (1625 – 1635) musiała w Ględach szaleć zaraza, bowiem w roku 1630 nie wpłynął do urzędu czynsz rzemieślniczy od kowala i bednarza - po dwie marki - oraz od szewca – 1 marka. Także pozostali mieszkańcy zalegali z tymczasowymi wpłatami w wysokości 2 marek wraz z 80 markami za osiem korców pszenicy. Zaległości te nigdy nie zostały uiszczone. Można zatem wnioskować, że wszystkie rodziny umarły z powodu zarazy. Bardzo wysoka cena pszenicy spowodowała po wojnie głód i drożyznę.

W roku 1640, w początkach rządów Wielkiego Księcia Elektora, znowu w Ględach gospodarowało sześciu wolnych. Wieś otrzymała nowy dokument z dawnymi powinnościami z 1592 roku, przy czym ilość służb chłopi mieli z księciem uzgodnić. (W roku 1645 byli zobowiązani do dwóch służb). Poza tym musieli świadczyć „należyte powinności oraz szarwark”.

Trzej mężczyźni z Ględ, Kojd i Tomaryn zostali ukarani w 1640 roku za to, że „na drogach zrobili Parlament”, czyli zbuntowali się przeciw zarządzeniom władzy.

W roku 1660 gospodarze z Ględ oddali po 8 korców zboża w ramach czynszu gruntowego. Niektórzy z nich sprzedawali prosiaki na chów.

Dwaj mieszkańcy Ględ znaleźli się w grupie 15 mężczyzn, którzy w roku 1678 zostali ukarani kwotą od 3 do 25 marek za to, że, wbrew zarządzeniom miejscowych władz o zakazie wywozu towarów z Prus, przez dwa lata wywozili na Warmię towary użytku ogólnego i tam je sprzedawali. Wolni z Ględ zapłacili 10 i 15 marek, trzej wolni z Kojd 15, 15 i 20 marek, jeden wolny ze wsi Maronie – 25 marek, siedmiu wolnych z Tomaryn - razem 70 marek, sześciu wolnych z Podlejek - razem 69 marek, jeden mężczyzna z Wynek – 10 marek.

W roku 1689 budynek mieszkalny w Ględach kosztował 150 marek.

Do roku 1713 Ględy pozostawały „wolną wsią”. W latach następnych była to„Chełmińska wolna szarwarkowa wieś”. W roku 1717 mieszkało w niej 7 gospodarzy, a w roku 1789 – 20.

W roku 1812 osiemnastu z nich poniosło duże straty z powodu przemarszu wojsk napoleońskich.

W 1820 roku żyło tam 131 osób, w 1861 – 337, a w 1880 – 481. W 1925 roku wieś zajmowała 434 hektary, liczyła 101 gospodarstw i 400 mieszkańców.

W 1939 roku w Ględy liczyły 290 mieszkańców, z których 180 zajmowało się rolnictwem, 55 pracowało w przemyśle i rzemiośle, a 10 w handlu i komunikacji. W latach 1928 – 32 sołtysem był Baer, a w roku 1935 Wilhelm Burger, rolnik. Od około roku 1886 znajdowała się tutaj szkoła dwuklasowa, przekształcona w roku 1935 w jednoklasową. W roku 1886 nauczał w niej Graudenz, a w 1904 Karl Wendt, w latach 1904 – 30 Albert Schmorell, następnie (1930 – 36) Otto Saremba, a po nim (1937 – 43) Kurt Schwanke.

Na zamieszczonym w niniejszym tekście planie wsi z początków II wojny światowej oprócz takich obiektów jak cmentarz, pomnik poległych z I Wojny Światowej itp. zaznaczona jest lokalizacja wiejskich zabudowań. Do planu dołączona jest lista ich właścicieli wraz z informacją o należącym do nich areale ziemi. Oto ona: 1. Kroschinski Johann, rolnik, 15 ha, 2.Krispin Johanna, wdowa, 6,5 ha, 3.Selaskowski Marie, wdowa, 0,5 ha, 4.Schidlowski Emil, robotnik, 5.Weiss Christoph, rolnik, 12 ha, 6.Eckert Julius, rolnik, 18,34 ha, 7.Wehran Herbert, rolnik, 38,5 ha, 8.Grabowski Hulda, wdowa, 2,25 ha, 9.Friese Erich, rolnik, 26,18 ha, 10.Fuchs Hermann, murarz, 2 ha, 11.Preuss Richard, kowal, 2,75 ha, 12.Grunwald Eduard, rolnik, 5,5 ha, 13.Reich Hermann, murarz, 3 ha, 14.Weichler Willi, cieśla 1,25 ha, 15.Schultz Karl II, rolnik, 8,75 ha, 16.Krispin Wilhelmine, wdowa, 6 ha, 17.Krispin Oswald, rolnik i cieśla, 1,25 ha, 18.Barth Bruno, rolnik, 8, 75 ha, 19. Domkowski Franz, rolnik, 9 ha własne i 0,5 ha dzierżawy, 20.Fedrowitz Lina, wdowa, 5 ha, 21.Schumacher Karl, rencista, 9 ha, 22.Grokowski Paul, rolnik i właściciel sklepu z artykułami kolonialnymi, 4,98 ha, 23.Grunwald Kurt, rolnik, 24.Schultz Hermann II, rolnik, 7 ha, 25.Szkoła jednoklasowa, 1 ha działki przyszkolnej, ostatni nauczyciel Kurt Schwanke, 26.Meier Hugo, murarz, 2,25 ha, 27.Krause Marie, wdowa, 1 ha, 28.Radau Marie, wdowa, 1 ha, 29.Schultz Friedrich, rolnik, 4,83 ha, 30.Hoffmann Karl, rolnik, 14,72 ha, 31.Rowlin Emil, majster wydobycia torfu, 9 ha, 32.Muller August, 7,3 ha, 33.Potrawki Fritz, rolnik, 10 ha, 34.Grunhagel Paul, rolnik, 5 ha, 35.Otto Hermann, rolnik, 6 ha, 36.Grunwald Richard, rolnik, 8 ha, 37.Schultz Hermann I, rolnik 10 ha, 38.Schultz Karl I, rolnik, 27 ha, 39.Weinert Karl, rolnik, 16,5 własne i 4 ha dzierżawy, 40.Gross Hermann, rolnik, 9 ha, 41.Krispin Rudolf, rolnik, 10 ha, 42.Weichler Friedrich, rolnik, 10,75 ha, 43.Unfrau Johanna, wdowa, 0,75 ha, 44.Meier Max, rolnik, 12,5 ha, 45.Weichler Paul, rolnik, 10 ha, 46.Radzimanowski Reinhold, rolnik, 11,5 ha własne i 1 ha dzierżawy, 47.Bagusat Gustaw, cieśla, 2 ha, 48.Fischer Erwin, rolnik, 11 ha, 49.Prczinda Berta, wdowa, 2,75 ha, 50.Weichler Hugo, murarz, 0,85 ha, 51.Schultz Kurt, rolnik i mistrz - rzeźnik, 4,5 ha, 52.Burger Wilhelm, rolnik i karczmarz, 13,5 ha, 53.Pomnik ku czci poległych w I wojnie światowej, 54.Erdmann Friedrich, rolnik, 10 ha, 55.Neubert Otto, rolnik, 24 ha, 56.Barth Oskar, rolnik, 10 ha, 57.Klautke Friedrich, rolnik, 8,63 ha, 58.Wehran Herbert, własność rolnika wymienionego w punkcie 7., 59.Kloss Wilhelm, rolnik i właściciel sklepu kolonialnego, 7 ha, 60.Klein Friedrich, murarz, 1,27 ha, 61.Bohnke Gustaw, rolnik i rzeźnik, 1,27 ha, 62.Barth Bruno, własność rolnika wymienionego w punkcie 18. Nie ustalono siedzib następujących mieszkańców wsi: Pankewitza Hermanna - mistrza garncarskiego, robotnika Mullera Fritza i wdowy Muller Auguste. Zwraca uwagę duża liczba wdów będących właścicielkami domów lub gospodarstw. Najwidoczniej wojna zbierała swoje żniwo – ich mężowie mogli zginąć na froncie.

II Wojna Światowa wkroczyła na teren naszej gminy, gdy zostały zbombardowane Worliny (Worleinen). Zniszczone zostały 3 domy i szkoła. (Marian Jaworski, „Łukta, 1945 – 1970”) Już wcześniej mieszkańcy Łukty i innych wiosek rzucili się do panicznej ucieczki przed Rosjanami w kierunku Bałtyku. Wielu z nich zmarło z powodu wychłodzenia, części udało się uciec do centralnych Niemiec pociągami lub drogą morską, niektórzy wrócili do swoich wsi. Wiosną zaczęli przybywać osadnicy (oraz szabrownicy) z Mazowsza, w czerwcu i w późniejszych miesiącach osadnicy zza Buga, a jeszcze później przymusowi przesiedleńcy z południowo – wschodniej Polski skierowani tutaj w ramach akcji „W”. 11 października 1945 roku 465 osób deklarowało narodowość polską, 40 – mazurską, a 1824 osoby – niemiecką. Jeszcze w październiku zorganizowano wyjazd do Niemiec, tym wszystkim, którzy wyrazili taką chęć. Niektórzy mieszkańcy deklarowali się być Mazurami. 12 lipca 1946 roku liczba ludności polskiej wzrosła do 1325 osób, mazurskiej do 213 osób, a Niemców pozostało 109. W lutym 1949 roku Polaków było 2775, a Niemców 31. (Marian Jaworski), Mazurzy formalnie stali się Polakami.

Przybysze z Mazowsza nadali wsi Gallinden nazwę Gortaty od miejscowości Rzeszotary – Gortaty znajdującej się w powiecie sierpeckim, w województwie mazowieckim. 1 stycznia 1947 roku 1947 sołtysem w tej wsi był Józef Guziak. Pełnił on także funkcję naczelnika Ochotniczej Straży Pożarnej. Prawdopodobnie już w roku szkolnym 1945/46 zaczęła funkcjonować w Ględach 1-klasowa szkoła podstawowa. 4 lutego 1948 roku Zarząd Gminy przyznał jej 1500 zł na utrzymanie czystości. W maju tegoż roku mieszkańcy Mostkowa i Ględ pracowali w ramach szarwarku przy remoncie drogi łączącej te dwie miejscowości. Nieco później, 10 lipca, Stanisław Szczerba z Ględ został wytypowany do odznaczenia za udział w akcji siewnej i w likwidowaniu odłogów. 5 września, w ramach Dożynek, urządzono tutaj zabawę taneczną z bufetem, połączona z loterią fantową. Wcześniej organizatorzy zbierali fanty, chodząc po domach. Fantami były przedmioty codziennego użytku, jak lusterko czy książka, oraz małe zwierzęta domowe: gołąb lub królik. Po koszmarnej wojnie ludzie chętnie się bawili – śpiewali, tańczyli. W grudniu 1948 roku Antoni Woźniak został powołany na opiekuna społecznego w gromadzie Ględy. W całej gminie zbierano pieniądze na fundusz odbudowy Warszawy. W maju 1950 roku Edmund Bocianiak z Ględ objął funkcję instruktora w Komisji Kontroli Społecznej na terenie gminy. W czerwcu tegoż roku wieś zelektryfikowano, a w całej gminie zlikwidowano analfabetyzm. Były to bezsprzecznie wielkie osiągnięcia. Wiosną 1951 w gminie przebiegała akcja zalesiania, w której uczestniczyli junacy z organizacji „Służba Polsce”. Ze sprawozdania przedstawionego Radzie Gminy 18 sierpnia wynika, że 20 junaków zalesiło w Ględach pół hektara. (Junacy wykonywali też inne prace w leśnictwach Śmieszny Kąt i Tabórz przez 220 dni, remontowali świetlice w Łukcie i Mostkowie, meliorowali łąki w Strzałkowie, uczestniczyli w szkoleniach wojskowych i politycznych). W grudniu tegoż roku Jerzy Pietruszka z Ględ został członkiem Obywatelskiej Komisji Podatkowej. 17 czerwca 1952 roku Stanisławowi Sokołowskiemu z Ględ oraz kilku innym rolnikom z gminy zwiększono o 10% dostawy obowiązkowe zwierząt rzeźnych za to, że nie wywiązywali się z owych dostaw w terminie.

12. Wielcy Mistrzowie Zakonu i skromny kościół w Łukcie do góry

Kościół ten został zbudowany z czerwonej cegły na fundamentach i podmurówce z kamienia polnego w roku 1407. Ufundował go Wielki Mistrz Zakonu Krzyżackiego, Konrad von Jungingen, który nie doczekał konsekracji świątyni, gdyż 30 marca tego samego roku zmarł. 26 czerwca Kapituła Zakonu wraz z dostojnikami i Konwentem wybrała na następcę jego młodszego brata, Ulricha von Jungingena, który jesienią dokończył budowę świątyni, dokonał jej konsekracji i otoczył opieką. Do sekularyzacji Zakonu w roku 1525 pozostawała ona kościołem katolickim. Od 1525 aż do końca wojny w 1945 roku gospodarzami świątyni byli protestanci. Po wizytacji biskupiej w 1578 roku msze zaczęły być odprawiane na przemian w języku niemieckim i polskim, co świadczy o dużym napływie na te tereny ludności polskiej - głównie z Mazowsza. W roku 1580 na miejscu gotyckiej szafy ołtarzowej powstał nowy, szafiasty ołtarz przebudowywany następnie w roku 1601, a także w 1820 - prawdopodobnie po zniszczeniach dokonanych przez wojska Napoleona. W latach 1806, 1807 na całych Prusach Wschodnich trwały zażarte walki pomiędzy Rosjanami wspomaganym przez niedobitki Prusaków oraz rozproszonymi oddziałami Wielkiej Armii Napoleona (Grande Armee), w szeregach której walczyli żołnierze aż 16 narodowości. Po nierozstrzygniętej bitwie pod Iławą Pruską (7 - 8 lutego 1807 roku) Napoleon wycofał się na leże zimowe w Ostródzie, po drodze przemieszczając się wraz ze swoją Gwardią przez Górowo Iławeckie, Miłakowo oraz (według niektórych źródeł) przez Ramoty, Łuktę i Tabórz. Do Ostródy dotarł 21 lutego. 6 czerwca 1807 roku Marszałek Louis Nicolas Davout obsadził swoimi wojskami przesmyk w pobliżu Łukty pomiędzy jeziorami Isąg i Morąg. W samej Łukcie mieli stacjonować francuscy grenadierzy, którzy narazili na duże straty 22 gospodarzy (grenadier – żołnierz francuski przygotowany do miotania granatów i walki na bagnety). Dodam ponadto, że 11 czerwca 1807 roku przechodziła przez Łuktę dywizja generała Józefa Zajączka, która na krótko rozbiła tutaj obóz, aby odebrać zaopatrzenie w postaci 200 korców żyta, 1200 korców owsa, 32 korce grochy, 20 kaszy, 290 garnców wódki i 1000 funtów słoniny – wysłane przez Józefa Wybickiego odpowiedzialnego za zaopatrzenie Korpusu Obserwacyjnego w żywność i medykamenty oraz autora naszego hymnu. Żołnierze Wielkiej Armii Napoleona traktowali kościoły w sposób libertyński – dla nich były to miejsca nadające się do umieszczenia tam magazynów, kuchni, a nawet stajni. Drewniane wyposażenie świątyń wykorzystywali na opał. Jeśli coś oszczędzali, to jedynie ołtarze. Podczas pobytu w Ostródzie Napoleon nakazał urządzić w dwóch tamtejszych magazyny. Podobne dyspozycje dotyczące świątyń w Kamieńcu i Prabutach wystosował 23 marca 1807 roku w liście do szefa sztabu marszałka Berthier’a przed przeniesieniem kwatery głównej do Kamieńca.

W roku 1817 podwyższono wieżę, a w latach 1878 – 79 odbudowano kościół wraz z kaplicą. Ogromne dewastacje miały miejsce w kościele po wejściu Armii Czerwonej pod koniec lutego 1945 oraz przez wiele lat, aż do założenia niezależnej parafii w Łukcie w roku 1957. Najpierw ktoś spalił (prawdopodobnie Rosjanie) dokumenty parafialne z ewidencją urodzin, zgonów, chrzcin, ślubów itp., a potem następowało sukcesywne niszczenie wnętrza. W monografii Ernsta Hartmanna parafii Łukta umieszczone jest zdjęcie wnętrza świątyni, na którym widać dwie empory, czyli galerie przy ścianach bocznych na wysokości chóru podparte drewnianymi kolumnami. Galerii tych nigdy nie odtworzono. Intensywne prace remontowe zaczęły się za czasów księdza Ludwika Białka, który objął parafię w Łukcie 10 marca 1958 roku. W roku 1959 sprowadził do Łukty z Częstochowy piękny obraz Matki Boskiej Częstochowskiej autorstwa Bolesława Rutkowskiego oraz antepedium ołtarzowe „Ostania Wieczerza”. Za jego czasów przeprowadzono remont wnętrza i dachu kościoła, a także plebanii, przebudowano chór oraz ambonę. Pod kierownictwem organisty Eugeniusza Grudzińskiego z Warszawy zrekonstruowano organy. Ksiądz Białek pełnił posługę duszpasterską w parafii Łukta do 2 lipca 1961 roku. Kolejni proboszczowie wspólnie z parafianami kontynuowali dzieło odbudowy i wzbogacania kościoła - w roku 1976 wierni zebrali fundusze na stacje Drogi Krzyżowej, w roku 2002 ksiądz proboszcz Kazimierz Dubowski ufundował piękne witraże św. Wojciecha i św. Stanisława, a w roku 2007, tuż przed obchodami 600 – lecia powstania kościoła i 50 – lecia powojennej parafii katolickiej w Łukcie, w pracowni Katarzyny Miszczuk odrestaurowana została rzeźba anioła chrzcielnego z 1700 roku, będąca dzisiaj zabytkiem unikatowym.

W dniach 1 – 6 lipca 2010 na Warmii i Mazurach przebywała delegacja z Wielkim Mistrzem Zakonu dr Bruno Platterem na czele. W jej skład wchodzili między innymi: znawca historii krzyżackiej prof. Uwe Arnold z Bonn oraz dr Frank Bayard, szef Centralnego Archiwum Zakonu w Wiedniu. 4 lipca Wielki Mistrz koncelebrował uroczystą mszę w naszym kościele wraz z księdzem dziekanem Kazimierzem Dubowskim, biskupem Jackiem Jezierskim oraz z kilkoma księżmi z Olsztyna. Szczególnie ciepło, niemal owacyjnie została przyjęta homilia wygłoszona przez dostojnego gościa. Została przyjęta brawami, co nieczęsto zdarza się w kościołach wiejskich. Wielki Mistrz wiele mówił o symbolice Krzyża Świętego, o tym, że tak jak ukrzyżowany Chrystus związany był z nim fizycznie i duchowo, tak każdy chrześcijanin związany jest z nim w swojej wierze. Mówił też, że biały płaszcz braci zakonnych oznaczał i oznacza czystość duchową. Wyraził też radość, że kościoły, które oni, krzyżacy, wznosili, są obecnie pełne wiernych. Dużo miejsca poświęcił dzisiejszej charytatywnej, szpitalnej i innej działalności Zakonu.

Dlaczego Wielki Mistrz zgodził się przyjechać do małej Łukty? Odpowiedź na to pytanie można znaleźć w pięknej książce będącej pokłosiem całej wizyty: „Historia odkrywana na nowo. Krzyżacy na Warmii i Mazurach. 1-6 lipca 2010 roku” zredagowanej przez Izabelę Lewandowską i wydanej przez Agencję Wydawniczą „Remix” z Olsztyna na zlecenie Urzędu Gminy w Purdzie. Na stronach 31 i 32 owego opracowania można znaleźć wypowiedź na ten temat autorstwa Edwarda Cyfusa, głównego organizatora wizyty: „Jednocześnie od pasjonata historii gminy Łukta, autora książki o jej historii, Jana Dąbrowskiego, dowiedziałem się, że fundatorami kościoła parafialnego w Łukcie byli bracia Konrad i Ulrych von Jungingen. Zrodził się więc pomysł odprawienia w tym kościele uroczystej mszy świętej przez dzisiejszego wielkiego mistrza, a potem całodziennego pobytu delegacji w powiecie ostródzkim”.

Kościół w Łukcie nie razi przytłaczającym przepychem; ma skromny, ale piękny wystrój nawiązujący do swojej intrygującej historii. Obecny ks. Proboszcz Jerzy Malewicki już zdążył się w nią wpisać w sposób bardzo pozytywny.

13. Akty nadania ziemi przez Zakon Krzyżacki w parafii i komornictwie Łukta na przykładzie przywileju lokacyjnego Grazym. do góry

Grazymy znajdują się tuż poza granicami naszej gminy, ale w początkach swego istnienia należały do parafii i komornictwa Łukta. W pierwszym numerze gazety Osteroder Zeitung z 1954 roku S. Strebel (Lindenberg), Bernshausen 75 ub. Duderstadt zamieścił artykuł: „Urkunde uber die Verleihung von Grasnitz an Jacop Peter Grasim im Jahre 1352”, (Dokument nadania Grazym Jacop’owi Peter’owi Grasim’owi w roku 1352). W tytule autor popełnił podstawowy błąd, bowiem, jak wynika z przywileju lokacyjnego, ziemia została nadana czterem braciom pruskim o imionach Jacop, Peter, Grasim i Clanken. Od imienia Grasim wieś przyjęła swoją pierwotną nazwę. Najważniejsze jest jednak to, że we wspomnianym artykule autor zamieścił tekst przywileju lokacyjnego Grazym w dwóch wersjach: pierwszą w języku staro-niemieckim, którym posługiwali się Krzyżacy i drugą w języku współczesnym. Dzięki tej drugiej wersji możliwe jest dokładne przetłumaczenie tekstu na język polski. Dodać należy, że pierwszą wersję udostępnił do druku Dr Stein von Kamienski, przedstawiciel rodziny, do której należały Grazymy w 1937 roku. Ostatnim właścicielem majątku, do 1945 roku, był Albrecht Stein von Kamienski. Jego przodkowie wywodzili się ze szlachty polskiej. Tekst w języku współczesnym udostępnił autor podpisujący się inicjałami Dr W. K.

Oto jego treść w języku polskim:

Przywilej dla Grazym

My Brat Winrich von Kniprode, Wielki Mistrz Zakonu Braci Szpitalników Świetej Marii Domu Niemieckiego z Jerozolimy mamy wolę nadać naszym poddanym Jacop’owi, Peter’owi, Grasim’owi i Clanken’owi, braciom, ich prawowitym spadkobiercom i potomkom jedenaście łanów (1łan = 1włóka = 1huf* ) na dziesięcinę i rolnicze użytkowanie zwolnione (z obciążeń) i wolne, na dziedziczne i wieczne posiadanie zgodnie z opisanymi granicami: Pierwszą (pierwszym punktem granicznym) jest pewna olcha, która stoi (rośnie) obok jeziora Wameling (obecnie jez. Łoby/Wynkowskie), stamtąd do przejścia jest jeden want (ściana – Wand np. lasu lub wał graniczny) do jeziora Duży Meling (obecnie jez. Isąg), poprzez miejsce, z którego rzeka (Pasłęka) z jeziora Mały Meling (obecnie jez. Łęguckie) wypływa, następnie do jeziora Duży Meling wpada, następnie jest jeden want do przejścia do potężnego dębu, który rośnie na wrzosowisku, stamtąd z kolei (trzeba iść) do potężnej lipy, stamtąd zaś do pierwszej olchy. Poruszając się w obrębie opisanych granic jeden, dwa, trzy, aż do 11 łanów powinno się znaleźć. Stwierdzamy niniejszym, że tak długo, jak pozostaną oni pod rozkazami naszymi lub naszych Braci (zakonnych), muszą oni i ich potomkowie służyć nam końmi i zbroją, jako ze w Krainie Pruskiej czymś zwyczajnym dla służb konnych i lądowych oddziałów obronnych jest nowe domy budować, stare ulepszać lub burzyć. Zwalniamy ich z tych służb na sześć lat, do dnia, gdy ten dokument pozostanie ważny. Także udzielamy im oraz ich następcom, mieszkającym z nimi, łaski na łowienie ryb małą siecią w jeziorze Duży Meling (Isąg), na ich własny stół. Na wieczną rzeczy pamiątkę przywieszamy na tym akcie naszą pieczęć. Zebraliśmy się w Preussisch Holland (Pasłęk) w roku pańskim 1352, w środę Pawła Apostoła. Świadkami są czcigodni: miły nam Brat Pan Heinrich von Boventen, Wielki Komtur; Pan Ludwig von Wolkenberg, Wielki Szatny**; Pan Ortolf von Trier, Komtur Elbląga; Pan Konrad von Brunigisheim, Komtur Dzierzgonia; Pan Wikbold, nasz kapelan i inne szlachetne osoby.

(*Aby móc nadawać przywileje lokacyjne dla miast i wsi, Krzyżacy musieli określić jednostki długości i powierzchni. Podstawową jednostką długości w całym państwie krzyżackim był pręt [432,5 cm] (alt culmische rute – starokulmski pręt; rute to po niemiecku rózga lub wędka). Z kolei kwadrat o boku 1 pręta był podstawową jednostką powierzchni. Na ścianie zachodniej ratusza w Chełmnie zbudowanego w 1233 roku i wielokrotnie rozbudowywanego w wiekach późniejszych jest umieszczona miara wzorcowa długości, jaką był pręt. W przywileju chełmińskim z roku 1233 została także określona 1 morga chełmińska na 0,5985 ha według miary obecnej. 30 mórg stanowiło 1 włókę lub 1 łan, którego nazwa wywodzi się od łacińskiego laneus. W języku niemieckim jest to Lahn lub Hube, a w dialekcie szwabskim hueb, huebm lub hufe. Określenie „włóka” odnosiło się do powierzchni ornej, a „łan” do powierzchni dowolnej. Reasumując powyższe rozważania, można napisać: 1 łan = 30 mórg = 9000 prętów kwadratowych). (**Wielki Szatny [Oberst Trappier] w Zakonie Krzyżackim zarządzał składami odzieży, zbrojownią i pancerzami.)

Autor artykułu w Osteroder Zeitung, S. Strebel, podkreśla, że przywileje, które otrzymali czterej bracia pruscy w Grazymach, były w istocie przywilejami szlacheckimi. Zwraca także uwagę na fakt, że areał nadanej im ziemi był duży, jako że 1 włóka lub łan chełmiński to 17,955 ha. (Obszar 1 włóki odpowiadał powierzchni średniej wielkości chłopskiego gospodarstwa pańszczyźnianego.) Polemizuje on w ten sposób z tymi autorami polskimi, którzy po wojnie przedstawiali historię plemion pruskich pod rządami Zakonu Krzyżackiego jako proces ich eksterminacji.

14. Status materialny i społeczny ludności zamieszkującej komornictwo Łukta w okresie istnienia Prus Krzyżackich i Książęcych do góry

Na początku przypomnijmy, że w komornictwie Łukta z powodu braku miast nie było stanu mieszczańskiego, a więksi posiadacze ziemscy i przemysłowcy zaczęli pojawiać się na tym terenie dopiero w drugiej połowie XV wieku. Czy można zatem powiedzieć, że na początku swojego istnienia komornictwo to było całkowicie plebejskie? Niezupełnie. Istniały tutaj dość liczne wsie zamieszkałe przez wolnych narodowości pruskiej, którym Zakon nadawał stosunkowo duże areały ziemi – po kilka łanów na osadnika. Wolni to ci, którzy byli zwolnieni z podatków, ale w razie wybuchu wojny obowiązywała ich konna służba wojskowa w pełnej zbroi, natomiast w czasie pokoju musieli stawiać się do budowy lub odbudowy zamków i fortyfikacji; (Patrz nr 4,2016, Przywilej dla Grazym). W komornictwie można było wyróżnić aż 10 większych grup społecznych i kilka pomniejszych. Zanim przejdę do szczegółowego opisu sytuacji materialnej poszczególnych grup, przedstawię najpierw niepełny wykaz miar, wag i stóp menniczych stosowanych na naszym terenie w tamtych odległych czasach.

W państwie krzyżackim najszybszy rozwój gospodarczy miał miejsce w okresie panowania Wielkiego Mistrza Winricha von Kniprode. Gospodarka i pieniądz stały się najważniejszymi elementami jego polityki. Winrich von Kniprode wprowadził do obiegu szeląg o większej zawartości srebra. Monety bito wówczas w Malborku i Królewcu. Od lat 1360 – 64 stopa mennicza w państwie krzyżackim wyglądała następująco: 1 grzywna (Griff, marka pruska) = 4 wiardunki (Firdung) = 16 łutów (Lot) = 24 skojce (Skot) = 60 szelągów (Schilling) = 720 fenigów (Pfenig). Fenigi miały taką samą wartość jak denary i brakteaty. Te ostatnie bito w Toruniu. Ważyły one około 0,2g i używane były przez biedniejszą część ludności.  Jeśli mówimy o słabym (lichym) skojcu lub grzywnie, to oznaczało to monetę o mniejszej zawartości kruszcu. Dobry skojec czy dobry szeląg oznaczał monety o właściwej zawartości srebra. Słowa grzywna i marka oznaczały to samo, bowiem grzywnę rozumiano także jako markę srebrną. Marka srebrna to pół funta tego kruszcu, czyli 202 gramy. 1 funt = 404 gramy.

Jakie były w tym czasie ceny? W zależności od lokalizacji i jakości gleby wolny łan (16,795 ha) ziemi kosztował od kilku do ponad dwudziestu grzywien lub marek, koń przysposobiony do zadań bojowych 10 grzywien, krowa 1 grzywnę, owca 10 skojców, a 1 korzec pszenicy (54, 97 litra) – 10 brakteatów.

W czasach Prus Książęcych, czyli po sekularyzacji Zakonu w roku 1525  wprowadzono do obiegu grosze według nowej stopy menniczej:  1 grzywna (marka pruska) = 20 groszy = 60 szelągów = 720 fenigów. Czeladnik murarski zarabiał wówczas 2-3 grosze dziennie, a koszt dziennego wyżywienia wynosił 0,5 grosza. Buty kosztowały od 10 do 17 groszy. W wieku XVII mistrz murarski zarabiał dziennie 20 – 30 groszy, a jego czeladnik 10 – 20 groszy. Wyżywienie dzienne kosztowało 3 grosze, a para butów od 15 do 80 groszy. W Prusach Książęcych w obrocie były także guldeny zwane również florenami (1 gulden = 90 szelągów), a także talary (1 talar = 90 groszy). Po roku 1875 wprowadzono do obiegu nową markę w relacji 1 marka = 100 fenigów.

Przy dużych obrotach zbożem używano jednostki objętości zwanej łasztem: 1 łaszt (3300 litrów) = 24 beczki (137,5 l) = 60 korców (szefli -55 l) = 240 wiertli (13,75 l) = 960 miarek (mac – 3,44 l). Korzec zawierał 48 sztofów; każdy sztof to według miary współczesnej to około 1,15 l.

Jeśli chodzi o miary wagi, to jednostką używaną przy większych masach był 1 kamień, który dzielił się na 33 funty (1 funt = około 404 g). Z kolei 1 funt dzielił się na 2 grzywny, przy czym jedna grzywna srebra (około 202 g tego kruszcu) miała wartość monety o tej samej nazwie.  W handlu drewnem podstawową jednostką był achtel. Achtel był prostopadłościanem o rozmiarach: 8stóp x 9stóp x 5stóp = 360 stóp sześciennych (1 stopa długości to obecnie 0,288m). Według miary obecnej 1 achtel wynosił około 8,6 metrów sześciennych (czyli kubików) drewna.

Miary długości i powierzchni omówiłem w tekście poświęconym nadaniu ziemi w Grazymach.

1 .Czeladź, czyli służba oraz robotnicy najemni.

Połów ryb na Zalewie Wiślanym w pobliżu miasteczka Brandenburg (polska nazwa Rybaki, obecnie Uszakowo)

Była to najniżej usytuowana grupa społeczna, która pracowała dla innych w domu, zagrodzie lub na polu. Stanowiła ona zaledwie 1 – 2 % całej populacji, tak więc w całym państwie krzyżackim odczuwano brak siły roboczej. Robotnicy najemni byli głównie zatrudniani do takich prac polowych jak sianokosy, żniwa, młócka, orka itp. Wszyscy oni – parobkowie, czeladź oraz pracownicy najemni pracowali bądź w miejscowym majątku dominialnym (od domena – majątek należący do Zakonu), bądź u urzędników państwowych (w Łukcie mógł to być komornik posiadający posiadłość w Komorowie). Zatrudniali ich także karczmarze, młynarze oraz ci gospodarze, którzy otrzymali od Zakonu większe nadania ziemi – osadnicy niemieccy we Florczakach, a także wolni we wsiach pruskich. Płace dla tej grupy społecznej regulowały specjalne ustawy – zgodnie z ustawą z 1417 roku robotnik sezonowy za skoszenie jednej morgi żyta otrzymywał sześć szelągów, za morgę owsa 3 szelągi, a za zżęcie morgi łąki cztery szelągi. Płace dla czeladzi regulowała ustawa z roku 1427. Zgodnie z nią roczne płace dla oraczy wahały się od 1,5 do 3,5 grzywny. Średnie roczne wynagrodzenie dorosłej służącej wynosiło siedem wiardunków czyli 1,75 grzywny. W ustawie zobowiązywano panów do należytego traktowania służby, zaś od służby wymagano uczciwej pracy do zachodu słońca. Służba zobowiązana była do unikania karczem i opuszczania gospodarstwa bez zezwolenia pana. Gdyby pracodawca samowolnie i bez powodu zerwał umowę, to musiałby zapłacić służącej lub służącemu za cały rok. Gdyby służący porzucił stanowisko pracy na jakiś czas, to musiałby odpracować cały rok i zapłacić 3 grzywny (marki) kary.

W roku 1433, 23 lata po klęsce Zakonu pod Grunwaldem i po wyczerpujących wojnach z Polską uchwalono nadzwyczajne podatki dla całych Prus krzyżackich. Z powodu katastrofalnego stanu skarbca państwowego, nałożono je na wszystkie grupy społeczne. Parobkom (Knechte) i innej czeladzi nakazano płacić po skojcu od każdej zarobionej grzywny. W roku 1455 podatek ten wynosił 4 fenigi, w roku 1497 - 2 skojce. Podatek kościelny (dziesięcina) wynosił wtedy 1 szeląg. W roku 1549 robotnicy najemni płacili 1 grosz podatku. W roku 1568 wysokość dziesięciny dla czeladzi ustalono na 2 szelągi. Wszystkie podatki były naliczane w stosunku do każdej zarobionej grzywny.

Już w tamtych czasach znano pojęcie „szewskiego poniedziałku”. W ustawie z 1503 roku zabroniono służbie opuszczać pracę w poniedziałki. Zdarzało się bowiem często, że czeladnicy szewscy, albo sami szewcy w poniedziałki, zamiast pracować, „dochodzili do siebie” po pijaństwie niedzielnym.

2. Rzemieślnicy –wytwórcy przedmiotów powszechnego użytku.
W majątku dominialnym, a taki znajdował się w Łukcie, byli utożsamiani z czeladzią.  Wraz z powiększaniem się naszej parafialnej wsi osiedlali się tutaj liczni rzemieślnicy, którzy wykonywali swoją pracę poza wspomnianym majątkiem. Od wykonywanego zajęcia przybierali później nazwiska: Matz Packmor (pack – paczka), Michel Radmacher (kołodziej, Rad – koło), Dominik Schneider (krawiec), Polnisch Schneider (Polski krawiec), Benedict Schuster (szewc), Michel Fleicher (rzeźnik), Hans Schmidt (kowal), Graegger Topper (garncarz). Już w XV wieku znajdowały się tutaj cztery gospody, dwa młyny zbożowe i jeden tartak (młyn tartaczny). Na potrzeby miejscowych i przyjezdnych pracował piekarz. Musiało być bardzo duże zapotrzebowanie na buty, bowiem pracowało tutaj aż siedmiu szewców. Cztery gospody były pełne gości – szczególnie w soboty i niedziele. Już w XVI wieku Łukta posiadała prawo do dwóch dużych dorocznych jarmarków, które odbywały się razem z odpustami. Małe targi odbywały się co tydzień. (Sąsiedni Morąg posiadał prawo do czterech dużych dorocznych jarmarków). Istniał tutaj także targ rybny. Ustawa z 1444 roku ograniczała możliwości handlowania tylko do dni targowych. W XVII wieku zbudowano we wsi folusz – budynek z napędzanymi nurtem wodnym maszynami do pilśniowania tkanin. W roku 1678 szewców było tylko dwóch; jeden z nich nazywał się Berendt, a drugi Hans Dick.

W ustawie z 1406 roku ustalono płace maksymalne dla rzemieślników pozostających na służbie w miejscowym majątku zakonnym, między innymi dla piekarzy i piwowarów. Każdy z nich miał otrzymywać trzy grzywny rocznego wynagrodzenia oraz trzy pary obuwia, tak jak każdy z parobków. Cieśla zatrudniony przy trudniejszych pracach otrzymywał dziesięć skojców na tydzień, a przy łatwiejszych pracach – jeden wiardunek.

Zgodnie z ustawą z 1433 roku rzemieślnicy wiejscy – kowale, rzeźnicy, piekarze i kołodzieje mieli wpłacać po 2 skojce podatku od każdej zarobionej grzywny.

Zgodnie z taryfą podatkową z 1455 roku każdy rzemieślnik sprzedający swoje wyroby musiał odprowadzać co sobotę od każdej zarobionej grzywny cztery fenigi. Taki sam podatek obowiązywał kramarzy.

W roku 1549 dwa stany – szlachta i miasta- zaproponowały, aby rzemieślnicy wiejscy siedzący na zagrodzie (kowale, krawcy, szewcy, winiarze, bednarze i inni) płacili po trzy grosze podatku od grzywny, a ci z nich, którzy posiadali ziemię, mieli wnosić podatek – trzy grosze od pustego i pięć groszy od obsadzonego (lub obsianego) łanu.

3. Zagrodnicy.

Wwóz i wywóz towarów z miasteczka Heiligenbeil (polska nazwa Święta Siekierka, obecnie Mamonowo)

Była to grupa wolnej ludności, zwana zagrodnikami lub ogrodnikami, która oprócz własnego domu posiadała niewielki obszar ziemi (ogród); najczęściej kilka mórg. Wynajmowano ich za opłatą do prac polowych oraz gospodarskich w domenie, w gospodarstwach wolnych Prusów, w gospodarstwach chłopskich, a po pojawieniu się większych majątków ziemskich, także w dobrach szlacheckich. W domenie byli oni folwarcznymi robotnikami za dniówkę i uzupełniali niedobór chłopów pańszczyźnianych, a w średnich i dużych dobrach prywatnych przyczyniali się do zagospodarowania całej posiadłości. Poprzez ustawy z lat 1427 i 1541 próbowano ich przywiązać do pracodawców poprzez zakaz porzucania właścicieli - zdarzało się, że wolni posiadający większe lub mniejsze majątki osadzali na nich pełnomocnika – tzw. dwornika, który z pomocą zagrodników tam gospodarował. W ustawie z 1441 roku zapewniono potomkom zagrodników dziedziczenie domu i ziemi (ogrodu) – stali się oni tzw. zagrodnikami dziedzicznymi. W roku 1494 ustalono im stawki płac; pracodawcy mogli się z nimi rozliczać pieniędzmi, a w przypadku młócki także zbożem. Musieli im także zapewniać wyżywienie. Zgodnie z ustawą podatkową z 1433 roku płacili 1 skojca od wypłacanej im grzywny - tak jak parobkowie. W ustawie z 1549 zaproponowano, aby zagrodnicy dziedziczni płacili po 3 grosze od grzywny, a ci, którzy posiadali ziemię – po 5 groszy od łanu. Ogrodnicy mieszkali między innymi w Dragolicach, Łęgutach (w roku 1557 było ich tam czterech) oraz w innych wsiach.

4. Bartnicy (pszczelarze)
Bartnikami byli ci, którzy zajmowali się hodowlą pszczół w barciach leśnych, jak też w pasiekach ogrodowych, przy czym wydajność w pasiekach ogrodowych była większa niż w barciach leśnych. Barcie leśne zakładano na grubych drzewach – sosnach, dębach, lipach i olchach. Wykorzystując dym z ognisk do okadzania pszczół bartnicy nierzadko wywoływali pożary, powodując duże straty w gospodarce leśnej.
60 barci tworzyło tzw. bór. Na ogół jeden bartnik opiekował się jednym takim borem, ale na terenach mniej miododajnych zadowalał się mniejszą ilością barci. Ich wyprawy do lasu w celu zbieraniu miodu lub wykonywania czynności pielęgnacyjnych mogły trwać za każdym razem po tygodniu czasu. Mieli też swojego starszego zwanego starostą bartnym. Tak było w okolicach Ględ, gdzie w pobliskich lasach osiedlił się około 1450 roku bartnik Wawrzyniec posiadający 11 starych i pięć nowych barci. Sprawował on na tamtym terenie funkcję starosty bartnego, a bartnicy z okolicy byli mu podporządkowani. Organizował on dostawy miodu na potrzeby Zakonu. W Koziej Górze (Ziegenberg) w roku 1440 trzech Prusów zajmowało się bartnictwem. W roku 1578 W Dragolicach mieszkał pszczelarz posiadający dwie włóki ziemi. W tym samym roku po jednym pszczelarzu liczyły Molza i Łęguty. W roku 1636 jeden pszczelarz zamieszkiwał w Dągu.  
Bardzo rzadko było to samodzielne zajęcie – zajmowali się nim wolni, chłopi oraz zagrodnicy zarówno w dobrach dominialnych (folwarkach) jak też w posiadłościach prywatnych. W państwie krzyżackim bartnicy mogli sprzedawać miód tylko urzędnikom zakonnym, a po sekularyzacji Zakonu książęcym. Miód był drogi - w różnych okresach za jedną beczkę (137,5 l) bartnicy otrzymywali od 2,5 do nawet sześciu grzywien, czy też marek pruskich. Używany był jako środek słodzący (znano wówczas miód pitny) oraz jako środek płatniczy. Za beczkę miodu można było kupić np. łan ziemi lub kilka mórg lasu. Bartnicy pozyskiwali także cenny wosk służący do wyrobu świec, tabliczek do pisania i pieczęci.

5. Myśliwi i rybacy
Swoją działalność podejmowali za zgodą władz zwierzchnich udzielaną w czasach krzyżackich przez administrację zamkową lub zarządców folwarków zakonnych, a w Prusach Książęcych przez urzędników starostwa. Urzędnikiem zamkowym odpowiadającym za łowiectwo był łowczy (Wildschutz), a tym, który nadzorował połowy ryb był rybicki (Fischmeister). Myślistwem zajmowali się najczęściej bartnicy, gdyż doglądając barci leśnych dużo czasu spędzali w lasach. Uprawnienia łowieckie w komornictwie Łukta otrzymywali wolni, sołtysi, karczmarze, chłopi z wsi czynszowych. Gdy zaczęli pojawiać się tutaj obszarnicy ziemscy i przemysłowcy, wszyscy oni dostawali uprawnienia łowieckie. Największy rozwój przeżywały te dziedziny gospodarki w czasach krzyżackich i w pierwszym okresie Księstwa Pruskiego. Myśliwi musieli przekazywać na rzecz Zakonu czwartą część upolowanej zwierzyny, a konkretnie łopatkę. Musieli dostarczać na zamek w Morągu albo do folwarku zakonnego w Łukcie skóry zwierząt, za które im płacono.
W początkach XV wieku za skórę tura otrzymywali 18 skojców, 12 skojców za skórę turzycy, sześć skojców za skórę dzikiego konia, 4,5 skojca za bobra, 3,5 za jelenia, 2,5 za kunę i 2 za wydrę.
Jeśli chodzi o prawa do połowu ryb,  to otrzymywały je te same te same grupy społeczne, jak w przypadku przywilejów łowieckich. Z aktu nadania ziemi czterem braciom pruskim w Grazymach dowiadujemy się, że otrzymali oni dziedziczne prawo łowienia ryb w jeziorze Isąg małą siecią, ale tylko na własne potrzeby. Zawodowi rybacy musieli dostarczać ryby na zamek lub do domeny. Za dostarczone tam ryby dostawali wynagrodzenie. Dokumenty rachunkowe z drugiej połowy piętnastego wieku podają, że za beczkę szczupaków płacono im od dziesięciu szelągów do dwóch grzywien. W szesnastym wieku ceny ryb wzrosły – za beczkę szczupaków płacono ponad dwie grzywny, a za kopę grzywnę.

6. Młynarze.
Stanowili oni nieliczną, ale ważną grupę społeczną ze względu na zapotrzebowanie na ich usługi. Obok sołtysów i karczmarzy należeli do najbardziej poważanych osób we wsi. Mianem młyna określano nie tylko młyny zbożowe, ale wszystkie kompleksy urządzeń napędzane energią płynącej wody lub siłą wiatru. Młynami były zatem młyny zbożowe, folusze, w których spilśniano sukna, kaszarnie, papiernie, kuźnie zwane też młotowniami, huty żelaza oraz tartaki. Wykonywano ten zawód tylko za zezwoleniem władz. Według Lothara Webera w XV wieku Łukta posiadała dwa młyny zbożowe i tartak. W XVII wieku powstał tutaj folusz. W Mostkowie istniał młyn już w 1402 roku. W roku 1540 w tej wsi mieszkał młynarz Casper Moller. Nazwisko przybrał od wykonywanego zawodu. W roku 1539 w Dragolicach mieszkał młynarz Bartel.
W tym samym roku w Łęgutach mieszkał młynarz posiadający 2,5 włóki ziemi. Z kronik wiadomo, że także w 1557 roku pracował tutaj młyn.
W roku 1573 wieś ta posiadała 2 młyny, a w spisie mieszkańców z 1580 roku mówi się o jednym młynarzu i jednym właścicielu tartaku. W roku 1591 Achatius Borck zbudował w Ramotach hutę i młotownię, a w roku 1619 jego syn Fabian postawił w tej wsi młyn. W roku 1609 niejaki Matz Muller otrzymał 4 włóki ziemi w miejscowości Młyn Isąg (Eissingmuhle) koło Pelnika i zobowiązał się zbudować tutaj młyn i tartak. Jak widać, najwięcej młynów zbożowych i tartacznych powstało na rzece Pasłęce (w Łęgutach, koło Pelnika i w Mostkowie).
Jeśli chodzi o status społeczny młynarzy, to zależał on od tego czy dany młynarz był właścicielem młyna, czy też był wynajmowany przez właściciela młyna do pracy. Młynarzy wynajmowanych przez właścicieli do pracy stawiano na równi z chłopami i zagrodnikami. Płacili oni niewysokie stawki podatków; zgodnie z ustawą z 1433 roku najemny młynarz płacił 3 skojce podatku od zarobionej grzywny, a zatrudniony w tartaku tracz 2 skojce. Młyny należące do właściciela prywatnego zwano młynami dziedzicznymi (Erbmuhle) lub czynszowymi (Zinsmuhle). Miały one na ogół po jednym kole. Zdarzało się, że młyn dziedziczny należał do wszystkich wolnych zamieszkujących daną wieś. Obowiązkiem młynarza była opłata czynszu i utrzymanie młyna w dobrym stanie. Do wojny trzynastoletniej (lata 1454 – 1466) płacili oni od 1,5 do 6 grzywien czynszu. Niekiedy zwalniani byli z pieniężnego podatku; musieli w zamian składać daninę w naturze: w postaci np. tłustej świni, pół kopy kur, kapłonów oraz w części zmielonego zboża. Musieli też wnosić dziesięcinę plebanowi – mógł to być korzec mąki lub niezmielony owies dla konia. Domagano się od nich również daniny w słodzie (do wytwarzania piwa). Otrzymywali zgodę na połów ryb we własnym stawie młyńskim, ale tylko na własne potrzeby. Na przełomie istnienia państwa krzyżackiego i Księstwa Pruskiego zaczęto nakładać na nich obowiązek szarwarku – do 14 dni. Właścicieli hut oraz młotowni nazywano hamernikami (od niemieckiego „Hammer” – młot). Płacili oni wysoki podatek zależący od wielkości przerobu – mogło to być kilkadziesiąt grzywien rocznie.

7. Karczmarze
Prowadzili oni wyszynk napoi alkoholowych do wypicia na miejscu – w  karczmie lub gospodzie. Musieli na to dostać zgodę władz zwierzchnich. Było ich więcej niż młynarzy – w większości wsi komornictwa Łukta znajdowały się karczmy, a w samej Łukcie było ich cztery. W roku 1540 zawodem karczmarza w Mostkowie trudził się niejaki Brosien.
W dokumentach z wizytacji kościelnych mających miejsce w latach 1539 i 1578 mówi się o karczmarzach mieszkających w Łegutach. W roku 1600 znajdowała się karczma w Dragolicach. Karczmarze byli zobowiązani do wykonywania lekkich prac pańszczyźnianych. Ci z Łukty musieli wozić listy do Olsztynka i Olsztyna. W roku 1583, po złożeniu przez nich skargi na obowiązek pańszczyzny, zwolniono ich z tego obowiązku i zrównano z chłopami czynszowymi. Musieli od tego czasu płacić wyższy czynsz (podatek). Posiadali też własną ziemię. Każdy z nich płacił czynsz za karczmę i za łany uprawianej ziemi w wysokości kilku (2-3) grzywien rocznie. Ponadto karczmarze płacili od każdej wytoczonej przez siebie beczki tzw. „czopowe”, w roku 1540 było to 10 fenigów od beczki. Większość karczem powstawała we wsiach czynszowych.

8. Chłopi czynszowi
Jak wspomniałem w 11 numerze naszego pisma, w roku 1448 w bardzo dużym komornictwie Łukta czynszu nie musieli płacić jedynie właściciele dóbr lennych, do których należały: Biesal, Dąg, Dragolice, Młyn Isąg, Ględy, Grazymy, Ramoty, Wynki i Worliny. Wsie czynszowe przynosiły Zakonowi dużo większe wpływy do skarbca niż dobra wolnych, gdyż chłopi czynszowi płacili podatek od uprawianej ziemi. Do wojny trzynastoletniej (1454 – 1466) wynosił on około pół grzywny od łanu. Później jego wysokość zawierała się między 0,5 do 2 grzywien. Od połowy XVI wieku większy czynsz płacili chłopi zwolnieni z szarwarku. Czynsz wpłacano 2 lutego na Matki Boskiej Gromnicznej i 11 listopada – na św. Marcina. Wnoszono też daniny w naturze: zamiast 12 groszy mógł to być korzec owsa; mogły to być także kury, gęsi i kapłony, których wartość przeliczano na pieniądze. Chłopi czynszowi płacili także podatek kościelny – dziesięcinę. Dodatkowo obciążano ich podatkiem za tzw. pustki, czyli ziemię nieuprawianą.

9. Sołtysi
Byli oni przewodniczącymi swoich wiejskich społeczności, w szczególności we wsiach czynszowych. Dbali o to, by nakazy i rozporządzenia panujących były przez podległą im społeczność wypełniane. Przewodniczyli sądowi wiejskiemu, ściągali należności podatkowe, towarzyszyli kolumnom przewożącym zboże na adres wysyłki, sprawowali kontrolę nad wykonywaniem pracy pańszczyźnianej itd. Reprezentowali mieszkańców wsi wobec władzy zwierzchniej. Taki przypadek zdarzył się na przykład we wsi Kozia Góra (Ziegenberg) w roku 1543. Wieś licząca osiem zagród należała wówczas do rodziny szlacheckiej von der Baltz. Na 21 włókach gospodarowali chłopi: Schultze, Simon, Casper, Stenzel, Mysing i Janecke. Każdy z nich płacił podatek kościelny w wysokości 15 szylingów oprócz pastucha, który był obciążony dziesięciną w wysokości tylko czterech szylingów. Rodzina von der Baltz popadła w długi i zastawiła wieś na rzecz Hansa Sperlinga. Nowy właściciel domagał się od chłopów wielokrotnie zwiększonych prac pańszczyźnianych. U poprzednich właścicieli musieli tylko dwa dni kosić kosą, jeden dzień wywozić gnój i z każdej włóki płacić po dwie marki czynszu. Sperling zatrudniał ich bez wynagrodzenia do wszystkich możliwych prac przy zbiorach, kopaniu ziemi, wywozie drewna z lasu, łamaniu lnu i wycince drzew, a także do prac budowlanych, nie uwzględniając protestów chłopów oraz sołtysa. W imieniu mieszkańców wsi sołtys napisał list ze skargą do księcia Alberta, który w odpowiedzi nakazał Hansowi Sperlingowi nie umniejszać przywilejów sołtysa i nie wykorzystywać poddanych ponad miarę. Gdy w 1567 roku skończył się termin zastawu, Fabian von der Baltz objął 12 włók jako swój folwark, a na 9 pozostałych włókach gospodarowali poddani mu chłopi wraz z sołtysem.

10. Wolni
Stanowili oni grupę właścicieli majątków ziemskich, którzy posiadali wolność osobistą i nie byli obciążeni innym czynszem niż dziesięcina oraz nadmiernymi chłopskimi robociznami. Ich początkową sytuację w komornictwie Łukta można wyjaśnić na podstawie przywileju lokacyjnego Grazym z 1352 roku (patrz numer gazety 4/2016). Z dokumentu tego wynika, że czterej bracia pruscy Jacop, Peter, Grasim i Clanken otrzymują „11 włók ziemi na dziesięcinę i rolnicze użytkowanie zwolnione (z obciążeń) i wolne, na dziedziczne i wieczne posiadanie zgodnie z opisanymi granicami.” W przywileju znajduje się też drugi fragment opisujący obciążenia nakładane na wolnych: „Stwierdzamy niniejszym, że tak długo, jak pozostaną oni pod rozkazami naszymi lub naszych braci (zakonnych), muszą oni i ich potomkowie służyć nam końmi i zbroją, jako że w krainie pruskiej czymś zwyczajnym dla służb konnych i lądowych oddziałów obronnych jest nowe domy budować, stare ulepszać lub burzyć.”
Grupa społeczna wolnych narodziła się z powodu zapotrzebowania Zakonu na służbę wojskową – młode państwo krzyżackie chciało sobie zapewnić obronę granic. Wyróżniano przy tym małych wolnych (kleine Freie) i dużych wolnych (grosse Freie). Do tych drugich należeli rycerze i szlachta. Rozdział między dwiema grupami miał miejsce w połowie XV wieku. To wyjaśnia, dlaczego w roku 1442 Grazymy zostały zdegradowane do wsi czynszowej – czterej bracia z Grazym posiadali zbyt małe majątki, aby się gospodarczo rozwinąć. Podobnie było z wieloma innymi pruskimi wsiami wolnymi w komornictwie Łukta.
W zakres służby wojskowej wchodziło wystawienie dobrze wyćwiczonego konia o wartości minimum 10 grzywien, pełnego uzbrojenia i pancerza, który stanowiła kolczuga z szorcą chroniącą brzuch i biodra. Pełnić służbę mógł właściciel dóbr lub zastępujący go silny mężczyzna. Jeśli chodzi o fragment przywileju lokacyjnego mówiący o budowie nowych domów, to dotyczy on budowy i naprawy zamków oraz innych obiektów obronnych. O ile przy małych nadaniach ziemi pełna służba wojskowa z koniem nie zawsze obowiązywała, to przymus budowy i naprawy fortyfikacji dotyczył wszystkich wolnych – małych i dużych.

11. Szlachta
Była to nieliczna grupa społeczna, która osiedliła się w

Płyta epitafijna Achatiusa Borcka. Zbroja rycerska
ma świadczyć
o szlacheckim pochodzeniu zmarłego.

komornictwie Łukta stosunkowo późno. W roku 1448 Goergen von der Baltz otrzymał wraz z przepisem na siebie 21 włók w Koziej Górze. Rodzina von der Baltz wywodziła swoje nazwisko od miejscowości Balzen (obecnie Bałcyny) położonej na południowy zachód Ostródy lub od nazwy przepływającej przez nią rzeczki Baltz.  Wieś Balzen została założona w 1340 roku, gdy Prus Jodute otrzymał tutaj 20 włók i 20 mórg ziemi. Było to duże, iście szlacheckie nadanie. Możliwe zatem, że ród szlachecki von der Baltz wywodził się od owego Prusa. Potomek Goergena, Fabian von der Baltz wszedł w posiadanie 12 włók w opuszczonej wsi Sobno poprzez zamianę z księciem Albrechtem. Stało się to w roku 1564. W roku 1567 w rękach Fabiana pozostało tylko 12 z 21 włók w Koziej Górze.
W roku 1600 tenże Fabian utracił Sobno na rzecz Samsona Pfaffa.
Z kolei włóki w Kozie Górze zostały w roku 1609 w częściach wyprzedane przez niego rodzinie Borck. Prawdopodobnie  Fabian von der Baltz popadł w duże długi.
Jedynym wielkim obszarnikiem na terenie komornictwa Łukta, od 1526 roku podlegającym pod urząd w Morągu, był w tamtych czasach Anthonius Borck, starosta (Amtshauptmann) Branderburga (Pokarmin) pochodzący z Pomorza. Zgodnie z aktami własności w urzędzie morąskim łączny obszar jego posiadłości w roku 1554 wynosił 122 włóki. Na dobra te składały się 44 włóki w Łęgutach wraz z tamtejszym młynem, 40 włók w Dragolicach, 20 włók w Łobkajnach, 11 włók w Grazymach i 7 włók w opuszczonej miejscowości Wittken. Gdy w roku 1573 osiedlił się na stałe w Ramotach, objął w posiadanie następne 6 włók i 20 mórg w Łęgutach, 11 włók w Wittken, 20 włók w Ramotach, 12 włók w Koziej Górze, 14 włók i młyn w Gehlfeld, i 4 włóki w Lehmannsgut. Łącznie posiadał zatem w komornictwie i parafii około 190 włók ziemi i 2 młyny ze wszystkimi prawami, łącznie z sądem ulicznym w obrębie swoich dóbr. Jak zdobył fortunę na zakup tak dużego majątku? Od roku 1550 sprawował on urząd starosty Pokarmina (niemiecka nazwa Brandenburg, obecnie Uszakow, nad ujściem rzeki Świeżej, obwód Kaliningradzki). Urząd starosty umożliwiał ściąganie podatków, z których tylko część była odprowadzana do książęcego skarbca. Przedstawiciele rodzin szlacheckich zajmujący  tak lukratywne stanowiska z pokolenia na pokolenie stawali się możnowładcami.
Rodzina Borcków miała znakomite koligacje. Gdy w roku 1575 Anthonius Borck umarł, wyznaczono opiekunów sądowych jego żony i dzieci. Opiekunami sądowymi żony, z domu Justyny von Czemen (Zehmen) zostali: wojewoda pomorski Achatius Czemen (Achacy Czema), Hans Jacob Erbtruchsess – pan Waldburga (obecnie miejscowość Kowalik), Achatius Burggraf, pan zu Dohna i Wenzel Schake von Stangenberg (miejscowość Stążki). Na opiekunów sądowych jego synów wyznaczono wojewodę malborskiego Fabiana Czemena (starszego), starostę sztumskiego Fabiana Czemena (młodszego) i Andreasa Borcka. Opiekunami sądowymi jego córek zostali starosta Pasłęka Christoph Czemen, Hans Proigke z Regitten (obecnie Rogity), a także Steffan i Hans Albrecht Borckowie.
Jeśli chodzi o Hansa Albrechta, syna Anthoniusa Borcka, to dziedziczny posiadacz z Iławy Wolf von Kreytzen wydał za niego swoją córkę Annę, zapisując jej w posagu potwierdzonym dokumentem ślubnym 15 000 marek, liczne złote i srebrne przedmioty, futra itd. Ten sam Wolf von Kreytzen, starosta ostródzki (1547 – 1575) i miłakowski
8 stycznia 1547 roku kupił starostwo iławskie za 19000 marek. W roku 1576 starostą ostródzkim był Hans Albrecht von Borck.  
Majątek Anthoniusa Borcka po jego śmierci w 1575 roku stał się  własnością jego syna Achatiusa urodzonego w roku 1556. Achatius Borck rządził na swoich włościach twardą ręką. Wsławił się kilkoma ważnymi przedsięwzięciami – w roku 1591 zbudował w Ramotach wspomnianą już hutę żelaza, objął patronat nad kościołem w Łukcie, a na kilka lat przed swoją śmiercią w sile wieku w roku 1601 podjął decyzję wspólnie z naczelnikiem powiatu morąskiego Achatiusem von Dohna o budowie filialnego  kościoła parafialnego w Łegutach i o utworzeniu tamże nowej parafii. O jego zasługach dla kościoła łukciańskiego przypomina epitafium z 1604 roku umieszczone pod chórem i przedstawiające tego patrona świątyni wraz z małżonką.  Rycerska zbroja na płycie epitafijnej ma podkreślać jego szlacheckie pochodzenie.
Jego następcą został Fabian Borck, starosta i wójt w Fischhausen (obecnie Primorsk w obwodzie Kaliningradzkim, polska nazwa Rybaki), który objął w posiadanie po zmarłym Achatusie w różnych wsiach łącznie 204 włóki. Jednakże w roku 1619 Łęguty wciąż należały do wdowy po Achatiusie Borcku. W tym samym 1619 roku Fabian wybudował młyn w Ramotach. Około roku 1630 uzyskał tytuł nadmarszałka i w związku z tym kazał siebie tytułować „von Borck”.
Ród Borcków bardzo dobrze zasłużył się dla kościoła ewangelickiego w Łęgutach. Jego pierwszymi patronami byli kolejno Achatius i Fabian, a później zmarły w 1701 roku Jan Dietrich von Borck, którego płyta epitafijna znajduje się w tamtejszym kościele. Pozłacaną patenę komunijną ufundowała kościołowi Dorota von Borck, a mosiężną misę chrzcielną Eufrozyna von Borck. Miało to miejsce w 1685 roku.

12. Inne grupy społeczne
Spis mieszkańców wsi z okazji wizytacji kościoła łukciańskiego w 1578 roku ujawnił, że w niemal każdej wsi mieszkali pasterze; mowa jest o jednym pasterzu w Dragolicach, jednym w Łęgutach i jednym w Molzie. Wypasali oni bydło gospodarzy na łąkach i leśnych polanach. Zgodnie z ustawą podatkową z 1433 roku płacili oni po dwa skojce podatku od każdej zarobionej grzywny.
Od końca XIV w państwie krzyżackim funkcjonował dobrze rozwinięty przemysł drzewny. Przemysł tartaczny (Budenwerk) zapewniał drewno budowlane; wykorzystywano w nim głównie dąb, buk, jesion, lipę, jesion, rzadziej sosnę i świerk. Wytwarzano też produkty pochodne: terpentynę, oleje drzewne (smołę i dziegieć), węgiel drzewny, popiół i potaż. Jedną z najstarszych przerobu drewna było smolarstwo. W roku 1587 smolarze mieszkali Molzie, a w 1595 w Ramotach. Wieś Dąg miała odrębną część zwaną Dąg Smolarnia. W roku 1720 majstrem smolarni w tej drugiej części był Greger Plicht, od którego nazwiska wzięła nazwę wieś Plichta. Znajdowały się w niej aż cztery smolarnie. W roku 1600 w Pelniku mieszkał palacz wytwarzający węgiel drzewny wykorzystywany w hutnictwie metali i szkła, w kowalstwie oraz w gospodarstwie domowym. Najbardziej wartościowy węgiel wytwarzano z dębów, buków i brzóz. Jeszcze jedną ważną dziedziną było potażnictwo i popielnictwo. Produkowany z wypalonego popiołu potaż służył do wyrobu mydła, szkła, farb, do wyrobu farb i falowania wełny; wykorzystywany był w garncarstwie. Na początku XVIII wieku czynsze od potażników stanowiły połowę dochodów z wszystkich lasów państwowych na terenie Prus.

15. Strzałkowo (niemiecka nazwa Hinzbruch). Radzieccy spadochroniarze w lasach taborskich. do góry

Według Ernsta Hartmanna wieś została założona w 1785 roku jako nowa szlecka siedziba właścicieli majątku Dragolice (wówczas Draglitz). W roku 1861 zajmowała obszar 170 morgów i liczyła 64 mieszkańców, w roku 1895 94 mieszkańców gospodarowało na obszarze 55,2 ha. W roku 1925 jej obszar się nie zmienił, a liczba mieszkańców zmniejszyła się do 64. W latach 1928 – 1934 sołtysem był tutaj Otto Patzkowski, rolnik. W roku 1939 17 zagród należących do 14 właścicieli zamieszkiwało 70 osób, z których 52 znalazło zajęcie w gospodarce rolnej i leśnej, a pozostali, za wyjątkiem dzieci i młodzieży szkolnej, pracowali w przemyśle, rzemiośle, handlu i transporcie. Właścicielami poszczególnych zabudowań uwidocznionych na planie wsi byli wówczas następujący rolnicy: 1. Reddig Otto, 2 i 2’. Scheikowski Oskar, 3. Steckel Friedrich, 4. Graf Walter, 5 i 5’. Schibrowski Adolf, 6 i 6’. Glomp Wilhelm, 7.Neubert Franz, 8. Panke Otto, 9. Rosteck Emil, 10. Schibrowski Gustav, 11.Rosteck Paul, 12. Gehrmann August, 13. Schroeter Adolf, 14.Scherz Gustav. We wsi znajdował się tartak. Dzieci mieszkające w tej wsi do początków 1945 roku uczęszczały do szkoły w Molzie, gdzie trafiały pod opiekę dyrektora Hansa Sakowskiego oraz nauczycieli Ehmera, Schusdziarry i Borowskiego. Dojście i powrót ze szkoły zajmowały dzieciakom po godzinie czasu.

Mieszkańcy spokojnej przyleśnej osady nie byli przez nikogo niepokojeni aż do lata 1944 roku, gdy w obejściu rodziny Reddigów pojawili się dwukrotnie spadochroniarze radzieccy. O wydarzeniach tych wspomina żołnierz Wehrmahtu W. Reddig na łamach gazety Osteroder Zeitung, 6/1957 r.:
„2 sierpnia 1944 roku w czasie przewożenia meldunku w Polsce zostałem postrzelony przez partyzantów w udo. Druga kula przeszła przez płuca. 31 sierpnia wyjechałem z lazaretu Feldkirch w Tyrolu na urlop zdrowotny do ojczystej ziemi. W Ostródzie przenocowałem u ciotki na Kaiserstrasse (obecnie Czarnieckiego). A ponieważ w ostatnim roku wojny połączenia autobusowe w kierunku Łukty zostały zawieszone, to przyszło mi pielgrzymować następnego ranka o kiju. Miałem szczęście - w Fiugajnach podjął mnie z drogi kapitan żandarmerii polowej i aż do szosy, która prowadzi do Plichty, jechaliśmy razem. Stamtąd do Strzałkowa było już niezbyt daleko. Radość w domu była ogromna. Moi wszyscy bracia byli na wojnie, dlatego matka i szwagierka razem z jedynym robotnikiem ze wschodu (OSTARBEITER - ciekawy gatunek człowieka) musiały podołać wszystkim robotom. Pomagałem, jak dalece pomagały mi moje siły.

Właściciel tartaku

Około 12 września przy cudownej pogodzie młóciliśmy zboże. Wieczorem siedzieliśmy zmęczeni w izbie. Robotnik ze wschodu miał jeszcze coś do zrobienia w stajni. Około 20 wyszedłem na dwór. Gdy spojrzałem za dom, ujrzałem na drodze pięciu Rosjan trzymających w rękach uniesione pistolety maszynowe; po chwili wchodzili na podwórze. Miałem tylko jedną myśl: wiać jak najszybciej do wsi, aby zawołać na pomoc żołnierzy z Łukty. Nasze zabudowania leżały przy drodze na Markuszewo około 100 m od lasu i 500 m od wsi Strzałkowo, oddalone i zasłonięte wzniesieniem. Biegłem szybko obok chlewa, między stajnią i stodołą na podwórze, a potem na drogę polną do wsi. Ale całe zabudowanie było otoczone przez Rosjan. Jeden z nich wyskoczył na drogę tuż przede mną i mnie zatrzymał. Musiałem wrócić z nim na podwórze.

W grupie znajdował się jeden Czech, który dobrze mówił po niemiecku oraz jeden rosyjski komisarz. Ten obejrzał cały dom i pytał o broń. Zainteresował go telefon, ale ten już wcześniej został rozebrany, a także obrazy z Hitlerem. Na swój sposób próbował uspokoić moją matkę. Wszyscy byliśmy strasznie zdenerwowani, tym bardziej, że przed sześcioma tygodniami zostałem raniony przez partyzantów; jestem na urlopie, a tu znowu partyzanci w obejściu. Czech pytał mnie o ostatnie doniesienia dotyczące Wehrmachtu, żądał gazet i dowiadywał się o lotnisko, które, właśnie zbudowane pod Łuktą, leżało zaledwie 5 km od nas. To były jak dotąd jedyne polecenia grupy. O mnie zaś chcieli wiedzieć, skąd przyszedłem i co tutaj robię. Gdybym się nie okazał być synem tego domu, mogliby mnie gładko położyć trupem. Potem zażądali wiadra na wodę, siekiery, masła, słoniny, mąki i zapłacili za to 70 marek. Zachowywali się zresztą przyzwoicie i z pewnością nie byli głupcami. Robotnika ze wschodu, który się ukrył, chcieli zabrać ze sobą, ale komisarz kazał go szybko wypuścić. W końcu zabronili mi opuszczać nocą zabudowania i odeszli. Tej nocy widziałem ich jeszcze raz w pobliżu domu. Nic innego oprócz kupionych rzeczy nie wzięli. Z ich zachowania można było wywnioskować, że w ciągu dnia obserwowali dom. Działo się tak, jak mogliśmy stwierdzić, także w następnych dniach.

Tartak

13 września poszedłem do naszej wsi; nie opowiadałem tam jednakże o naszych przeżyciach, ale pożyczyłem rower i pojechałem na lotnisko do Łukty. Komendant skierował mnie do żandarmerii polowej w Plichcie, gdzie stacjonowała pochodząca z Tylży jednostka przeznaczona do zwalczania partyzantki. Pojechałem do Plichty. W kancelarii jednostki znajdującej się w gospodzie Matzmora przedstawiłem dokładnie całą sytuację. Cała jednostka uczestniczyła właśnie w akcji przeciwko partyzantom między Kątnem i Jabłonkami. Zostali tam zatrzymani dwaj partyzanci - jeden niemiecki podoficer i jeden starszy szeregowiec, obaj pozostający w służbie (wojskowej) u Rosjan. Zeskoczyli oni na spadochronach wyposażeni w urządzenia nadawcze. Jeszcze raz musiałem podać wszystko do protokołu wiejskiemu policjantowi w Łukcie. Zabrano nam także owe 70 marek, aby stwierdzić, czy są prawdziwe, a wieczorem przysłano grupę do pilnowania Strzałkowa. 15 września udałem się do szpitala. Opowiedziałem lekarzowi sztabowemu o swoich przeżyciach i poprosiłem o dodatkowy urlop, gdyż w tym czasie kopaliśmy kartofle i młóciliśmy żyto. Lekarz wyraził zgodę na okres od 22 września do 7 października.

Robotnik ze wschodu pomagał gorliwie w pracy u nas i u innych gospodarzy. Wieczorami biedny Iwan bardzo się bał i nigdy sam nie wychodził na dwór. 26. X przyszedł wyjątkowo późno do domu, przeskoczył przez płot i nie odzywał się. Dopiero później powiedział, że widział Rosjan, gdy wracał ze wsi. Po chwili do kuchni weszła moja szwagierka, bardzo zdenerwowana: - Znowu tu są - rzekła.

Chciałem wybiec na dwór, ale drogę zastąpili mi dwaj z pistoletami maszynowymi. Jeden pozostał na schodach, a drugi wszedł do izby. Byliśmy otoczeni, na drodze do wsi stały czujki, ucieczka była niemożliwa. Znowu pytał mnie o gazety i chciał wiedzieć, co się dzieje na lotnisku. Doskonale wiedział, że 15 września byłem zabrany na stację kolejową. Chciał wiedzieć, dlaczego jestem z powrotem (w domu). Powiedział też, że jego grupa wykonała zadanie i udaje się gdzieś dalej. On sam - jak twierdził - nie zastrzelił jeszcze żadnego mieszkańca Prus Wschodnich. Na dowód pokazał mi pistolet z pełnym bębenkiem. Na Boże Narodzenie - jak mówił dalej - Prusy Wschodnie będą już pod władzą Rosjan. Po ich wejściu cała grupa (partyzantów) będzie mogła tutaj świętować zwycięstwo. Poradził mi, żebym pozostał w domu. Odpowiedziałem, że skoro my, pięciu braci jesteśmy na froncie, to byłoby to rozumiane jako zdrada ojczyzny. Wykazał zrozumienie. Dostał jeszcze masła i tłuszczu. Obaj odeszli i już więcej nie wrócili.

Rodzina Reddigów z 1918 roku

Gdy o tych zajściach dowiedziano się we władzach powiatu, pewnego dnia pojawił się u nas kapitan żandarmerii, starosta i inni panowie z władz. Kapitan dawał mi rozmaite rady - powinienem mieć się na baczności i pod żadnym pozorem nie wychodzić do lasu. Za rzeczy, które musieliśmy dać partyzantom, dostaliśmy rekompensatę z urzędu ziemskiego w Ostródzie. Musiałem tam jeszcze raz opowiedzieć o wszystkim. Cała ta sprawa narobiła dużo szumu. Policja i garnizon w Ostródzie jeszcze raz przeszukiwały lasy, ale bez rezultatu.

Dodatkowo dowiedziałem się, że później dwaj Rosjanie zostali zastrzeleni przez patrol na łące Thomasa w Molzie. Na drodze koło Zakątka znaleziono zwłoki niemieckiego żołnierza przykryte liśćmi. Pod Jabłonkami zginęła pewna kobieta. Posterunki w Strzałkowie znowu zaczęły działać, ale niczego nie zauważyły.

7 października pojechałem z powrotem do lazaretu w Feldkirch. Trzeciego urlopu już nie dostałem, a ponieważ stan mojej rany pogorszył się, wysłano mnie do Austrii. Nie przeczuwałem wtedy, że widzę moje ojczyste strony po raz ostatni.

W. Reddig, „Osteroder Zeitung“, 6/1957, s. 33.”

Wspomnienie o partyzantach zamieścił także w tej samej gazecie leśniczy z leśniczówki Baerenwinkel (Niedźwiady), Willibald Thorun.

„Latem 1944 roku z różnych oznak zorientowaliśmy się, że w okręgu służbowym znajdują się i krążą wokół rosyjscy partyzanci. Zniszczony spadochron wisiał na buku w lesie koło wsi Plichta, w sierpniu zaginęła bez śladu kobieta przy leśniczówce Zakątek, gdy w jasne południe jechała z Łukty do Ostródy przez Tabórz, na początku okresu rykowiska jeleni, w pierwszych dniach września został zastrzelony i zaraz znaleziony leśniczy Heinrici z Alt Christburg, w tymże czasie 10-12 Rosjan pojawiło się w leśnej wsi Strzałkowo (dawniej Hinzbruch). Zachowywali się przyzwoicie, zażądali jedzenia i zapłacili za wszystko. Mieszkańcy małej wsi, którzy nie mieli żadnej broni i byli bardzo wystraszeni, dali, czego zażądano.

Trochę później jeden z naszych cielaków wrócił z drucianą pętlą na szyi. Drwal Fritz Waziuski z Plichty opowiadał, że idąc obok pastwiska widział, jak kilku mężczyzn próbowało cielaka spętać i uprowadzić. Nie powiodło im się to, bo cielę było jednoroczne, dobrze odżywione i nie dało się odciągnąć od stada. Ostatecznie wypuścili go, być może dlatego, że zobaczyli człowieka. Tego samego próbowano kilka dni później nad jeziorem Szeląg. Opowiadała, że słyszała, jak partyzanci mówili, że chcą jedną sztukę bydła zabrać ze sobą. Wówczas powiedziała im, że wywoła to wielką sensację i policja zacznie ich szukać. Na to mężczyźni zabrali swoje rzeczy i poszli precz.

W listopadzie policja zorganizowała wielkie poszukiwania - przede wszystkim zaginionej kobiety. Znaleziono zwłoki jednego żołnierza z Hamburga, który jechał stamtąd na urlop przez Ostródę. Jego tamtejsi krewni nic o tym nie wiedzieli. Musiał polec w drodze do Dąga. Jego zwłoki znaleziono około 100 m od szosy, 2 km na południe od Taborza w sosnowym rezerwacie. Sprawa wyszła na jaw, gdy z Hamburga nadeszło zapytanie do jego żony, dlaczego jej mąż nie wraca po urlopie, który się już skończył.

Partyzanci omijali leśniczówki, bowiem wiedzieli, że pracownicy posiadają broń, jednakże często byliśmy w strachu. Znajdowałem wiele miejsc obserwacyjnych dobrze zamaskowanych przez sosnowe zasadzenia. Trwało tak do zimy, gdy w grudniu znaleziono nowe ślady i zarządzono wielkie nagonki, które trwały przez trzy dni na obszarze aż do Grazym. W potyczce zginął tam jeden partyzant oraz jeden policjant z miejscowości Duisburg-Hamborn.„

Osteroder Zeitung nr 57.

O żandarmach z Tylży stacjonujących od lata 1944 roku w Plichcie opowiedziała mi mieszkanka Hamburga Chrstel Doehring, z domu Faust urodzona w Plichcie 23 grudnia 1932 roku. Przyjechała ona do swoich krewnych i znajomych w Molzie i Plichcie w czerwcu 2007 roku. Według niej we wsi stacjonowało ponad stu żandarmów; po dwóch w poszczególnych gospodarstwach, najwięcej jednak w gospodzie Ratzmora. Gdy nie uczestniczyli w akcji, to całymi dniami ćwiczyli w lesie. W niedzielę wyruszali do lasu z orkiestrą. Towarzyszyły im wówczas dzieci z pobliskich wsi zaaferowane tym widowiskiem. Gdy zbliżał się front, opuścili wioskę w pośpiechu podpalając te budynki, w których przechowywali dokumenty. Chcieli zniszczyć ślady po swoim pobycie.

Wywiadowcy radzieccy operujący na terenie kompleksów leśnych w pobliżu Ostródy i Łukty obserwowali transporty wojsk niemieckich na szosach i liniach kolejowych. Dużo uwagi poświęcili lotnisku w Łukcie, z którego startowały lekkie samoloty zwiadowcze mające rozpoznać przygotowania Armii Czerwonej do natarcia na Prusy Wschodnie i do marszu na Berlin. Interesowały ich także fortyfikacje obronne przy drogach i liniach kolejowych. Swoje spostrzeżenia przekazywali drogą radiową do Moskwy. Po każdym takim przekazie musieli natychmiast zmieniać miejsce pobytu, gdyż Niemcy również prowadzili ciągły nasłuch. Czytelnikom pragnącym poznać ekstremalnie trudne warunki działania partyzantów, w tym przypadku niedaleko kwatery Hitlera, polecam książkę Napoleona Rydzewskiego „Spadochrony na drzewach” (rosyjski tytuł: „Paraszuty na dierewach”), przekład Grzegorza Łatuszyńskiego, Książka i Wiedza, 1976 r. W Internecie można znaleźć obszerne omówienie tej pozycji po wprowadzeniu hasła: Niemiecka linia obrony „Ilmenhorst”.

Obrona Prus Wschodnich była dla przywódców Niemiec celem strategicznym, gdyż stąd właśnie ich wojska miały uderzać na prawe skrzydło frontu armii radzieckich nacierających na kierunku berlińskim. W roku 1944 gwałtownie rozbudowywano tutaj fortyfikacje obronne, szczególnie w rejonie Królewca, który został ogłoszony twierdzą (Festung Koenigsberg). Według Napoleona Rydzewskiego Prus Wschodnich broniło około 580 tysięcy żołnierzy, 8200 dział, 700 czołgów i 500 samolotów. Siły te były wspomagane przez milion uzbrojonych członków Volksturmu, do którego wcielano mężczyzn w wieku do 60 lat. Przy kopaniu rowów obronnych pracowała fanatyczna młodzież z formacji Hitlerjugend. Wszyscy mieszkańcy Prus Wschodnich byli zobowiązani do obrony swojego landu. Armia Czerwona zdołała jednak przełamać ten opór. Pierścień okrążenia wokół Królewca został zamknięty 25 stycznia 1945 roku. Miasto - twierdza zostało zdobyte dopiero 9 kwietnia 1945 roku, a więc tylko na miesiąc przed kapitulacją III Rzeszy. Na jego ruinach powstał dzisiejszy Kaliningrad. Na teren naszej obecnej gminy oddziały radzieckie dotarły 21 stycznia 1945 roku. Tego dnia w Worlinach zostały zniszczone 3 domy i szkoła. Do wyjaśnienia pozostaje pochodzenie nazwy „Strzałkowo” nadanej po wojnie leśnej osadzie Hinzbruch. Przypomnieć należy, że leśnicy, którzy przybyli w 1945 roku na teren lasów taborskich, pochodzili głównie z województwa Poznańskiego (obecnie woj. Wielkopolskie). Nadawali oni leśniczówkom i osadom nazwy wywodzące się z tamtych terenów. Na terenie powiatu sierpeckiego znajduje się miejscowość Strzałkowo. Przypuszczam więc, że obecnie obowiązującą nazwę wsi zaproponował nadleśniczy z Taborza, Antoni Szulczyński.

Zdjęcia źródło: http://mitglieder.ostpreussen.de/osterode/index.php?id=619

16. Florczaki. Historia wsi na tle przemian administracyjnych i religijnych w państwie krzyżackim, Prusach Książęcych oraz na Warmii i Mazurach.

W roku 1344 komtur Elbląga i jednocześnie Wielki Szpitalnik Zakonu Krzyżackiego Siegfried von Sitten nadał wsi Eckersdorf (Florczaki) 64 włóki ziemi na prawie chełmińskim, z których 4 zostały przydzielone parafii, a 6 wójtowi. Pozostałe 54 włóki zostały zwolnione z podatku na okres 14 lat. Po upływie tego okresu chłopi od każdej włóki mieli płacić po 3 wiardunki i oddawać 4 kury w formie czynszu (podatku) rocznie ( 4 wiardunki stanowiły równowartość 1 grzywny lub marki pruskiej). W roku 1403 nadania ziemi zostały odnowione.

W roku 1448 w krzyżackiej księdze czynszów odnotowano we wsi Echardisdorf (Wieś Echardisa – taka była jej pierwotna nazwa. Zapewne ów Echardis był pierwszym zasadźcą Florczak.) 54 włóki ziemi, z których każda była obciążona czynszem w wysokości pół marki oraz czterema kurami. Karczmarz uiszczał 2 marki czynszu rocznie. Zamiast kur wieś oddawała 3 marki i 14 skojców. W skali całej wsi, włączając sołtysa i karczmarza, czynsz wynosił 32,5 marki i 6 szylingów. Czynsz w wysokości 0,5 marki od łanu obowiązywał do wojny trzynastoletniej (1454 – 1466).

W roku 1523 ostatni Wieki Mistrz Zakonu Krzyżackiego Albrecht von Hohenzolern spotkał się w Wittenberdze z Marcinem Lutrem, który przekonał go do porzucenia „niedorzecznej i opacznej reguły zakonnej”. Książę Albrecht uległ namowom, ożenił się i w 1525 roku utworzył świeckie księstwo ze stolicą w Królewcu. Urzędowo na terenie całego Księstwa Pruskiego noszącego nazwę Prus Książęcych narzucono Reformację 10 grudnia tegoż roku. W roku 1526 komturie zostały przekształcone w starostwa; pozycję komtura zajął starosta książęcy, a komornictwa uzyskały samodzielność administracyjną. Florczaki podlegały pod starostwo w Morągu. Pierwszy katolicki kościół drewniany i kryty słomą powstał tu już w XV wieku. Do 1579 roku był on filią kościoła w Morągu. Gdy biskup pomezański Erhard von Queisz przeszedł na luteranizm 23 października 1527 roku, wówczas świątynia stała się własnością protestantów. W rejonie morąskim znalazło się siedem parafii luterańskich i reformatorskich z siedzibami w Kalniku (Kahlau), Chojniku (Hagenau), Florczakach (Eckersdorf), Łukcie (Locken) i od 1578 roku w Łęgutach (Langgut). Po sekularyzacji Zakonu nowa wiara rozprzestrzeniała się szybko – w 1565 roku nuncjusz apostolski w Polsce donosił papieżowi: „ (…) na Warmii mało heretyków, ale w Prusach Książęcych już od dawna wiara katolicka wygasła, obrządki jej Kościoła zupełnie ustały (…)”. To, że na Warmii było w tym czasie mało protestantów, których nuncjusz nazwał heretykami, wynika z faktu, że biskupstwo warmińskie zostało anektowane przez królestwo Prus wraz z Pomorzem Gdańskim (bez Gdańska i Torunia) dopiero w roku 1772 w ramach pierwszego rozbioru Polski. Warmia do naszych czasów pozostała ostoją wiary katolickiej, szczególnie w tak żywotnych ośrodkach religijnych jak Gietrzwałd.

Na mocy edyktu reformacyjnego biskupa Jerzego Polenza z 1524 roku w kościołach ewangelickich od samego początku zastąpiono łacinę przy odprawianiu mszy językiem, którym posługiwali się wierni. Miał to być język niemiecki. Wiadomo jednak, że w XVII i XVIII wieku w kościele we Florczakach odprawiano msze na przemian w język niemieckim oraz polskim.

W roku 1752 w ramach nowego podziału administracyjnego Prus Książęcych zarządzeniem króla Fryderyka II Wielkiego zlikwidowano obwody i starostwa, a na ich miejsce wprowadzono duże powiaty ziemskie podlegające kamerom wojenno – skarbowym w Królewcu i Gąbinie. Starostów książęcych zastąpili landraci (landrat – radca ziemski). Ziemski powiat morąski podlegał rejencji królewieckiej. Włączono do niego między innymi powiaty ostródzki i olsztynecki. W roku 1785 Florczaki były królewską wsią na prawie chełmińskim z 51 ogniskami domowymi. Status królewskiej wsi oznaczał, że podatki uiszczane przez mieszkańców trafiały do skarbca królewskiego. Około roku 1800 parafia we Florczkach obejmowała: Gubity, Kotkowo, Kretowiny, Lusajny Małe, Swojki i Żabi Róg, a także dwory w Białce i Zawrotach. W tym właśnie okresie, a dokładniej w roku 1796, parafianie zbudowali nową świątynię w miejsce kościoła przejętego w 1527 roku przez ewangelików, który spłonął. W roku 1820 Florczaki liczyły 63 gospodarstwa z 347 mieszkańcami. 30. 07. 1874 Urząd Rejonowy nr 30 Florczaki (Eckersdorf) należał do Ziemskiego Powiatu Morąg i zarządzał Ziemską Gminą Florczaki (Landgemeinde Eckersdorf). Od 1. 10. 1875 przy urzędzie tym istniał Urząd Stanu Cywilnego Florczaki (Standesamt Eckersdorf), który przetrwał do 1945 roku. W roku 1939 we Florczakach istniało 178 siedzib z 682 mieszkańcami, z których 386 pracowało w rolnictwie lub leśnictwie, 167 w rzemiośle lub przemyśle oraz 34 w handlu lub komunikacji. Szkoła we Florczakach istniała już w XVII wieku. W roku 1939 mieściła się w dwóch budynkach i zatrudniała 3 nauczycieli.

Po drugiej wojnie światowej wieś nosiła nazwę Ekardowo. Po 418 latach znowu zamieszkali w niej katolicy; tym razem byli to Polacy – przybysze z Kresów Wschodnich i z centralnej Polski. Proces organizowania życia religijnego w Łukcie i Florczakach, a także na terenie całej gminy był bardzo trudny nie tyle ze względu na zniszczenia wojenne, co dewastacje dokonywane tuż po wojnie przez Rosjan i różnego rodzaju szabrowników, którzy nie oszczędzali nawet świątyń. Opis tych niezwykle trudnych początków można znaleźć w odręcznie spisanej kronice kościoła w Łukcie. Pierwszy proboszcz parafii katolickiej w Łukcie, ksiądz Alojzy Golubski napisał w roku 1957, że jego kościół został w 1945 roku sprofanowany, zniszczony i opuszczony oraz, że pierwszym kapłanem przybyłym z Kokoszewa (Nowe Kawkowo) do Łukty w 1945 roku był ks. Ernst Kobath. Wkrótce zastąpił go na krótko ksiądz Władysław Borowski z Gietrzwałdu, który kościół w Łukcie uporządkował i odprawił kilka mszy na święta Bożego Narodzenia. Przed świętami Wielkanocnymi 1946 roku do Łukty przyjechał ksiądz mgr Józef Alchimowicz. Ze względu na katastrofalny stan miejscowej plebanii tuż po świętach przeprowadził się do Florczak. 20 września tego samego roku parafię Florczaki – Łukta* objął ksiądz Stanisław Baranowski. Oto fragment kroniki: „Ks. Stanisław Baranowski przybył do diecezji (Warmińskiej) 20 IX 47 r., niezwłocznie zaraz objął parafię Florczaki – Łukta dnia 20/IX 1947 r., a ponieważ plebania w Łukcie była mocno zniszczona, oszabrowana, jak sam wspomina, zamieszkał we Florczakach, a do Łukty tylko dojeżdżał.” Pieczę nad plebanią i budynkami gospodarczymi w Łukcie miał sprawować Józef Krut z Komorowa. Wyglądało na to, że niezależne parafie w Łukcie i Florczakach nigdy nie powstaną, gdyż władze komunistyczne, intensywnie propagujące ateizm, patrzyły na to niechętnie. Jak ciężkie to były czasy, opowiedział mi Kazimierz Ziemianek, który 20 lutego 1950 roku podjął pracę w Zespole Gospodarstw Rolnych w Ramotach. Jego wspomnienia zamieściłem w książce „Siedem wieków Łukty…”: „Jeśli chodzi o życie religijne, to proboszcz Baranowski urzędował we Florczakach, do Łukty tylko dojeżdżał; tam też do roku 1956 prowadzone były księgi parafialne. Moja córka urodziła się 6 stycznia 1956 roku. Mrozy dochodziły wówczas do –30 stopni. Gdy do Łukty przyjechał kleryk z Florczak, żona zwróciła się do niego z prośbą o ochrzczenie dziecka. Zgodził się pod warunkiem, że do chrztu zostaną przygotowani dwaj chłopcy. Znalazł się jeden z Dąga, a drugi z Komorowa. Trójka dzieci została ochrzczona w naszym domu. Położenie na uboczu miało nawet pewne zalety. W tamtych czasach oficerom Wojska Polskiego nie wolno było chrzcić dzieci. Jeden z nich, porucznik Bielak z Morąga, pomijany w awansach jako syn kułaka, w marcu tego samego roku ochrzcił swojego syna po kryjomu, o godzinie dziesiątej wieczorem. Gdyby to się wydało, zostałby usunięty z wojska. Pewnego razu przywieziono do Łukty noworodki, bliźniaki, prosto ze szpitala, bo ich stan był bardzo niedobry. Ich ojciec był oficerem w tej samej jednostce. Ksiądz Białek otworzył kościół i ochrzcił je po ciemku.” 

Sytuacja zaczęła się zmieniać na lepsze po październikowej odwilży z 1956 roku. Władysław Gomółka, zwolniony z więzienia i rok później zrehabilitowany, doprowadził do uwolnienia kardynała Stefana Wyszyńskiego, który powrócił do Warszawy 28 października 1956 roku. W grudniu tego samego roku podpisano zasady współistnienia Państwa i Kościoła. Okres forsownej ateizacji polskiego społeczeństwa powoli się kończył, chociaż – jak wynika ze wspomnień Kazimierza Ziemianka - przez szereg następnych lat istniały ograniczenia w dostępie do praktyk religijnych dotyczące oficerów Wojska Polskiego, milicji i prominentów PZPR.

Nowopowstałą parafię w Łukcie objął 10 marca 1957 roku ksiądz Stanisław Golubski. Parafię rzymskokatolicką św. Antoniego we Florczakach erygowano 1 maja 1962 roku. Miesiąc później powołano do życia w Łukcie parafię pw. Matki Boskiej Częstochowskiej. Parafia we Florczakach należąca w tamtych czasach do dekanatu pomezańskiego jest obecnie częścią dekanatu Łukta podlegającego diecezji Warmińskiej, w której znajdują się aktualnie 33 dekanaty.

Patronem kościoła we Florczakach oraz całej parafii jest święty Antoni z Padwy. Urodził się w roku 1195 roku w Lizbonie jako Fernando Martins de Bulhoes, imię Antoni przybrał później. Pochodził ze znakomitej rodziny. Zmarł 13 czerwca 1231 roku w klasztorze św. Marii koło Padwy, kanonizowany został 30 maja 1232 roku. Był znakomitym kaznodzieją i oratorem, znawcą Pisma Świętego i nauk św. Franciszka z Asyżu oraz dzieł doktora Kościoła św. Augustyna. Na jego kazania przybywało po kilkadziesiąt tysięcy osób. Święty Antoni został ogłoszony doktorem Kościoła w 1946 roku. Trumna z jego szczątkami znajduje się w kaplicy grobowej w Padwie we Włoszech. Najczęściej przedstawiany jest z Dzieciątkiem Jezus. Od XVII wieku jest jednym z najbardziej czczonych świętych Kościoła katolickiego, szczególnie na wsi. Jest patronem między innymi zakochanych, podróżników, małżeństw, piekarzy i górników.

*Warto byłoby sprawdzić, czy parafia Florczaki – Łukta istniała oficjalnie.

Tekst powyższy opracowałem wykorzystując strony internetowe - niemiecką: Eckersdorf (Landkreis Mohrungen) – GenWiki, polską: Antoni Padewski – Wikipedia, kronikę kościoła w Łukcie oraz swoje publikacje „Siedem wieków Łukty…” i „DĄG, 630-lecie wsi” - (Współautorką ostatniej pozycji jest Bożena Pawełczyk).

17. Kotkowo, Zawroty i majątek Białka

W swojej długiej historii wieś Kotkowo nosiła kilka różnych nazw: Hansdorff, Hannoldorf, Katzendorf, a od 1945 roku Kotkowo. Wieś była lokowana na prawie chełmińskim i podlegała pod komornictwo Morąg (Mohrungen) oraz komturię Elbląg (Elbing). W roku 1378 gospodarze z Hansdorff otrzymali 20 dziedzicznych łanów z czynszem od każdego łanu po 0,5 marki. Czynsz ów wraz z opłatą wartowniczą (Wartengeld) był wnoszony na św. Marcina. Opłata wartownicza miała stanowić finansowe wsparcie Zakonu w jego licznych wojnach z sąsiadami. Pierwotna nazwa wsi sugeruje, że jej zasadźcą był bauer o imieniu Hans. W roku 1437 w księdze czynszów Zakonu odnotowano, że 11 listopada na św. Marcina z 20 huf (łanów) ściągnięto z całej wsi 10 marek podatku. Było to niemało, gdyż, jak już pisałem, w tamtych czasach jedna krowa kosztowała jedną markę (lub grzywnę). Niewiele wiadomo o losach mieszkańców wsi w okresie Prus Książęcych (1525 – 1701).

Gdy powstało Królestwo Prus ze stolicą w Berlinie, w Kotkowie znajdowało się dziewięć ognisk domowych. Wieś podlegała pod domenę Morąg i morąskiego landrata ziemskiego. Jej mieszkańcy byli członkami ewangelickiej parafii we Florczakach.

W roku 1820 Kotkowo było królewską wsią (podatki zasilały skarbiec króla) z 11 ogniskami domowymi i 66 mieszkańcami. Wyznawcy nauk Lutra należeli do ewangelicko – luterańskiej gminy (parafii) we Florczakach, a katolicy do katolickiej parafii św. Józefa w Morągu.

Na pierwszym planie: Wolny Prus z rejonu Drwęcy pochodzący z plemienia Sasinów zobowiązany przez Zakon Krzyżacki, a po sekularyzacji Zakonu przez księcia Albrechta Hohenzollerna do stawiennictwa na przeglądach wojskowych i udziału w obronie kraju. Rycina pochodzi z książki Krzysztofa Kwiatkowskiego "Wojska Zakonu Niemieckiego w Prusach 1230-1525. Korporacja, jej pruskie władztwo, zbrojni, kultura wojny i aktywność militarna", współpraca Maria Molenda. Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Toruń 2016.  

W roku 1874 do Rejonu Florczak (Amtsbezirk Eckersdorf) należała między innymi Ziemska Gmina Kotkowo podlegająca pod Urząd Stanu Cywilnego w tychże Florczakach.

We wrześniu 1928 roku z Ziemskiej Gminy Kotkowo (Landgemeinde Katzendorf), majątku Białka (Gehlfeld) i wsi Zawroty (Schwenkendorf) utworzono nową Ziemską Gminę Zawroty (Landgemeinde Schwenkendorf). Warto przypomnieć, że niemiecki czasownik „schwenken” oznacza „skręcać lub zawracać’. Potwierdza to raz jeszcze fakt, że obecne nazwy miejscowości na naszych terenach często są swego rodzaju „kalką” nazw niemieckich.

W roku 1785 majątek Gehlfeldt stanowił dobra szlacheckie z 6 ogniskami domowymi i podlegał pod landrata w Morągu. W roku 1820 liczył 39 mieszkańców i 4 domostwa. Wierni należeli do ewangelickiej parafii we Florczakach.

Zawroty zostały założone w 1448 roku na 10 włókach. 5 bauerów płaciło po 16 skojców i 22 fenigi czynszu i opłaty wartowniczej (Wartgeld). Z całej wsi zebrano wówczas 6,5 marki i 22 fenigi.

W roku 1785 Zawroty były królewskim folwarkiem podlegającym pod domenę w Morągu i landrata ziemskiego powiatu Morąg. Wierni uczestniczyli w mszach świętych w parafialnym kościele we Florczakach. W roku 1820 była to spadkowa wieś dzierżawna z 5 ogniskami domowymi i 51 mieszkańcami podlegająca pod parafię we Florczakach i urząd królewski w Morągu.

Zgodnie z rozporządzeniem gminnym z 30.01.1935 r. od 1.04.1935 r. Ziemska Gmina Zawroty przekształciła się w gminę zwykłą, która do 1945 wchodziła w skład powiatu Morąg.

Po drugiej wojnie światowej, w roku 1945, powstało sołectwo Kotkowo, w skład którego weszła wieś Kotkowo i osada leśna Białka (nie należy tej leśnej osady utożsamiać z wsią o nazwie Białka, dawniej Gehlfeld). Sołectwo Kotkowo wchodzi w skład gminy Łukta. Wsie Białka (dawny majątek Gehlfeld) i Zawroty znajdują się obecnie na terenie gminy Morąg.

Tekst powyższy opracowałem na podstawie niemieckiej strony internetowej: Katzendorf (Landkreis Mohrungen) – GenWiki.

18. Przemiany religijne i narodowościowe na terenie dawnej parafii i ko-mornictwa Łukta od czasów najdawniejszych do pierwszych lat po drugiej wojnie światowej. 500-lecie Reformacji.

Wstęp. Traktat dzierzgoński. do góry

Wizualna rekonstrukcja zamku krzyżackiego w Dzierzgoniu

Podbijając tereny zamieszkałe od wieków przez plemiona pruskie, Krzyżacy przynieśli ze sobą swoją wiarę – chrześcijań-stwo. Po sześciu latach walk podczas pierwszego powstania pru-skiego (1243 – 1248), gdy zjednoczone siły Pomezan, Natangów i Warmów próbowały wypędzić Krzyżaków z podbitych terenów, ostateczne zwycięstwo odnieśli ci ostatni. W roku 1247, po śmier-ci księcia Konrada Mazowieckiego, założyli w Pomezanii, na miejscu pruskiego Sigune, nowy gród Christburg, zwany obecnie Dzierzgoniem. 7 lutego 1249 roku w grodzie tym został podpisa-ny Traktat Dzierzgoński regulujący wzajemne zależności i powin-ności. W imieniu Prusów, którzy jako niedawno ochrzczeni neofi-ci znaleźli się pod opieką stolicy apostolskiej traktat podpisał legat papieski Jakub z Leodyn, a ze strony krzyżackiej, w zastępstwie Mistrza Krajowego, marszałek Heinrich Botel. Traktat został przetłumaczony przez księdza profesora Alojzego Szorca, który dla większej przejrzystości wprowadził w nim akapity. Zaczyna się on od wstępu: „Do wszystkich, którzy będą oglądać ten list, Jakub archidiakon leodyjski, kapelan papieski na Polskę, Prusy i Pomorze śle Pozdrowienia Imieniem Zbawiciela”. Aby unaocz-nić regulacje, na których opierał się proces budowania nowego życia religijnego na Prusach, przytoczę kilka najważniejszych akapitów traktatu.
11) Neofici zapytani, jakim pragną rządzić się systemem praw-nym, po naradzie odpowiedzieli, że prawem swoich sąsiadów Polaków, na co Zakon nie wyraził sprzeciwu. Na prośbę Prusów wykluczono w sądzie możliwość wymuszania zeznania przez przypalanie żelazem, legat papieski uchyli łwszystkie te zapisy w prawie polskim, które mogą być niezgodne z prawem Bożym i kościelnym. Krzyżacy zobowiązali się nie zabierać od Prusów, bez prawomocnego wyroku sądowego, posadłości ziemskich.
12) Neofici, zwłaszcza z Pomezanii, Warmii i Natangii, zostali przez legata pouczeni o innej jeszcze niewoli duchowej, w którą popada każdy nawet wolny człowiek, mianowicie wówczas, gdy popełnia grzech. Zrozumieli to i przyobiecali zaniechać zakazanej przez Kościół kremacji zwłok i pochówków pogańskich: grzeba-nia ze zmarłym w zbroi konia lub człowieka (żywego), czy choć-by cennych przedmiotów. Zobowiązali się swoich zmarłych grze-bać po chrześcijańsku i tylko na wyznaczonych cmentarzach.
13) Zaniechają dorocznych ofiar z owoców ziemi skladanych bóstwu, które nazywają Kurche, albo wszelkim innym bóstwom, bo te nie są przecież stworzycielami nieba i ziemi. Prusowie przy-obiecali wytrwać w posłuszeństwie kościołowi katolickiemu. (…)
14) Złożyli też obietnice, że nie będą sprzedawać swoich córek na żony i kupować synowe. Nuncjusz słyszał o panujących tu takich ich pogańskich zwyczajach, że ojciec kupuje za wspólne pieniądze ko-bietę na żonę sobie i w spadku pozostawia ją synowi. (…)
15) Nikt też nie waży się zabić swego dziecka, sam czy przez kogo inne-go, publicznie czy prywatnie. Zobowiązali się do ośmiu dni po urodze-niu dziecka, je ochrzcić w kościele przez księdza. W razie niebezpie-czeństwa o życie dziecka należy je ochrzcić w domu, zanurzając trzy razy w wodzie przy jednoczesnym wypowiadaniu słów: „Ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. Prusowie sami przyzna-li, że przez długi czas nie mieli ani swiątyń, ani kapłanów, przeto wielu z nich zmarło bez chrztu, wielu też pozostało do ochrzczenia. Obecnie obiecują przyjąć chrzest w ciągu miesiąca.
17) Prusowie z Pomezanii przyobiecali, że do najbliższych Zielonych Świąt odbudują zburzone przez siebie koscioły w dwnastu miejscowo-ściach. Tak jak je zapisano w dokumencie: Pozolue (inaczej Rutiz), Pa-stelina, Lingues, Lyopiez, Chomor Sancti Adalberti, Bobus, Geria, Pro-zile, Resia, Alt Christburg, Rayder, Neu-Christburg. Warmowie przyob-iecali w tym samym terminie, do Zielonych Świąt zbudować kościoły w miejscowościach: Jedun, Saurimes, Bandadis, Silina, Wuntenowe, Brusebergue. Natangowie zaś mieli zbudować, też w tym samym okre-sie, kościoły w miejscowościach Labegow, Tummonis, Sutwiert. Wszystkie, w wyżej wymienionych miejscowościach kościoły neofici zobowiązują się nie tylko zbudować, ale zaopatrzyć w szaty, naczynia i księgi liturgiczne. Do tych kościołów będą przydzielone wsie, których mieszkańcy tamtejsi będą uczęszczać na nabożeństwa i przyjmować sakramenty święte. Przyobiecali wspomniani Prusowie zbudowane przez siebie koscioły tak wewnątrz wystroić, aby dla modlących się w nich ludziom stanowiły one bardziej atrakcyjne miejsce kultu niż pogańskie ośrodki w lasasach. (…)
18) Zakon przyobiecał do każdego z kosciołów do roku po ich zbudowa-niu dać księdza i przeznaczyć mu beneficja. Neofici zaś zobowiązali się do swoich kościołów uczęszczać we wszystkie niedziele i święta. (…) (Zakon przyobiecał także) każdemu z proboszczów osiem łanów ziemi, w tym cztery pola ornego i cztery lasu, ponadto dziesiecinę wysokosci 20 uncji, dwa woły, jednego konia i jedną krowę. (…)
20) Dorośli neofici zobowiązali się powstrzymywać się w Wielkim Po-ście od spożywania mięsa i napojow mlecznych, zaś we wszystkie piątki roku – od mięsa. W niedzielę i święta zaniechają prac slużebnych. Przy-najmniej raz w roku będą spowiadać się przed swoim proboszczem, a na Wielkanoc przystapią do komunii swiętej i w ogólności wypełnią wszystkie obowiazki należące do chrzecijan.

Pod liczącym (w tłumaczeniu) 25 akapitów traktacie pieczęcie osobi-ście złożyli biskup legat oraz komtur Bałgi – marszałek Zakonu Heinrich Botel. A działo się to 7 lutego 1249 roku w Dzierzgoniu.

Rozdział 1. XIII – wieczna Łukta. Drewniany kościół Świętej Katarzyny. do góry

Jeśli spojrzymy na mapę tere-nów zamieszkałych przez poszcze-gólne plemiona pruskie przed po-jawieniem się Zakonu Krzyżackie-go, to zauważymy, że obszar krzy-żackiej parafii i komornictwa Łuk-ta graniczący z Warmią i ciągnący się od takich wsi jak Ględy i Za-wroty na północy, do Biesala, Podlejek, Tomaryn i Śródki na południu znajdował się na połu-dniowych krańcach Pogezanii, wschodnich obrzeżach Pomezanii i północnych skrawkach Sasinii. Prawie cały ten obszar był położo-ny w dorzeczu górnej Pasłęki (Passarge). Po utworzeniu na terenach podbitych czterech diecezji: chełmińskiej, pomezańskiej, warmińskiej i sambijskiej zgodnie z propozycją legata papieskiego Wilhelma z Mo-deny z 1242 roku i bullą papieża Innocentego IV „Hiis Gvae per di-lectos” z 29 lipca 1243 roku opisywany tutaj obszar znalał się na pół-nocno wschodnim obrzeżu diecezji pomezańskiej. Krzyżacy zaczęli intensywnie zasiedlać te tereny w roku 1340, począwszy od nadania trzem braciom pruskim ziemię w Ramotach na prawie chełmińskim. Czy zatem właśnie ten rok należy uznać za datę powstania łukciańskiej parafii? Założenie takie jest niesłuszne, bowiem istnieją przekazy, że pierwszy drewniany kościół został zbudowany w Łukcie już w 1279 roku. P. Gemershausen w swojej publikacji: „Sidlungsentwicklung der preussischen Amter Holland, Liebstadt und Mohrungen vom 13 bis 17 Jahrhundert” (Zawiłości zasiedlania pruskich rejonów Pasłę-ka, Miłakowa i Morąga od 13 do 17 wieku), Marburg 1969, pisze, że parafia w Łukcie powstała przed końcem XIII wieku. Jest to bardzo prawdopodobne, bowiem na skrzyżowaniu pradawnych pruskich trak-tów wiodących z północy na południe i z zachodu na wschód (przez obecny Pelnik ku Warmii) tuż przy rzece Łukta wpadającej do Pasłęki już w XIII wieku lub nawet wcześniej istniała pruska dworska wieś –„kaymis”. (Przypomnę, że najniższą jednostką terytorialną u Prusów był lauks składający się z łąk i pól uprawnych oraz zabudowań zwa-nych „kaymis”.) Stawiając kościół Świętej Katarzyny, Pomezanie z Łukty wypełnili swoje zobowiązania wobec Zakonu. Mógł on służyć jako świątynia chrześcijańska nie tylko mieszkańcom Łukty, ale także Prusom zamieszkującym pobliskie osady i grodziska – mam tu na myśli otoczone fosą grodzisko pruskie umiejscowione na wzniesieniu opły-wanym przez strumień wypływający z jeziora Bubrinek, 0,5 km na południowy wschód od wsi Grazymy, datowane na XI-XIII wiek. Dru-gim takim miejscem było grodzisko położone pomiędzy jeziorami Dreńskim dużym i Dreńskim Małym, a trzecim pruska osada w Worli-nach. Zapewne wokół „przedkrzyżackiej” Łukty istniały inne osady pruskie, ale śladów po nich nie znaleziono.

Krzyżacy zaproponowali na patronkę kościoła w Łukcie świetą Kata-rzynę. Musiała to być Katarzyna Aleksandryjska, gdyż inne święte o tym imieniu były kanonizowane w wiekach późniejszych (druga w kolejności, Katarzyna Szwedzka, dopiero w roku 1484). Według wielu badaczy jej życiorys (patrz Wikipedia: Katarzyna Aleksandryj-ska) nawiązywał do losów Hypatii, słynnej aleksandryjskiej uczonej, wyznawczyni filozofii Platona, astronomki, która wynalazła astrola-bium i prawdopodobnie należała do grona greckich prekursorów teorii heliocentrycznej – na pewno znała dzieła Arystarcha z Samos. Nauczała pogan i chrześcijan, sama była poganką. Katarzyna Aleksandryjska była patronką między innymi uniwersytetów, uczonych, studentów, zawo-dów związanych z kołem. Dawniej w jej święto kończył się czas wypa-sów i zaczynał się czas strzyżenia owiec. Najważniejsze jest jednak to, że opiekowala się ziemiopłodami.

Wybór patronki kościoła w Łukcie nie był przypadkowy. Zakonowi zależało na tym, aby po pewnym czasie jesienne święto plonów zaczęło wiernym kojarzyć się ze świetą Katarzyną, a nie z pruskimi dożynkami „metele”, gdy Prusowie oddawali bóstwu Kurche (Curche) ostatni snop zboża. Zawołanie do tego bóstwa było umieszczane na sztandarach bojowych. Zapewniało ono pomyślność w polu i w walce; oddawanu mu trzecią część łupów wojennych.

Przypomnę, że w kalendarzu pruskim istniały tylko dwie pory roku: letnia i zimowa. W kwietniu obchodzono Pergrubi, święto odradzającej się przyrody, rozpoczynajace lato (dagis) trwające do połowy paździer-nika, gdy zaczynała się zima (semo). Święto „ziemiennika” w paź-dzierniku oznaczało wejście w okres zimowy. Świętowano po zgroma-dzeniu zapasów siana, drewna i wielkim uboju zwierząt – na zimę zo-stawiano ilość zabezpieczającą wykonanie prac polowych i odtworzenie stada.

Po jakimś czasie Krzyżakom udało się rozpowszechnić wśród Prusów obyczaj świętowania Wielkiej Nocy, czyli Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego, i Bożego Narodzenia w miejsce opisanych tutaj świąt po-gańskich. Nawracanie na nową wiarę nie było procesem łatwym. Szcze-gólnie trudno było Prusom zrozumieć tajemnicę Zmartwychwstania Jezusa oraz obecność ciała Jezusa w Komunii Świętej. Do wyjaśniania owych tajemnic wiary katolickiej kapłani wykorzystywali umieszczone na ołtarzu średniowieczne obrazy lub przedstawienia figuralne. Mogły to być obrazy lub figury przedstawiające ukrzyżowanego Jezusa, Naj-świętszą Marię Pannę z Dzieciątkiem (będącą symbolem organizacji, która nosiła nazwę Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie) oraz inne przedstawienia ze Starego i Nowego Testamentu. Ważne miejsce w tym średniowiecznym koście-le zajmowała jego patronka Święta Katarzyna. Jak ołtarz i wnętrze kościoła naprawdę wyglądały, możemy się tylko domyślać.

do góry

Jan Dąbrowski



Kalendarz wydarzeń

10 Sierpnia 2017

WERNISAŻ PAWŁA SALAMUCHY

11 Sierpnia 2017

WIECZÓR POEZJI- NASZE WSPÓLNE SPOON RIVER

02 Września 2017

DOŻYNKI GMINNE - festyn

09 Lipca 2017

DNI ŁUKTY - festyn

27 Maja 2017

DNI RODZINY- festyn

08 Kwietnia 2017

Koncert chóru i orkiestry oraz ZTL Zawidzanie

08 Kwietnia 2017

Kiermasz Wielkanocny

26 Marca 2017

KONCERT blueSIDE

25 Lutego 2017

KAZIUKI WILNIUKI

05 Lutego 2017

DZIEŃ BABCI I DZIADKA

03 Lutego 2017

Zakończenie ferii zimowych

23 Stycznia 2017

Początek ferii zimowych

15 Stycznia 2017

25. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy

więcej >



Projekty

Sesje Rady Gminy

Wycieczka rowerowa

Turniej Gier Komputerowych


"Europejski Fundusz Rolny na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich: Europa inwestująca w obszary wiejskie."
Operacja mająca na celu utworzenie Punktu Informacji Turystycznej - źródła wiedzy o gminie Łukta
współfinansowana jest ze środków Unii Europejskiej w ramach działania Wdrażanie Lokajnych Strategii Rozwoju.
Program Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013.


"Europejski Fundusz Rolny na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich: Europa inwestująca w obszary wiejskie."
Operacja mająca na celu Zakup sprzętu nagłośnieniowego dla Gminnego Ośrodka Kultury w Łukcie
współfinansowana jest ze środków Unii Europejskiej w ramach działania Wdrażanie Lokalnych Strategii Rozwoju.
Program Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013.

Gminny Ośrodek Kultury w Łukcie, adres: ul. Kościelna 2B, 14-105 Łukta, godziny otwarcia: 09:00 - 19:00,
nr tel. GOK: +48 (89) 646 64 64, dyrektor: +48 (89) 642 16 20, kino: +48 508 006 019, e-mail: gok@goklukta.pl Jesteśmy na Facebook-u
autor: Grzegorz Malinowski